fbTrack

Muzea

Prywatne muzea miliarderów

Crystal Bridges, otwarte 11 listopada w Arkansas prywatne muzeum sztuki amerykańskiej
AP
Biznesmeni budują prywatne muzea. Dziedziczka jednej z fortun otworzyła teraz centrum sztuki amerykańskiej - pisze Paulina Wilk
Alice Walton, 61-letnia spadkobierczyni jednej z największych firm na świecie – sklepów Wal-Mart – ma ambicje godne swojej fortuny. Zainwestowała ok. 150 mln dolarów, by w rodzinnym Arkansas, w pobliżu źródeł wód mineralnych, zbudować centrum kultury.
Projekt Muzeum Sztuki Amerykańskiej Crystal Bridges (nazwa pochodzi od mostu wkomponowanego w kompleks budynków stojących nad wodą) przygotował Moshe Safdie, pochodzący z Hajfy twórca m.in. Muzeum Historii Holokaustu Yad Vashem i lotniska w Toronto. W Crystal Bridges znalazło się miejsce dla sztuki amerykańskiej od epoki kolonialnej aż po dzieła nowoczesne, m.in. Jenny Holzer, Andy'ego Warhola czy Nicka Cave'a. Za rok własnym muzeum w Lasku Bolońskim w Paryżu chwalić się będzie Bernard Arnault, francuski magnat stojący za markami: Louis Vuitton, Dior czy Dom Perignon. Wysokie na 46 metrów muzeum ma przypominać lodowiec we mgle, autorem projektu jest najbardziej wzięty architekt świata Frank Gehry. Za Louis Vuitton Centre for Creation – taką nazwę będzie nosiło muzeum – miał zainkasować 200 mln dolarów. W budynku prezentowana będzie cała kolekcja Arnaulta, są w niej dzieła m.in. Pabla Picassa, Henry'ego Moore'a, Jeffa Koonsa.
Na rok 2013 w Los Angeles zaplanowano otwarcie Muzeum Sztuki Współczesnej Broad, którego fundatorem jest filantrop Eli Broad, od ponad 40 lat kolekcjonujący dzieła artystów współczesnych. Budowa, która pochłonie 170 mln dolarów, już ruszyła. Na otwarcie pokazanych zostanie 200 najefektowniejszych z ponad 2 tys. prac z kolekcji, w tym: Jaspera Johnsa, Baquiata, Warhola.

Za małe muzea

Walton, Arnault i Broad dołączają do klubu bogaczy, którzy nie tylko inwestują w sztukę i rozbudowują prywatne kolekcje, ale chcą je pokazywać we własnych muzeach. Prywatne muzea to sprawa prestiżu i ambicji, dlatego zyskały już ironiczną nazwę ego-zea. Do końca XX wieku dominował inny schemat: właściciele kolekcji wypożyczali dzieła muzeom publicznym i zadowalali się plakietką ze swoim nazwiskiem zawieszoną nad wejściem do sali. Ale w ostatnich latach, szczególnie po kryzysie 2008 r., gdy zakup dzieł sztuki okazał się pewną i atrakcyjną inwestycją, prywatne kolekcje zaczęły szybko rosnąć. Rywalizacja biznesmenów podniosła ceny na aukcjach, a tymczasem np. w Wielkiej Brytanii i Niemczech zmniejszono wydatki państwa na kulturę. Muzea publiczne coraz rzadziej stać na zakup dzieł i rozbudowę, a przestrzeni wystawowych brakuje. Miejsca wystarcza na prezentowanie najwyżej 5 proc. prywatnych zbiorów. To główny powód, dla którego bogacze od Australii, Chin i Emiratów Arabskich po Brazylię i Meksyk budują nowoczesne centra kultury, których prowadzenie powierzają doświadczonym kuratorom. Większość tych galerii odzwierciedla prywatny gust właścicieli. W Polsce od 2003 r. działa stworzona przez Grażynę Kulczyk galeria Art Sations w poznańskim Starym Browarze, prezentująca m.in. dzieła z jej zbiorów. Carlos Slim, meksykański potentat telefonii komórkowej i najbogatszy człowiek świata, w otwartym kilka miesięcy temu Soumaya Museum w Mexico City pokazuje zbiory będące efektownym, ale pobieżnym przeglądem twórczości od Tycjana i Rubensa po Moneta i van Gogha. Slim ma 70 tys. eksponatów, jest więc w czym wybierać.

Globalny garaż

Coraz częściej prywatne muzea stają się ważnymi centrami wspierającymi rozwój sztuki. W moskiewskim ośrodku kultury Dasza Żukowa, partnerka rosyjskiego biznesmena Romana Abramowicza, stworzyła ważną europejską galerię prezentującą artystów współczesnych z Rosji i świata. Garage powstał w 2008 r. w budynku zajezdni autobusowej z 1926 r. W tym roku odbyły się tam m.in. znakomite wystawy Marka Rothko i Mariny Abramović. Para miliarderów Anita i Poju Zabludowicz przekształcili londyńską kaplicę w Galerię 176, inwestują w młodych artystów brytyjskich. To dziś ważne miejsce na kulturalnej mapie Londynu. Wielkoformatowe dzieła i rzeźby właściciele zamierzają wywieźć na prywatną wyspę w Finlandii, gdzie powstanie potężna „stodoła sztuki". Belgijski baron Guy Ullens od 2007 r. prowadzi w Pekinie centrum sztuki współczesnej przygotowujące wystawy artystów chińskich i międzynarodowych. W jego galerii toczy się dialog współczesnych twórców Wschodu i Zachodu. Miejscem styku kultur jest też działające od roku w Dausze, stolicy Kataru, Arabskie Muzeum Sztuki Współczesnej stworzone przez szejka Hassana al Thaniego. Prezentuje nie tylko sztukę regionu, w grudniu otworzy się tam wystawa chińskiego twórcy Cai Guo Qianga. Mathaf to pierwsza z instytucji, które mają zmienić Dauhę w arabskie miasto kultury.

Nieśmiertelne ego

Rozkwit prywatnych galerii budzi kontrowersje choćby dlatego, że publicznym centrom kultury coraz trudniej rywalizować z prywatnymi fortunami. Ale problemem jest także jakość wystaw oraz przyszłość zbiorów. Ego-zea powstają z pasji fundatorów, a po ich śmierci los dzieł jest niepewny. Przekonał się o tym Charles Saatchi, który chciał zawczasu przekazać brytyjskiemu społeczeństwu swoją imponującą kolekcję. Pojawiły się trudności: kto, jak i za czyje pieniądze zaopiekuje się zbiorami. Inaczej do sprawy wieczności podszedł tasmański hazardzista i miliarder David Walsh. Swoje niezwykłe muzeum Mona zbudował pod ziemią, na terenach zalewowych. Bez regularnych inwestycji wszystkie sale i dzieła znikną pod wodą.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL