fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Irlandczycy wybierają prezydenta

Kto zastąpi Mary McAleese, która po 14 latach żegna się z urzędem? Startowało siedmioro kandydatów. Żaden nie był pewnym faworytem
Prezydent Irlandii pełni wyłącznie funkcje reprezentacyjne, jest bardziej ambasadorem niż przywódcą politycznym – ale w kampanii wyborczej emocji nie brakowało.
Kandydatów było tylu i reprezentowali tak szeroki przekrój społeczny, że 3,2 miliona uprawnionych do głosowania Irlandczyków mogło mówić o prawdziwej klęsce urodzaju. O schedę po Mary McAleese ubiegali się: były przywódca Irlandzkiej Armii Republikańskiej Martin McGuinness, lider Partii Pracy Michael Higgins, zdeklarowany gej senator David Norris, przedsiębiorca i gwiazdor irlandzkiej edycji programu telewizyjnego Dragon's Den Sean Gallagher, laureatka Eurowizji sprzed 41 lat Dana Rosemary Scallon, działaczka na rzecz osób niepełnosprawnych Mary Davis i europarlamentarzysta Gay Mitchell reprezentujący rządzącą partię Fine Gael.
Z ostatnich przedwyborczych sondaży przeprowadzonych w czwartek wynikało, że liczyć się będzie tylko pierwsza trójka – a najbardziej Michael Higgins, który według bukmacherskiego portalu ballotbox. ie miał 41 procent szans na zwycięstwo. Jeszcze na początku tygodnia faworytem był Sean Gallagher, ale ostatnie dni przyniosły niemałe zamieszanie. Gallagher fatalnie wypadł podczas telewizyjnej debaty, bo nie potrafił wytłumaczyć się z wysuniętych przez Martina McGuinnessa zarzutów o to, że korzystając ze wsparcia przestępców nielegalnie finansował Fianna Fail – partię, która skompromitowała się, doprowadzając trzy lata temu Irlandię niemal do bankructwa. McGuinnessa z kolei skompromitowała kierownicza rola w Irlandzkiej Armii Republikańskiej i niezdarne tłumaczenia, że odszedł z niej w latach 70. i od tamtego czasu zajmował się wyłącznie działalnością na rzecz zaprowadzenia pokoju w Irlandii Północnej, gdzie ścierali się katolicy z protestantami. Stracił również David Norris, jeszcze niedawno szanowany za doprowadzenie w latach 90. do dekryminalizacji homoseksualizmu. Reputację popsuły mu listy, które słał do izraelskiego sądu, prosząc o ułaskawienie swojego palestyńskiego partnera skazanego za gwałt na 15-letnim chłopcu. Podpadł tym wyborcom tak bardzo, że latem nawet wycofał się z wyborów. Zmienił zdanie po kilku tygodniach, ale wątpliwości etycznych wokół swojej osoby nie udało mu się rozwiać. Michael Higgins, który nieoczekiwanie zyskał na potknięciach swoich największych rywali, ma 70 lat i ogromne doświadczenie w polityce. Zasiadał w obu izbach irlandzkiego parlamentu, był ministrem kultury i sztuki. Kto zajmie miejsce po cieszącej się ogromną popularnością Mary McAleese, która żegna się z urzędem po dwóch siedmioletnich kadencjach, okaże się zapewne dopiero w sobotę. Tak długie oczekiwanie na wynik jest związane ze skomplikowanym systemem głosowania obowiązującym w Irlandii. Wyborcy mogą wskazać kilku kandydatów, zaznaczając ich według kolejności swoich preferencji. To oznacza konieczność wielokrotnego przeliczania wszystkich głosów, utrudnia też przeprowadzenie wiarygodnych sondaży. Typowaniem zwycięzcy zajęli się więc głównie bukmacherzy. Równolegle z wyborami prezydenckimi przeprowadzono w Irlandii dwa referenda. W pierwszym obywatele mieli zdecydować, czy zgadzają się na proponowane przez rządzącą koalicję radykalne cięcia w sędziowskich wynagrodzeniach. W drugim – określanym jako kontrowersyjne – chodziło o udzielenie parlamentarnym komisjom śledczym dodatkowych uprawnień do kontrolowania irlandzkich instytucji publicznych. Irlandzka Rada na rzecz Swobód Obywatelskich zaapelowała do społeczeństwa o odrzucenie tego projektu, bo zagraża on wolności prasy i daje politykom niczym nieograniczone możliwości inwigilowania zwyczajnych ludzi.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA