fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rpkom

W pogoni za innowacją

ROL
Nie łatwo w warunkach polskiego rynku telekomunikacyjnego byłoby utrzymać poważne centrum badawczo-rowojowe, gdyby nie pracowało ono równocześnie na potrzeby wielkiego międzynarodowego koncernu. Tegoroczną dumą polskiego Orange Labs są usługi w technologii VDSL2, o których Krzysztof Kozłowski, szef centrum, mówi, jako kolejnym kroku w rozwoju tej technologii dostępowej. Jak wykrzesać z ludzi innowacyjność, skąd wziąć pieniądze na badania, jak oszczędzić na kosztach klimatyzacji pomieszczeń kolokacyjnych, nad czym pracują inżynierowie TP, jak współpracuje się z France Telecom – w rozmowie z rpkom.pl mówi szef centrum R&D grupy Telekomunikacji Polskiej.
rpkom.pl: - Po co pan trzyma na stole ten kabel?
Krzysztof Kozłowski, dyrektor Orange Labs: - To kawałek słynnego kabla w powłoce ołowianej... Ten jest chyba dwustuparowy. To nic innowacyjnego, tylko historia. Do lat 70. nie było innych kabli. Korodują, są przegryzane przez szczury, zalewa je woda. Część z nich jeszcze pracuje, chociaż sukcesywnie je wymieniamy…
- Innowacje opłacają się przedsiębiorstwom telekomunikacyjnym?
- Zawsze się opłacają, o ile rzeczywiście są innowacjami, czyli pomysłami po wdrożeniu.
- Trudno wytworzyć kulturę pracy, która sprzyja innowacyjnej aktywności pracowników?
- Jesteśmy firmą w ciągłym procesie restrukturyzacji, co pewnie szybko się nie zmieni, bo takie są realia. Zmieniamy się, dopasowując do wymagań nowych projektów i zmian technologicznych jakie zachodzą na świecie. Tyle, że co innego znaczy dla pionów operacyjnych, a co innego dla badań i rozwoju. R&D ma swoją własną dynamikę. Szukamy naturalnych ścieżek rozwoju dla pracowników np. awansując ich na stanowiska managerskie, jest też spora grupa osób, która po kliku latach pracy w R&D chce sprawdzić się w innych obszarach grupy.
- Czy to znaczy, że ciągła presja na koszty i efektywność w grupie nie sprzyja innowacyjności załogi?
- Samo podnoszenie efektywności nie stoi w sprzeczności z innowacyjnością załogi. Innowacje po prostu wymagają dobrego pomysłu, wiedzy inżynierskiej i ekonomicznej oraz zdolności sprzedażowych. Potrzeba też dobrego i sprawnego wdrożenia, zdolności optymalnego wykorzystana zasobów, zarządzania projektem. Tylko umiejętnie łącząc wszystkie składniki powstaje coś konkurencyjnego, wartościowego i trwałego.
- Odczuwacie presję na podnoszenie efektywności, tudzież obniżanie kosztów?
- Co roku dyskutujemy, jakie mamy możliwości i jak je najlepiej wykorzystać. Zarząd grupy wspiera nas mocno, ale koledzy z kontrolingu dokładnie patrzą na ręce i zachęcają, abyśmy za te same pieniądze zrobili trochę więcej, niż do tej pory. To jest normalne w każdej korporacji.
- A pan mówi im, że to niemożliwe …
- Teoretycznie wszystko jest możliwe. Tylko, jak mam polecić inżynierowi zaangażowanemu w projekt, żeby szybciej myślał, skrócił czas spotkania albo nie jechał na konsultacje? Nie powiem mu tego, bo wierzę, że powinien spotykać się i rozmawiać, ile chce. Nawet jeżeli dojdzie potem do konkluzji, że nic z tego nie wynikło. Dzięki temu wiemy, że np. jakiś obszar poszukiwań trzeba zamknąć.
- Ile osób pracuje dla Orange Labs w Polsce?
- Około 400.
- Jakim dysponujecie budżetem?
- To mniej więcej 60 mln zł rocznie.
- Ta kwota utrzymuje się na stałym poziomie?
- Tak, to w miarę stabilny budżet. Badania i rozwój mają wysoki priorytet w całej grupie France Telecom. Jeżeli jesteśmy w stanie udowodnić, że przynosimy wymierne finansowo korzyści, to nikt nam środków nie żałuje. Nawet godząc się na pewien wzrost. Presja na koszty Orange Labs jest, ale trochę mniejsza, niż w innych obszarach grupy.
- Czym się w zamian musicie wykazać?
- Liczbą wdrożonych innowacji. Muszą być widoczne i pozytywnie wpływać na nasz biznes.
- Czym będziecie się mogli pochwalić w tym roku?
- Przede wszystkim usługami VDSL2, które w wersji komercyjnej wyszły z naszych laboratoriów i bez naszej pracy nie byłoby komercyjnej oferty. Na własnej platformie działają również modemy m.in. gdańskiego DGT z chipsetami Broadcom. Testowaliśmy urządzenia na naszym poligonie doświadczalnym w warszawskim akademiku politechniki Riviera. Statystyki z testów były podstawą do dyskusji z inżynierami naszych dostawców.
Trzeba było rozwiązać wiele problemów związanych z działaniem modemów i kart na DSLAM-ach. Z parametrami transmisji po linii miedzianej wbrew pozorom nie jest tak łatwo. Zależy ona od wielu czynników i często nie jest stabilna. IPTV potrafi zakłócać nawet stara suszarka lub mikrofalówka. Naszym doświadczeniom przyglądają się teraz Francuzi…
- Jakie produkty wyszły z polskich laboratoriów na półki salonów sprzedaży France Telecom?
- Jednym z nich był modem babybox. Poza Polską wdrożony został w Szwajcarii, chociaż wstępnie zapotrzebowanie zgłaszało wiele innych krajów. Jednak ostatecznie zadecydowała strategia marketingowa całej Grupy FT.
A wracając jeszcze do VDSL2, to nie waham się powiedzieć, że nasze badania były i są kolejnym krokiem w rozwoju tej technologii. Pracujemy teraz nad jej optymalizacją, opracowując specjalne mierniki parametrów linii, algorytmy zwiększające wydajność urządzeń redukujących efekty zmienności parametrów transmisji i wzajemne zakłócanie się par miedzianych. Lepsza jakość transmisji oznacza możliwość obniżania zużycia energii przez urządzenia sieciowe.
Właśnie projekty związane z ekologią i zmniejszeniem emisji CO2 są jednym z ważniejszych obszarów naszych działań. Chociaż nie budzą one większych emocji, to moim zdaniem efektywność R&D stanowi właśnie suma takich prostych, praktycznych udogodnień. Na przykład w Grupie TP optymalizacja klimatyzacji w obiektach telekomunikacyjnych. Mało spektakularna, ale przynosząca konkretne oszczędności na kosztach energii elektrycznej.
- O co chodziło?
- Wspólnie z kolegami zajmującymi się siecią telekomunikacyjną sprawdzaliśmy, jaki będzie wpływ podniesienie temperatury w pomieszczeniu kolokacyjnym, czy np. wzrośnie awaryjność sprzętu. Okazało się, że do pewnego poziomu temperatury wszystko jest OK. Kolejnym krokiem były badania, czy klimatyzacji nie można zastąpić wentylacją. Okazało się, że do pewnego stopnia jest to możliwe, więc zostało wdrożone w niektórych typach obiektów, gdzie znajduje się sprzęt bardziej odporny na wahania temperatury. Teraz dla innego typu sprzętu będziemy analizować specjalny system regulacji klimatyzacji. Wdrożony w Hiszpanii dał 20 proc. oszczędności kosztów energii dla klimatyzatorów. Niedługo zaczniemy badania wpływu tego rozwiązania na żywotność i awaryjność sprzętu.
Ponadto jako ciekawostkę mogę podać, że wdrożyliśmy też system, który dynamicznie zarządza parametrami linii xDSL w wiązce kabli, dobierając optymalne parametry pracy. Oprócz stabilizacji pracy łączy internetowych przekłada się to na wymierne oszczędności w zużyciu energii elektrycznej, gdyż jednym z parametrów jest moc wstrzykiwana w łącze miedziane. Oszczędności na poziomie jednego modemu to ~200mW. W sumie niewiele, ale wdrażając technologię DLM w każdej sieci i pomnożyć te 200 mW przez liczbę wszystkich użytkowników internetu w Polsce, daje już całkiem niezłą liczbę. Dodatkowo mniejsze zużycie energii pozwala na kolejne oszczędności na klimatyzacji. W praktyce drugie tyle. Te efekty kumulują się i w końcu - przynajmniej hipotetycznie - moglibyśmy wyłączyć jeden blok elektrowni opalanej węglem. Przyznam, że projekty z obszaru Green należą do moich ulubionych, bo przekładają się szybko na wymierne korzyści.
- Wróćmy jeszcze do innowacyjności przedsiębiorstw. Przeciętni pracownicy korporacji myślą praktycznie, czy abstrakcyjnie?
- Bardzo praktycznie, ale często ich wiedza i pomysłowość ogranicza się do „własnego podwórka”, czyli naszego R&D. Dlatego tak ważne jest, żeby się nie zamykać i rozmawiać z kolegami z innych części firmy. W obszarze technologicznym, oznacza to przede wszystkim dobre relacje z pionem sieci. Uważam, że dzięki takiej wymianie i bliskości udało się nam wytworzyć kulturę komunikacji unikalną na skalę całej grupy France Telecom
- Dlaczego?
- Nasze kontakty z kolegami z jednostek operacyjnych, mimo że zorganizowane, polegają na wielu niesformalizowanych interakcjach. Na całym świecie, w każdej korporacji są tendencje do budowania pionowych silosów, izolujących ludzi wewnątrz jednej firmy. My staramy się te silosy burzyć. Koledzy z Francji mówią o tym z uznaniem, a koledzy z Chin z zazdrością, bo u nich w ogóle nie ma pionów operacyjnych, tylko R&D. Oni garną się, żeby przyjeżdżać do Polski, bo dla nich to okazja do współpracy z takimi pionami.
- Macie ogólnie zdefiniowane kierunki działań?
- Oczywiście mamy sprecyzowaną strategię w ramach, której koncentrujemy się na określonych  tematach. To projekty związane z dostarczaniem treści w internecie (CDN), zwiększeniem zasięgu usług przewodowych i bezprzewodowych, sieci IP nowej generacji oraz otwartych platform usługowych. Ponadto wspomniane projekty Green, czy udogodnienia dla osób niepełnosprawnych. Przykładem z ostatnich dni może być praca nad francuskim prototypem rozwiązania, umożliwiającego kontakt z call center osobom niesłyszącym.
- Jak to ma działać?
- Połączenie wideo z konsultantem znającym język migowy. To oczywiście rozwiązanie dla niewielkiej liczby klientów, ale przecież takich też mamy i chcemy ich obsługiwać. Niedawno wraz z kolegami z Francji prezentowaliśmy je naszemu marketingowi i obsłudze.
- Do którego z projektów jest pan osobiście najbardziej przywiązany?
- Specyfiką innowacji jest to, że szybko tracą „świeżość”. Trzeba nimi umiejętnie zarządzać wiedząc, co jest jeszcze na czasie, co już passe. Zarządzanie innowacjami, ich stymulowanie moim zdaniem jest najistotniejsze. Stąd tak bardzo przywiązałem się do projektu Telekreator. To doroczny konkurs na najciekawszy projekt-innowację, jaka zgłoszą pracownicy Grupy TP i jej partnerów. Traktujemy go  niezwykle poważnie, czego dowodem choćby pula nagród - 250 tys. zł. W tym roku mieliśmy ponad 400 zgłoszeń.
Poprzeczka zawsze jest postawiona wysoko, bo projekt musi zawierać analizę ekonomiczną, udowodniać przydatność i opłacalność. Dodatkowo jeszcze nagradzamy te projekty, które doczekały się wdrożenia.
- Z iloma pomysłami, to się udaje?
- Wdrożenie jednego na pięć, to dobre osiągnięcie, a 1 na 10 to minimum. Zachęcam moich pracowników, którzy zgłaszają pomysły: „róbcie je razem z pionami operacyjnymi”. To jest dobrze widziane, bo świadczy o wstępnej praktycznej weryfikacji, no i ma większą szansę na wdrożenie.
- A jak ocenia pan otwartość swojej grupy na innowacje? Innowacja oznacza zwykle zmianę, a zmian ludzie nie lubią…
- Odpowiem cytatem z polskiej komedii: „Polacy bardzo lubią nowości… pod warunkiem, że je dobrze znają”. Dla Orange Labs innowacje są najważniejsze, a grupa je mocno wspiera. Oczywiście każda innowacja jest zmianą, a zmiana wiąże się z ryzykiem, więc trzeba odwagi, aby ją podjąć. W tak dużej firmie, jak nasza wdrożenie długo trwa. I trudno to przeskoczyć. Ze względu na skale i wiele zobowiązań nałożonych przez np. giełdę czy regulatora wdrażanie produktów na rynek trwa długo, mimo że w laboratorium od dawna są technologicznie gotowe.
- Nie uważa pan, że ta dynamika upośledza TP w stosunku do mniejszych, bardziej elastycznych konkurentów?
Paradoksalnie najłatwiej jest powiedzieć, że nasza konkurencja coś robi, więc my też musimy, ale prawda jest taka, że to my powinniśmy być pierwsi. Zawsze jest przykro zobaczyć, że ktoś wyskakuje na rynek z pomysłem, nad którym od miesięcy pracujemy. Uważam jednak, że co do zasady nasze projekty są lepiej dopracowane,  pełniejsze i zakrojone od razu na masową skalę.
- Netia wprowadziła na rynek nowe urządzenie abonenckiego. Obserwujecie ten projekt?
- Oczywiście. Konkurujące na rynku firmy zawsze się podglądają. Koncepcja nie jest nowa, ale pomysł produkcyjny ciekawy, jak można wnosić z pierwszych informacji i wcześniejszych rynkowych plotek. Będziemy pilnie obserwować, jak sprawdzi się im ten produkt, bo to nie jest wdrożenie, ani proste, a tym bardziej skazane na sukces. A swoją drogą, to uważam, że współpracując z takimi operatorami, jak Netia możemy w dziedzinie badań i rozwoju zdziałać dla rynku wiele dobrego. Choćby dlatego, że wspólnie eksploatujemy przede wszystkim skrętkę miedzianą w sieci dostępowej.
- Jaki projekt śni się panu teraz po nocach?
- Sny mam spokojne, ale jak pan pyta, to mam tutaj w biurze femtokomórkę. Testujemy kilka takich urządzeń u zaprzyjaźnionych klientów i zbieramy ich doświadczenia. Polscy inżynierowie wdrożyli je już w Rumunii. Teraz czas na przekonanie Polaków. Prowadzimy też kilka projektów, które są w znacznie wcześniejszej fazie. Chodzi np. o projekty z kilkoma międzynarodowymi partnerami,  finansowane z 7. Funduszu Ramowego, w dziedzinie światłowodów, czy sieci nowych generacji, ich autokonfiguracji i autooptymalizacji. Celem jest skuteczne dostarczanie treści, priorytetyzacja ruchu i łatwiejszy handover, pomiędzy różnego typu sieciami radiowymi np. makrosieciami komórkowymi i lokalnymi WiFi. Możemy się pochwalić, że Orange Labs Polska brał udział w największym projekcie EU dotyczącym Internetu Przyszłości FP7 WARD, w którym była badana tematyka sieci autonomicznych. W szczegółach chodziło o koncepcję sieci oraz usług zarządzanych autonomicznie na znanej zasadzie Plug&Play.
Zgodnie z tą koncepcją urządzenia mają wbudowane mechanizmy samokonfiguracji oraz reagowania na zdarzenia nieprzewidziane. W rozwiązaniu rola operatora w instalacji i utrzymaniu sieci jest mocno ograniczona, a sieć sama, dzięki współpracy urządzeń sieciowych (podejście rozproszone) potrafi się dostosować do warunków zewnętrznych. Ponadto w grudniu 2011 r. rozpoczynamy prace nad projektem CELTIC COMMUNE dotyczącym wykorzystania technik sztucznej inteligencji w zarządzaniu sieciami radiowymi i przewodowymi oraz usługami telekomunikacyjnymi. Moim zdaniem w tych obszarach jeszcze przez co najmniej 5 lat będziemy w fazie szukania drogi. Ale to jest nasza przyszłość.
- Czy Orange Labs w Polsce mogłyby pracować tak, jak pracują, gdyby grupa nie była częścią międzynarodowego koncernu?
- Moim zdaniem ekonomia skali odgrywa znaczną rolę w tym biznesie, dlatego zdecydowanie więcej możemy zrobić działając na potrzeby dużego koncernu. Około połowy naszych projektów realizujemy na rzecz całej grupy, co ma dla nas konkretny finansowy wymiar, zarówno pod względem przychodów, jak i rentowności.
- Konkurujecie z innymi centrami badawczo-rozwojowymi grupy FT?
- Oczywiście, bo wewnętrzna konkurencja jest pozytywna motywacją. W całej grupie FT w R&D pracuje ponad 3,5 tys. osób. Polska jest jednym z największych centrów. Chcemy być szybkim i elastycznym ośrodkiem, który bardzo blisko współpracuje z operacyjnymi pionami spółki. Dodatkowo ośrodkiem otwartym na współdziałanie z wyższymi uczelniami, środowiskami naukowymi i aktywnymi innowacyjnie firmami. Ważne jest wspieranie takiej działalności przez administrację. Ja wciąż potrzebuję argumentów dla moich właścicieli, dlaczego warto inwestować w ośrodek badawczo-rozwojowy właśnie w Polsce.
- Dziękujemy za rozmowę
rozmawiał Łukasz Dec
Źródło: rpkom.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA