fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Radzę unikać dyskusji o polityce

PAP
- Namawiam do zmiany trybu życia, większego relaksu, poświęcenia czasu na zastanowienie się, co tak naprawdę jest dla mnie ważne. Do zawału serca dochodzi często u 40-, 50-letnich aktywnych mężczyzn - mówi prof. Andrzej Rynkiewicz, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego
Rz: Nogi się pode mną ugięły, gardło mi się ścisnęło – to tylko niektóre z wielu wyrażeń istniejących w naszym języku, które odzwierciedlają związek psychiki z ciałem. Czy z punktu widzenia medycznego mają sens?
Prof. Andrzej Rynkiewicz: Ależ oczywiście. W wyniku nagłego obniżenia ciśnienia tętniczego lub zwolnienia akcji serca może dojść do zmniejszenia dopływu krwi do kończyn, czego rezultatem będzie osłabienie mięśni. Postronny obserwator odniesie wówczas wrażenie, że ugięły się pod nami nogi. Przyczyną takiej reakcji może być sytuacja stresowa. Podobnie jak w przypadku ściśniętego gardła. Mało osób wie, że to typowy, często pierwszy, objaw zawału serca, najgroźniejszej postaci choroby wieńcowej. Kiedy pod wpływem stresu serce zaczyna szybciej bić, blaszki miażdżycowe zwężające tętnice wieńcowe uniemożliwiają odpowiednie ukrwienie mięśnia sercowego, co skutkuje poczuciem ucisku w gardle. A pęknięcie blaszki wywołane stresem może spowodować powstanie zakrzepu na jej powierzchni, nagłe zamknięcie naczynia i w konsekwencji zawał serca z wielkim ryzykiem nagłej śmierci. Nie można bagatelizować ściskania w gardle, szczególnie wśród mężczyzna po czterdziestce lub kobiet po klimakterium.
Często radzi pan pacjentom, by mniej się stresowali? Radzę, by unikali sytuacji prowadzących do konfliktów, np. rodzinnej kłótni, dyskusji o polityce, a nawet zbyt emocjonujących wydarzeń sportowych. Namawiam do zmiany trybu życia, większego relaksu, poświęcenia czasu na zastanowienie się, co tak naprawdę jest dla mnie ważne. Do zawału serca dochodzi często u 40-, 50-letnich aktywnych mężczyzn. Wielu nie potrafi się pogodzić z nagłą chorobą. Co trzeci zapada na ciężką depresję. Nieodzowna okazuje się wówczas pomoc psychologa. Nie ma pan wrażenia, że wiedzę na temat zależności między ludzką psychiką a ciałem wielu lekarzy traktuje z przymrużeniem oka? Przyznaję, że widać to już na studiach. Sam pamiętam potworne przeciążenie wiedzą, jaką należało wkuć. Nic dziwnego, że dla wielu studentów, takie przedmioty, jak filozofia czy psychologia wydawały się stratą czasu. Sądzę jednak, że to się zmienia. Widzę, że wielu kolegów przekonuje się do humanizacji medycyny. Może dlatego, że następuje obiektywizacja wiedzy na temat związków psychiki z chorobami ciała. Pojawiają się badania świadczące o skuteczności stosowania metod relaksacji i radzenia sobie ze stresem. Lekarz jest rzemieślnikiem, który lubi konkret. I takie precyzyjne wyniki do niego przemawiają.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA