fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Jazzowe marzenia

Stacey Kent
Fotorzepa, Marek Dusza m.d. Marek Dusza
Niezwykły głos Stacey Kent pretenduje ją do jednej z najwybitniejszych interpretatorek jazzowych ballad - pisze Marek Dusza
Jej trasa koncertowa po Polsce (Sopot, Wrocław, Warszawa) zbiega się z premierą nowej płyty „Dreamer in Concert".
Po wydaniu francuskojęzycznego albumu „Raconte-moi..." artystka postanowiła utrwalić niepowtarzalną atmosferę bezpośredniego kontaktu z publicznością. Wybór miejsca rejestracji koncertu był oczywisty – La Cigale w Paryżu. We Francji bowiem artystka ma wiernych słuchaczy, każdy jej album pokrywa się złotem. Ale i w Polsce wielbią ją miłośnicy jazzujących ballad, subtelnych interpretacji śpiewanych delikatnym, jak uroda artystki, głosem. – Zanim przyszło mi do głowy, że mogę zostać profesjonalną wokalistką, uwielbiałam śpiewać. Od dziecka byłam zachęcana do wokalnych popisów. Rodzina zasiadała przy stole, wszyscy patrzyli na mnie i czekali na moje piosenki. Moja młodsza siostra prosiła mnie, bym jej śpiewała przed zaśnięciem. To był mój mały, muzyczny świat – powiedziała Stacey Kent w rozmowie z „Rz".
W 1991 r. wyjechała do Europy i dostała się na kurs jazzowy do londyńskiej Guildhall School of Music and Drama. Tu spotkała Jima Tomlinsona, początkującego saksofonistę, który zakładał właśnie zespół i zaprosił ją do współpracy. Jej łagodny, naturalny głos doskonale pasował do ciepłego brzmienia jego saksofonu. Debiutancki album „Close Your Eyes" (wydany w 1997 roku) stał się bestsellerem w Wielkiej Brytanii i przyniósł wokalistce pierwsze nagrody. Nic dziwnego, że trzyma się stałych współpracowników. Z Jimem Tomlinsonem nagrała już 17 albumów. Od kilku lat nagrywa dla prestiżowej wytwórni Blue Note. Stacey ma znakomite poczucie swingu, chętnie śpiewa amerykańskie standardy. Poświęciła płytę Fredowi Astaire'owi, a album „The Boy Next Door" swoim idolom m. in. Frankowi Sinatrze, Tony'emu Bennettowi, Chetowi Bakerowi i Rayowi Charlesowi. Lubi teksty z głębszym dnem, wtedy sugestywnie opowiada historię i jest w tym przekonująca. Kiedy ma obok jazzowy zespół Tomlinsona, robi z każdej piosenki małe arcydzieło. A jej głos z delikatną chrypką i atłasową delikatnością rozgrzewa i uspokaja. To najlepsza alternatywa dla zgiełku wielkiego miasta. Marek Dusza
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA