fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i rozmowy

Radio publiczne nie jest dojną krową

Rzeczpospolita
Czekam na osławiony projekt ustawy medialnej Platformy, bo na razie nie można nawet dyskutować o przyszłości mediów publicznych – przekonuje Krzysztof Czabański, prezes Polskiego Radia w rozmowie z Piotrem Goćkiem
RZ: Zdaniem części posłów z Komisji Kultury i Środków Przekazu kieruje pan skrajnie upolitycznioną instytucją, niszczy niezależność dziennikarzy i marnotrawi pieniądze.
W Polskim Radiu pracowały klany rodzinno-polityczno-towarzysko-biznesowe. I obowiązywało takie przekonanie, że posada jest nie tylko dożywotnia, ale i dziedziczna. Polskie Radio było dojną krową, przy której wszyscy się pożywią! Staram się walczyć z tym systemem, ale jaki ze mnie satrapa, skoro odsunięcie kogoś od anteny albo zwolnienie to droga przez mękę?! Wie pan, jak zwalnia się ludzi w mediach komercyjnych? Od ręki. Skoro redaktor Miecugow roni łzy nad szkaradnym ponoć traktowaniem dziennikarzy w mediach publicznych, to mam pytanie: co zrobi, jak jego reporterzy z TVN24 odmówią mu zrobienia tematu? Ile sekund ci dziennikarze byliby pracownikami TVN?! W radiu to niemożliwe, bo mamy związki, układy zbiorowe itp. Jestem atakowany, bo dopuściłem do anteny środowiska nieobecne za wieloletnich rządów SLD, PSL, UW i PO w mediach publicznych. Dzięki temu jest np. na antenie „Nasz Dziennik” i „Gazeta Polska” czy choćby pana gazeta. A oprócz tego, rzecz jasna, „Gazeta Wyborcza”, „Trybuna”, „Dziennik” i „Polska”. Taki pluralizm był za poprzednich władz radia nie do pomyślenia... Posłowie wyliczali panu nazwiska utraconych gwiazd: Tadeusz Sznuk, Marek Niedźwiecki, Zygmunt Chajzer. Wytykali, że wydajecie fortunę na procesy z wyrzuconymi ludźmi.
Sznuk miał program raz w tygodniu, parę miesięcy temu przeszedł na emeryturę. Sam zrezygnował ze swojej audycji. Chajzer występował w reklamach, dlatego musiał odejść. Zwolnił go poprzedni zarząd. Marka Niedźwieckiego starałem się zatrzymać za wszelką cenę. Wydaliśmy mu z „Dziennikiem” 25 płyt na 25-lecie listy przebojów Trójki. Miał promocję jak nikt w radiu. Ale podkupił go koncern Agora, przy okazji używając „Gazety Wyborczej” do szkalowania Polskiego Radia. Co do procesów, toczy się ich dziesięć (niewiele, jak na ponad 200-osobowe zwolnienia grupowe) i w żadnym rozstrzygnięcie jeszcze nie zapadło. Uważam, że je wygramy. Zarzuty o marnotrawstwo mają sens. W budynku Polskiego Radia zmieściłyby się wszystkie prywatne sieci radiowe w Polsce i jeszcze zostałoby miejsce. To bizantyjski rozmach. Trochę pan koloryzuje. Pracuje tu teraz około 1250 osób, a nadajemy cztery programy krajowe i jeden na zagranicę. Wychodzi po 200 osób na program, bo są jeszcze trzy zespoły artystyczne. W sensie kosztów nawet cztery, bo, choć orkiestra pani Joanny Wnuk-Nazarowej jest na etatach w Katowicach, to my kupujemy za blisko 6 mln rocznie część jej produkcji. Radio powinno być od robienia radia, a nie od utrzymywania orkiestr. Nie widzę powodu, dla którego te zespoły nie mogłyby być finansowane bezpośrednio przez Ministerstwo Kultury. Tak i nie. Są różne radiofonie publiczne na świecie, niektóre z nich mają własne zespoły symfoniczne. To są nieraz prestiżowe orkiestry. Dla jednego zespołu można zrobić wyjątek. Na razie są cztery i kosztują gigantyczne pieniądze. To politycy, pisząc ustawę o mediach, zdecydowali, że dawne orkiestry radia i telewizji zostaną na garnuszku radia. Próbujemy to zmienić. Chciałem namówić samorząd do przejęcia krakowskiego chóru. Radni się sprzeciwili, zespół się przestraszył i sprawa upadła. Ale rozmawiałem niedawno na ten temat z ministrem kultury Bogdanem Zdrojewskim i okazało się, że myślimy tak samo. Radio trzeba odciążyć z tych kosztów. 1250 etatów to i tak mnóstwo ludzi. W prywatnych mediach pracuje ich o wiele mniej. Obniżyliśmy zatrudnienie w tym roku dzięki zwolnieniom grupowym o 15 proc. – ponad 200 osób na niecałe 1500, które tu pracowały. Razem z innymi cięciami kosztów dało to w skali roku oszczędności rzędu 20 mln zł (ponad 10 procent kosztów z lat poprzednich). Mało? Niech mi pan pokaże inną firmę państwową o takich wynikach! A odbyło się to bez strajków, akcji protestacyjnych, okupacji itp., za porozumieniem ze wszystkimi związkami zawodowymi, którym w tym miejscu serdecznie publicznie dziękuję za zrozumienie potrzeb radia. Ale z abonamentu dostajecie rocznie 170 milionów zł. Do tego są jeszcze wpływy z reklam. Gdzie się podziewają te wszystkie pieniądze? Polskie Radio to jest pięć stacji radiowych o obowiązkach misyjnych, cztery zespoły artystyczne i misyjne wydawnictwa fonograficzne. Proszę więc nie przesadzać. Faktem jest jednak, że przez ostatnie kilkanaście lat publiczne radio zawarło mnóstwo niekorzystnych umów. Kupiono system komputerowy, który ciągle nie działa, jak należy. Zawyżono koszty cyfryzacji radia i wpuszczono firmę w rozłożone na lata wielomilionowe zobowiązania. Tę sprawę oddaliśmy zresztą do prokuratury, bo podejrzewamy działanie na szkodę PR SA. Firma Emitel, właściciel masztów nadawczych, brała od nas za emisję stawki o ok. 30 proc. wyższe niż od komercyjnej konkurencji. Według decyzji Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów sprzed dwóch miesięcy było to bezprawne zawyżanie cen. Była fatalna umowa ze związkami zarządzającymi prawami autorskimi, gdzie płaciliśmy maksymalne stawki. Wszystkie te umowy wypowiedziałem i negocjujemy od początku. Na emisję już mamy umowy o 25 proc. tańsze, a z roszczeniami za lata poprzednie wystąpiliśmy do sądu. To jest sto kilkadziesiąt milionów złotych. Ciekawe, w czyim interesie ludzie, którzy rządzili do niedawna mediami publicznymi, zawierali takie umowy? Łatwo narzekać, a sami nie dbacie o swoje. Publicznego radia słucha dziennie ponad 10 milionów ludzi, a jednocześnie wpływy z reklamy są znacznie niższe niż u komercyjnej konkurencji. Nie uwierzy pan, ale kiedy przyszedłem tu w połowie 2006 roku, to blisko 70 proc. wpływów agencji reklamy szło przez brokerów, którzy są własnością naszych konkurentów: RMF i Zet. Pan to sobie wyobraża? Mogli przykręcać kranik z pieniędzmi, kiedy chcieli. Wsadzali nas w pakiety, w których ich stacje były preferowane. Trwa właśnie przenoszenie umów do domów medialnych i bezpośrednio do kontrahentów. Ale to jest operacja niesłychanie delikatna i długotrwała. Na tym rynku działa się przez budżety ustalane wcześniej. Do końca roku 2008 mamy szansę to wyprostować. A ja myślę nie tylko o pieniądzach. Dzień po przejściu Marka Niedźwieckiego z Trójki do konkurencji okazało się, że nikomu nie przyszło do głowy zastrzec w porę nazwę jego programu. Radio nie dba o to, co samo wylansowało. Mam tę sprawę na biurku i zażądałem wyjaśnień od dyrektora Skowrońskiego. Kto zawinił, ten odpowie. Jak się skończy kłótnia o abonament? PO raz chce go likwidować, a ostatnio mówi: zostawić, ale zwolnić rencistów i emerytów, pojawiają się inne pomysły. Nie wiem. Platforma ostatnio zmiękła, bo prawdopodobnie środowiska twórcze się odezwały. A uderzenie w abonament to uderzenie w środowiska twórcze. Kto kupi kompozycje współczesnych kompozytorów? Kto zatrudni aktorów do Teatru Polskiego Radia? Kupi teksty słuchowisk? Kto będzie tego rodzaju rzeczy nadawał? Tak naprawdę Polskie Radio jest pośrednikiem w przekazywaniu pieniędzy od abonenta do środowisk twórczych. Dla mnie to kolejny absurd. Czemu radio ma się zajmować transferem pieniędzy do aktorów? Brakuje w Polsce teatrów? Czemu ma chronić dziedzictwa kultury grajków ludowych, skoro mamy Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego? Bo nikt nie zrobi takiego zapisu fonograficznego jak Polskie Radio. Bo teatr w radiu jest powszechnie dostępny. Bo kontakt z kulturą jest dla słuchacza bardzo ważny. To niech ministerstwo da jakiejś fundacji grant na nagrania, a fundacja zleci wam usługę i zapłaci. Wtedy na tym zarobicie, a nie stracicie. Pan się ma zajmować radiem, a nie orkiestrami! Też bym chciał, żeby radio się zajmowało antenami i programami. Ale to, podkreślam, oznacza w dużej mierze propagowanie kultury. To sens istnienia radiofonii publicznej. A jeśli ministerstwo przejmie zespoły artystyczne, radiowe centrum kultury ludowej itd., to nie mam nic przeciwko temu. Na razie jest jednak tak, że politycy partii rządzącej krzyczą: „likwidujemy abonament”, ale nie wiadomo, czym chcą go zastąpić. Tak samo łatwo zawołać: „likwidujemy orkiestry”, i zniszczyć część dziedzictwa kultury narodowej. Na konferencji o abonamencie mówił pan, że Jedynka i Trójka poradziłyby sobie bez abonamentu, bo zarabiają na reklamie. No to niech sobie radzą! Może nie trzeba ich prywatyzować, ale po co im abonament? Rynek wymusiłby wtedy ich komercjalizację. W walce o reklamę upodobniłyby się do prywatnej konkurencji. Co w tym złego? Nie ma żadnej różnicy, czy jest się dobrym dziennikarzem w Radiu Zet, RMF czy w Programie III, jeżeli się zaspokaja potrzeby słuchacza. Tak, radio robi się dla słuchacza. Ale publiczne radio nie może być usypiaczem, który zamyka szare komórki. Forma nie może w nim przesłaniać treści. W mediach komercyjnych debata publiczna jest podporządkowana formie – to ma być show. Media misyjne powinny pozwolić, żeby ktoś mógł dokończyć zdanie, dokończyć argumentację, a odbiorca to oceni. Dla mediów komercyjnych nie są interesujące programy literackie, teatr, słuchowiska, programy dla dzieci, koncert muzyki poważnej. Chce pan, aby to wszystko zniknęło z eteru? Na razie oceniają was głównie politycy, którzy zarzucają radiu i telewizji tendencyjność i preferowanie jednej strony. Kilkanaście lat temu to politycy wymyślili dziwny układ medialny – z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji jako ciałem politycznym, wybieranym przez parlament i prezydenta. Wymyślili, że ogólnopolskie radio i telewizja to spółki prawa handlowego, które mają dbać o zysk. A jednocześnie kazali im dbać o misję – to ewidentna sprzeczność. Wymyślili 17 osobnych regionalnych spółek radiowych. Może to było potrzebne lokalnym politykom, żeby mieli swoje zabawki? Co roku odbywa się sąd polityczny nad mediami publicznymi, kiedy ocenia się ich sprawozdania roczne. I nagle dziś robi się zarzut upolitycznienia? Jak przyszedłem do radia, programami częściowo kierowali politycy. Dziś – dziennikarze i radiowcy. Nie do mnie pretensje, mili państwo! Pytajcie tych, którzy ten system stworzyli. Ja nie mam złudzeń: jak długo jest to możliwe, tak długo politycy będą się pchali do rządzenia mediami. To może i nie jest złe samo w sobie – chodzi tylko, by była to sytuacja czysta, a nie jakieś zasłony dymne, jak to się teraz proponuje. Że może związki twórcze albo rektorzy... a praktyka ma być taka, że i tak politycy zdecydują, kogo wybiorą. To, co mogłem zrobić, zrobiłem. Mogę powiedzieć jak niegdyś redaktor Adam Michnik o Agorze i „GW”: między radą nadzorczą i zarządem Polskiego Radia a szefami programów i Informacyjnej Agencji Radiowej jest wielki nienaruszalny chiński mur. Wiem coś o tym, bo sam ten mur zbudowałem, biorąc na siebie wszelkie naciski polityczne. Szefowie programów mają wolną rękę i kierują się tylko kryteriami profesjonalnymi. Proszę zresztą ich spytać… Gdyby miał pan wybór – albo reklamy, albo abonament? Ja mówię abonament. Reklama tylko psuje. Można ją wyrzucić z radia bez szkody. Tylko proszę wtedy zapewnić nam stałe środki na działalność. W BBC inwestycje technologiczne planuje się na dziesięć lat naprzód. My nawet nie wiemy, ile dostaniemy z abonamentu w tym miesiącu. Połowa Polaków i 98 proc. firm nie płaci abonamentu i ci sami politycy, którzy nas atakują za rozrzutność, zdają się o to nie dbać. To jest hipokryzja. Czekam na osławiony projekt ustawy medialnej Platformy, bo na razie nie można nawet dyskutować o przyszłości mediów publicznych: na stole nie ma żadnych konkretów. Poza pokrzykiwaniami: „zlikwidować abonament”. Po tych zapowiedziach pierwsza rata grudniowa abonamentu zamiast 3 mln zgodnie z prognozą KRRiT wyniosła 100 tysięcy. A ja mam tutaj kilkanaście milionów miesięcznie do wydania na pensje, na opłaty za prawa autorskie, emisję, energię. To są wydatki sztywne, nie można tego nie zapłacić. Jest pan nie tylko prezesem radia, ale też członkiem rady nadzorczej TVP. Minister skarbu Aleksander Grad już zapowiedział odwołanie pana z tej ostatniej funkcji. Złamie w ten sposób prawo. Ustawa medialna wprowadza kadencyjność rad nadzorczych TVP i radia publicznego. Są w tej sprawie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego – w trakcie trzyletniej kadencji nie można odwołać żadnego z członków rady nadzorczej. Nie może tego zrobić ani Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, ani minister Skarbu Państwa. Jedyna możliwość to rezygnacja. A ja nie zamierzam rezygnować. Krzysztof Czabański jest dziennikarzem. Od 2006 roku prezesem zarządu Polskiego Radia. Wcześniej publikował m.in. w „Tygodniku Solidarność”, „Życiu Warszawy”, „Życiu”, „Gazecie Wyborczej”, „Wprost” i „Rzeczpospolitej”. Był prezesem Polskiej Agencji Prasowej oraz Polskiej Agencji Informacyjnej. W 1981 r. pracował w „Tygodniku Solidarność”, a po wprowadzeniu stanu wojennego w prasie podziemnej
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA