fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Droga do Rosji utknęła w szczerym polu

Rzeczpospolita
Polskai UE wydały na tę budowę 116 mln zł. Ale Rosjanie dopiero zaczynają wykopy
Adam od dziesięciu lat jeździ tirem do obwodu kaliningradzkiego. – Najgorzej jest przejechać przez Olsztyn. Miasto nie ma obwodnicy i musisz się pchać przez samo centrum. Dalej już jest lepiej. Problemy zaczynają się na granicy. Do Rosji jeszcze wjedziesz szybko. Ale stamtąd wyjechać to już makabra – opowiada. – Możesz stać nawet i trzy – cztery doby, zanim doczekasz się odprawy. Ale są sposoby, by przejechać szybciej.
Adam nie mówi jakie. Ale kilka tygodni temu „Rz” opisała nielegalny proceder, jaki trwa po rosyjskiej stronie. – Jedziesz szybciej, jak dasz łapówkę celnikom czy Straży Granicznej– opowiadali nam przemytnicy. Od dziś Polska jest w strefie Schengen. – Na granicy z Rosją będę stał, jak stoję – mówi Adam.
Kilkadziesiąt kilometrów od Bezled jest nowoczesne przejście graniczne w Grzechotkach. Inwestycję zaplanował jeszcze rząd AWS. Ale budowa ruszyła w 2003 roku, za czasów SLD. Rok wcześniej podpisano umowę między Polską a Rosją o budowie nowoczesnego przejścia granicznego. Planowano, że w Grzechotkach będzie główna odprawa tranzytowa do obwodu kaliningradzkiego. Dlaczego akurat tam? Grzechotki mają dobre połączenie z krajową drogą nr 7 Warszawa – Gdańsk. Łącznikiem jest berlinka. Tę drogę w latach 30. budował Hitler. Miała połączyć dawny Królewiec z Berlinem. Budowy nigdy nie ukończono. Po 1945 r. część Prus Wschodnich została oddana Polsce. Przez cały PRL, a później nawet w latach 90., żadna ekipa rządowa nie znalazła pomysłu na wykorzystanie berlinki. A droga była praktycznie niezniszczona. Dopiero pod koniec rządów AWS zrodził się pomysł, by wykorzystać tę szosę na trasę tranzytową do Rosji. – W 2003 roku rozpoczęły się pracę nad budową przejścia w Grzechotkach. W tym samym czasie zaczęto remontować berlinkę – opowiada Jerzy Szczepanik, dyrektor Wydziału Infrastruktury i Geodezji Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie. Pieniądze na budowę przejścia pochodziły początkowo z budżetu państwa. – A po 2004 roku dostaliśmy też wsparcie z funduszy Schengen – mówi Szczepanik. Budowa polsko-rosyjskiego przejścia granicznego w Grzechotkach pochłonęła 116 mln zł. Kolejne 26 mln zł zaplanowano na zakup sprzętu: komputerów, rentgenów itp. Po polskiej stronie przejście ma 12 pasów odpraw. – Sześć w stronę rosyjską i sześć powrotnych. W ciągu doby może tamtędy przejechać 6 tys. samochodów ciężarowych – mówi Szczepanik. Obiekt oddano do użytku w listopadzie 2006 roku. Ale do dziś w Grzechotkach nie odprawiono ani jednego samochodu. Dlaczego? – Rosjanie nie zbudowali po swojej stronie przejścia. Nie ma tam nic – przyznaje Szczepanik. Według naszych informacji Rosjanie nie mieli na inwestycję pieniędzy. Prace ruszyły dopiero w tym roku, kiedy Unia przekazała Federacji 100 mln rubli. – Myśmy też przyłożyli swoją cegiełkę. Przez ostatnie dwa lata, zamiast z Rosją rozmawiać, kłóciliśmy się – twierdzi nasz rozmówca z UW w Olsztynie. Dwa tygodnie temu miało miejsce spotkanie grupy polsko-rosyjskiej. – Rosjanie zapewnili nas, że oddadzą przejście po swojej stronie w pierwszej połowie 2009 roku – mówi Szczepanik. Byliśmy w Grzechotkach kilka tygodni temu. Po polskiej stronie stoi okazały nowoczesny budynek. Po rosyjskiej – w Mamonowie rozpoczęto dopiero roboty ziemne. Zrównano i ogrodzono teren, na którym mają powstać budynki odpraw celnych. – Przejście nie działa, ale my musimy na jego utrzymanie wydać rocznie milion zł – mówi „Rz” pracownik UW w Olsztynie. Szczepanik: – Tylko w okresie zimowym na ogrzanie budynku i opłacenie energii wydajemy 200 – 300 tys. zł. Przejście to także niewykorzystane miejsca pracy. – W Grzechotkach planujemy zatrudnić 200 celników – mówi Ryszard Chudy, rzecznik Izby Celnej w Olsztynie.– Na razie nie prowadzimy jednak naboru. Zaczniemy to robić, jak będzie wiadomo, że przejście zostanie otwarte. Oprócz celników na przejściu pracę znaleźliby funkcjonariusze Straży Granicznej, gastronomii i administracji. Jednak dziś w Grzechotkach zamiast celników można spotkać jedynie kilku ochroniarzy. Pilnują, by nikt nie okradł budynku. – A ja muszę jeszcze dwa lata pchać się przez Olsztyn do Bezled. Szkoda gadać – kiwa głową Adam, kierowca tira.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA