fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Sędzia śledczy, czyli temat zastępczy

Sędzia śledczy jest dziwną hybrydą sądu i prokuratora – dowodzi doktor prawa Michał G. Węglowski, prokurator Wydziału II Zamiejscowego w Gdańsku Biura ds. Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej
Odżyła dyskusja nad radykalną przebudową aparatu ścigania, w tym nad wprowadzeniem do polskiego procesu karnego instytucji sędziego śledczego. Znajduje to swój oddźwięk tak w dyskusjach prawników, jak i polityków. Łatwo zauważyć, że głównym ratio legis restytucji tego przedwojennego (i krótko powojennego, do 1949 r.) rozwiązania jest konieczność zapewnienia realnej niezależności czy też niezawisłości organu prowadzącego śledztwo. Aktualnie bowiem, zwłaszcza po ostatnich nowelizacjach ustawy o prokuraturze, przymioty te są co najmniej dyskusyjne. Przejawem tej debaty były wypowiedzi w „Rz”: dr. Józefa Musioła (27 lipca) i dr. Krzysztofa Eichstaedta (13 sierpnia), a ostatnio artykuł Agaty Łukaszewicz (30 listopada). Przyczynkiem do dyskusji jest także niezwykle interesujące omówienie przedwojennych uregulowań i komentarzy oraz powojennych koncepcji dotyczących sędziego śledczego w publikacji dr. Krzysztof Eichstaedta („Prokuratura i Prawo” nr 1 z 2005 r.). Pierwszy z dyskutantów, sędzia Józef Musioł, zdecydowanie optuje za przywróceniem sędziów śledczych, drugi przeciwnie.
Opowiadam się za tym drugim zdaniem. Przekonujące są wszystkie zasadnicze argumenty przeciwko, które przytacza Krzysztof Eichstaedt. Zrekapitulować je można w ten sposób, że mniej sformalizowane procedury postępowania przygotowawczego prowadzonego przez związanego z policją (tudzież innymi służbami) prokuratora znacznie lepiej sprzyjają szybkiej i efektywnej działalności dochodzeniowo-śledczej. Nadto przeciw przemawia i tak już dziś ogromne obciążenie sądów zakresem przekazanej kognicji różnego rodzaju spraw. Wprowadzenie instytucji sędziego śledczego prowadziłoby do konieczności rewolucyjnej zmiany modelu postępowania karnego, na którą nasz wymiar sprawiedliwości i aparat ścigania nie jest w żaden sposób przygotowany. Propozycja implementacji sędziego śledczego jest protezą tego, co powinno być rzeczywiście przeprowadzone, tzn. zapewnienia realnej niezależności i samodzielności prokuratorów. Zapewnienie tej samodzielności to, prócz rozdzielenia funkcji prokuratora generalnego od ministra sprawiedliwości, przede wszystkim zagwarantowanie niezależności decyzji procesowej prokuratora od woli przełożonego jakiegokolwiek szczebla. Decyzje takie powinny podlegać wyłącznie kontroli w trybie zaskarżalności przez uprawniony podmiot. Zadaniem szefów (powoływanych na określone kadencje) jednostek i komórek prokuratury powinno być tylko i aż prawidłowe zorganizowanie pracy, administrowanie oraz służenie doradztwem prokuratorom prowadzącym i nadzorującym postępowania przygotowawcze. Oczywiście takie Należy tak zreformować prokuraturę, by mogła się stać niekwestionowanym przez nikogo strażnikiem praworządnościukształtowanie nakładałoby na prokuratorów tzw. pierwszoliniowych ogromną odpowiedzialność, ale przecież immanentną cechą tego zawodu musi być zdolność do podejmowania decyzji i ponoszenia za nie odpowiedzialności. A najlepszą gwarancją ich trafności powinien być profesjonalizm. To zaś z kolei wiąże się z innym moim postulatem, jakim jest wprowadzenie przejrzystego, czytelnego i sprawiedliwego systemu oceny pracy prokuratora. Dziś bowiem to, co jest standardem w każdej niemal firmie, czyli system oceny pracownika wpisany w tzw. zarządzanie zasobami ludzkimi, w prokuraturze kompletnie nie istnieje. Powrót sędziego śledczego zrodziłby szereg problemów. Tym bardziej że jak dotąd poza ogólnikowymi hasłami nie spotkałem się z przemyślaną spójną koncepcją, jak taki model miałby dziś wyglądać. Oczywiście jego wzorzec znajduje się w kodeksie postępowania karnego z 1928 r., ale jest on daleki od doskonałości. Podstawową kwestią jest fakt, że sędzia śledczy jest dziwną hybrydą sądu – a więc organu, który ma wymierzać sprawiedliwość, rozstrzygając o odpowiedzialności karnej – i prokuratora, którego zadaniem jest zdobywać dowody przestępstwa przeciwko sprawcy czynu, a następnie swoje stanowisko przed tymże sądem popierać. W dodatku, jak trafnie zauważa Krzysztof Eichstaedt, na gruncie przedwojennego k.p.k. rzeczywista niezawisłość sędziego śledczego była w dużej mierze fasadowa, biorąc pod uwagę uprawnienia prokuratora (np. możliwość wymuszenia na sędzi śledczym umorzenia postępowania). Tworzenie takiego tworu jest zupełnie niepotrzebne, zwłaszcza że prokurator – tym bardziej po ostatnich nowelizacjach k.p.k. – podlega w istotnej mierze kontroli niezawisłego sądu. Wystarczy wspomnieć o kwestii tymczasowego aresztowania, rozpatrywania zażaleń na odmowę wszczęcia lub umorzenie postępowania przygotowawczego, stosowanie zabezpieczenia majątkowego, zarządzania kontroli operacyjnej, zwalnianie z tajemnicy adwokackiej etc., a więc w tych aspektach, gdzie prawa człowieka i obywatela są najbardziej narażone na naruszenie. Nie ma żadnej potrzeby tego zmieniać. Zasadne jest natomiast poważne wzmocnienie – także kadrowe – sądów, by w każdym z nich stworzyć określoną grupę wyspecjalizowanych sędziów (być może w odrębnym wydziale) do realizacji zadań związanych z czynnościami sądowymi w postępowaniu przygotowawczym. Tego typu specjalizacja, która zasadniczo powinna być niedostępna lub ograniczona dla asesorów, pozwoliłaby wnikliwie rozpatrywać decyzje incydentalne (np. o tymczasowym aresztowaniu) nawet przy znacznej obszerności akt. Wysoce kontrowersyjna jest koncepcja, by sędzia śledczy przygotowywał akt oskarżenia, który następnie przed sądem miałby popierać prokurator. Uważam za dalece niekorzystną sytuację, gdy między organem zbierającym dowody a popierającym oskarżenie istniałaby tak daleko idąca rozdzielność. Prokurator dostawałby bowiem materiał, na który nie miał żadnego wpływu, a odpowiadałby za skuteczność przed sądem za udowodnienie winy, gdy tymczasem co do zasady to jakość postępowania przygotowawczego przesądza o powodzeniu sprawy w sensie skazania osoby winnej popełnienia zarzuconego jej przestępstwa. Faktem jest, że i dziś gros spraw (przede wszystkim drobnych) na wokandzie obsadzanych jest przez prokuratorów innych niż kierujący akt oskarżenia. Jednak jest to wyłącznie wynik takiej, a nie innej technicznej organizacji funkcjonowania prokuratury i sądów powszechnych, którą należałoby choć częściowo poprawić. Kolejnym zagadnieniem jest ustalenie, jakie sprawy leżałyby w gestii sędziów śledczych. Przecież nie ma realnej możliwości przekazania im (grupie potencjalnie zapewne niezbyt licznej) wszystkich spraw, a pozostawienie prokuratorom wyłącznie występowania przed sądem. Z kolei przydzielenie sędziom śledczym tylko niektórych najpoważniejszych spraw rodzi pytanie, czy nie byłoby to naruszeniem konstytucyjnej równości obywateli wobec prawa. Dlaczego bowiem waga zarzutu ma uzasadniać, że jednemu obywatelowi, korzystającemu przecież z domniemania niewinności, przypadać ma korzystna sytuacja, iż śledztwo prowadzi niezawisły sędzia śledczy, a z kolei innemu w założeniu mniej korzystna, w postaci „zawisłego” prokuratora. Gdyby zaś wydzielić pewną grupę spraw sędziom śledczym, a pozostałą część oddać całkowicie w ręce policji i innych służb (ABW, CBA etc.), to prócz sygnalizowanego zagrożenia niekonstytucyjności, z całym szacunkiem dla ciężkiej pracy funkcjonariuszy tych służb, bez prokuratorskiego wsparcia nie podołałyby one postawionemu zadaniu, co z fatalnymi skutkami odbiłoby się na sytuacji obywateli. Wydaje się istnieć także problem mniej prawny, a bardziej czysto ludzki, którego jednak nie wolno lekceważyć. Chodzi o zagadnienie obsadzenia – po ewentualnym wprowadzeniu sędziów śledczych – zarówno stanowisk tychże sędziów, jak i stanowisk prokuratorskich. Pomijam przy tym kwestię wysokości uposażeń. Nie ulega wątpliwości, że gdyby głównym zadaniem prokuratora stało się występowanie przed sądem tudzież prowadzenie dochodzeń w sprawach drobnych lub nawet większej wagi, ale pod ścisłym nadzorem sędziego śledczego, to dla niejednego prokuratora nie byłaby to perspektywa pożądana, lecz wręcz skłaniająca do odejścia z zawodu. Przejście do zawodu sędziego śledczego ograniczyłoby się na pewno tylko do niezbyt dużej grupy (na marginesie – dużym błędem byłoby uniemożliwienie prokuratorom takiej zmiany statusu zawodowego, jak to postulują niektórzy), tym bardziej że zapewne znaleźć tam mieliby się także dzisiejsi sędziowie (a wcale nie jest przesądzone, że liczba chętnych byłaby duża). Zdecydowanie korzystniejszy jest dzisiejszy system samodzielności prokuratora jako gospodarza postępowania przygotowawczego, poddanego jednak w najistotniejszych kwestiach kontroli niezawisłego sądu. System ten należy tylko wzmocnić przez faktyczne ustawowe, a najlepiej konstytucyjne, gwarancje niezależności prokuratorskiej. Reasumując: wymiar sprawiedliwości to w gruncie rzeczy nie pole na radykalne reformy, lecz miejsce na stanowcze, ale bardzo przemyślane zmiany mające służyć minimalizacji wpływu negatywnych czynników politycznych lub innych (np. korupcyjnych) na funkcjonowanie aparatu ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Zamiast przeprowadzać systemowe trzęsienie ziemi, np. przywracając sędziego śledczego, zamiast nakładać na nieprzygotowane do tego sądy kolejne obowiązki, należy tak zreformować prokuraturę, by mogła się stać niekwestionowanym przez nikogo strażnikiem praworządności. W publicznej dyskusji pojawiają się niekiedy głosy, jakoby prokuratorzy byli nieprzygotowani czy wręcz nie dorośli do samodzielności. Jestem przekonany, że trudno o bardziej błędną tezę. Oprócz niewątpliwych pomyłek, które zdarzają się w każdej profesji, jest wielu mądrych i rozsądnych prokuratorów, odważnych i skutecznych w zwalczaniu przestępczości. Wystarczy dać im tylko szansę, stworzyć warunki, by w końcu mogli to udowodnić. Bez tego Polska nigdy nie stanie się demokratycznym państwem prawnym.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA