fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Na początku jest chaos

Rzeczpospolita, Mirosław Owczarek Mirosław Owczarek
Politycy Platformy Obywatelskiej zachowują się dziś tak, jakby zwycięstwo wyborcze ich zaskoczyło – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”
„All you need is love” – wygląda na to, że tytuł wielkiego przeboju Beatlesów, hasło, które przez lata było na sztandarach hipisów, dziś jest myślą przewodnią, którą kieruje się premier Tusk. Też lubię tę piosenkę i też uważam, że miłość w życiu jest najważniejsza. Od rządu jednak chciałoby się oczekiwać czegoś więcej. Analizując pierwszy miesiąc działania rządu, trudno znaleźć jakąś wizję, spójną myśl lub plan, który porządkowałby prace gabinetu Donalda Tuska. Poza zmianą atmosfery i wieloma działania piarowskimi wiele nie widać. Dotąd nie przedstawiono ani priorytetowych zadań, ani harmonogramu prac. Można odnieść wrażenie, że rządem nikt nie zarządza, a gdy premier podróżuje po Europie, ministrowie hasają bez ładu i składu. Wygląda na to, że kancelaryjne zaplecze premiera jest w fazie tworzenia, a machina państwowa kręci się sama z siebie. Pracę rządu w pierwszym miesiącu można więc oceniać tylko na podstawie wyrywkowych sygnałów. Z nich zaś wyłania się obraz chaosu.
Weźmy kilka przykładów. Kompletnie nie wiem, w jakim kierunku ma zdążać resort edukacji. W exposé Tusk zapowiedział, że wprowadzi bon oświatowy. Świetnie, to bardzo dobry pomysł i wielki projekt. Ale już następnego dnia, w odpowiedziach na pytania posłów, premier powiedział, że wcale nie wie, czy wprowadzi, że stanie się to przedmiotem dyskusji. Czyli jak to? Rozpoczynając rządzenie, premier nie wie, czy przeprowadzi taki projekt czy nie? Potem Katarzyna Hall wspomniała o wprowadzeniu matury z religii. Zrobiło się duże zamieszanie i następnego dnia pani minister szybko się z tego wycofała. Nie wiem więc, jakie jest stanowisko rządu w tej sprawie. Minister zdrowia Ewa Kopacz oznajmiła lekarzom, że za trzy lata powinni zarabiać 11 tysięcy złotych. Pięknie, tyle że gdy premier to usłyszał, natychmiast skarcił swoją podwładną. Julia Pitera rzuca pomysł połączenia NIK z ABW. Następnego dnia jej koledzy zaprzeczają. Pani minister tłumaczy, że to tylko jedna z koncepcji do dyskusji. Do niedawna Platforma opowiadała się za dokończeniem lustracji i pełnym otwarciem archiwów IPN. Kilka dni temu poseł Andrzej Czuma zapowiedział publicznie, że lustracje trzeba znacznie zawęzić w stosunku do tego, co jest teraz. Czy to oficjalne stanowisko Platformy? Trudno powiedzieć. Nie wiemy. Słyszeliśmy, że rząd chce wprowadzić głębokie zmiany w mediach publicznych. Jakie konkretnie? Jedyne, co usłyszeliśmy w pierwszych dniach to to, że ma zostać zniesiony abonament RTV. Po kilku dniach mówiono już, że abonamentu nie będą płacić tylko emeryci. A po chwili, że planu jeszcze nie ma. Pytałem o to niedawno Iwonę Śledzińską-Katarasińską w TOK FM. Pani poseł opowiadała o swoich pomysłach, podkreślając, że to jej opinie i nie wie, co rząd zamierza zrobić. My też nie wiemy. Co więcej, nie wiadomo, kto w rządzie odpowiada za media publiczne i na przykład sprawę abonamentu. Nie wiemy też, jakie rząd chce wprowadzić podatki ani kiedy chcemy wejść do strefy euro. Nie wiemy, jaki jest pogląd rządu na sprawę bezpieczeństwa energetycznego, bo nikt na ten temat wyraźnie się nie wypowiedział. Jeszcze nie ma nawet w rządzie osoby odpowiedzialnej za tę dziedzinę. Podobnie sprzeczne informacje napływały na temat terminu uzawodowienia armii i jej liczebności. Wiemy jedno, kiedy nasze wojska mają wrócić z Iraku. To szczegóły, czasem drobiazgi, ale tylko na podstawie takich szczegółów możemy coś powiedzieć o planach rządu, bo o innych działaniach wiemy niewiele. Wrażenie chaosu potwierdzają informacje o sporym bałaganie panującym w pracach Rady Ministrów. Informacje pochodzące bynajmniej nie od opozycji, ale od polityków Platformy Obywatelskiej. Dlaczego dotąd nie usłyszeliśmy żadnego precyzyjnego planu działań nowej ekipy? Kto może powiedzieć, jakie są priorytety tego rządu? Co chce przeprowadzić teraz, co potem, a co na końcu? Ten rząd na razie nie zaplanował nic, ani nawet nie zasugerował, co dla niego jest najważniejsze. Nowe zwykle rodzi się w bólach. Ale ten proces powinien trwać znacznie krócej. Cała polityka sprowadza się na razie do uśmiechów i sporów z prezydentem o to, kto kiedy do kogo ma przyjść i kto gdzie ma lecieć. Dużo słyszymy też o zmianach personalnych w rozmaitych miejscach. I choć wiele z nich jest zrozumiałych, to czasem budzą one poważne wątpliwości. Dlaczego kiedy minister Ćwiąkalski zwalnia prokuratorów po kilkunastu dniach urzędowania, jako przyczynę podaje to, że „byli zaufanymi ludźmi ministra Ziobry”? Co to za argument? Czy to grzech, że poprzedni minister miał do kogoś zaufanie? Może ufał tym ludziom, bo sprawnie wykonywali swoją pracę? Nie wykluczam, że są poważne powody, dla których należało ich zwolnić, ale myśmy tych powodów nie usłyszeli. Choć z drugiej strony uczciwie trzeba przyznać, że Zbigniew Ćwiąkalski jest jedynym ministrem, który przedstawił plany swojego resortu i podjął konkretne działania. Julia Pitera przeprowadza trzymiesięczny audyt CBA. Po jego zakończeniu miały zapaść decyzje dotyczące jej szefa Mariusza Kamińskiego. Ale właściwie już po tygodniu usłyszeliśmy wypowiedzi czy to minister Pitery, czy samego premiera, że sytuacja Mariusza Kamińskiego jest trudna. Już jakiś czas temu nie było wątpliwości, że wyrok zapadł. Może powinien zapaść, ale gdzie tak wychwalana zasada „domniemania niewinności”. Już nie musimy czekać na wyniki audytu? Rekordzistą okazał się nowy szef ZUS, który po trzech dniach pracy wyrzucił 14 dyrektorów oddziałów regionalnych wybranych w konkursie. Ich grzechem było to, ze wygrali konkursy zorganizowane za poprzedniej władzy. Nowy prezes nie próbował nawet sprawdzić ich kwalifikacje ani tego, co ostatnio robili. To wszystko pogłębia wrażenie braku koordynacji działań. Być może ten brak uporządkowania wynika po części ze skupienia się Donalda Tuska na polityce zagranicznej. Do tej części jego działalności nie mam zastrzeżeń. Dobrze, że jest aktywny i jeździ, gdzie się da, dopóki oczekują nas tam z otwartymi ramionami. Trzeba też przyznać, że w budowaniu wizerunku władzy skromnej, sympatycznej, rezygnującej z przywilejów, premier odniósł spory sukces. Widać to popularności. I są to działania jak najbardziej słuszne. Ale polityka zagraniczna i PR to tylko część sfery zainteresowań rządu RP. Obawiam się, że chaos w pierwszych tygodniach funkcjonowania gabinetu to przede wszystkim wynik braku przygotowania. Politycy Platformy Obywatelskiej zachowują się tak, jakby zwycięstwo wyborcze ich zaskoczyło. Dwa lata temu PO wyglądała na partię naprawdę nieźle przygotowaną do rządzenia. Ze strategią, szczegółowym planem i dość jasna wizją tego, co chce się osiągnąć. Ale wtedy Platforma wyborów nie wygrała. I zdaje się, że jej kierownictwo nabrało przekonania, że praca zespołu Jana Rokity była niepotrzebna, że utrudniła im prowadzenie kampanii. Przez dwa kolejne lata Platforma była toteż opozycją bezprogramową. Kiedy w czasie kampanii wyborczej rozmawiałem z politykami Platformy, prywatnie przyznawali, że nie ma wytężonej pracy programowej, bo tego się od nich nie oczekuje. A kiedy przeszedł czas tworzenia rządu, okazało się, że niewiele jest gotowe. Exposé premiera było zatem długie i ładne, ale pozbawione konkretów. Można powiedzieć – to była mowa ideowa, a na szczegółowe plany przyjdzie czas. Dokumentem, który zwykle coś mówi o planach rządu, jest umowa koalicyjna. W Niemczech na przykład w takich umowach znajdują się szczegółowe zapisy dotyczące tego, co gabinet chce, a czego nie chce przeprowadzić. Do umowy koalicyjnej PO – PSL mało kto zajrzał, bo została ona podpisana tuż przed wygłoszeniem przez Donalda Tuska exposé i to wydarzenie kompletnie przyćmiło podpisanie porozumienia. Ale zachęcam, by do niej zajrzeć. W porównaniu z tym dokumentem, exposé premiera było najeżonym treścią i konkretami esencjonalnym wystąpieniem. Umowa koalicyjna nie zawiera nic konkretnego. To zapis banałów i zapewnień, że ma być dobrze. Jak można więc zaplanować prace rządu, nie mając precyzyjnego planu rządzenia? Prawdopodobnie wygrało założenie, że „jakoś to będzie". Zapewne oczekiwania wobec tego rządu są dużo większe niż wobec wielu poprzednich, ale cóż się dziwić. To Platforma miała być tą kompetentną i świetnie merytorycznie przygotowaną partią. Być może jest. Mam nadzieję, że jest. Odnoszę jednak wrażenie, że na razie dla premiera rzeczą najważniejszą jest skromność rządu w zachowaniu i uśmiech na twarzy. Jeśli tak jest w istocie, to mam obawę, że to nie wystarczy. Pierwsze sto dni miną szybko. Potem będzie tylko trudniej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA