fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mieszkaniowe

Działki pod budowę mieszkań

Inwestorzy najchętniej kupują niedrogie działki pod miastem, gdzie mogą budować tanie osiedla
Fotorzepa, Robert Wójcik Robert Wójcik
Ceny gruntów pod osiedla spadają, bo zainteresowanie takimi terenami jest niewielkie
Ze względu na wzrost liczby mieszkań na sprzedaż i coraz mniej pewną sytuację na rynkach finansowych deweloperzy wstrzymują się przed kupnem ziemi. Tylko tanie działki znajdują nabywców.
– Ponieważ spółki deweloperskie koncentrują się na budowaniu mieszkań w standardzie popularnym, szukając działek, kierują swoją uwagę w stronę tańszych gruntów, położonych dalej od centrów miast. Rzadko dziś dochodzi do spektakularnych zakupów terenów w centrach miast – mówi Wojciech Okoński, prezes Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Rozbieżne oczekiwania

W stolicy, według danych spółki ProDevelopment, średnia cena gruntu w całkowitych kosztach budowy powierzchni użytkowej mieszkania (p.u.m.) wynosi ponad 700 zł. Natomiast sprzedający ziemię w tak prestiżowych stołecznych lokalizacjach, jak Mokotów czy Żoliborz, wystawiają swoje tereny po 2,5 – 5 tys. zł za mkw., a w dalszych, peryferyjnych dzielnicach Warszawy – po 1 – 1,5 tys. zł za mkw. – podają przedstawiciele Warszawskiej Giełdy Lokali i Nieruchomości.
W pozostałych aglomeracjach w kraju przeciętna cena mkw. gruntu, mieszcząca się w całkowitych kosztach budowy powierzchni użytkowej mieszkania, oscyluje na poziomie 500 – 300 zł. Natomiast na rynku za ziemię pod osiedla, zależnie od miasta i lokalizacji, płaci się od kilkuset złotych do ok. 3,5 tys. zł za mkw. – Szczególnie drogie są tereny wystawiane przez gminy, np. w Trójmieście tereny są do kupienia za 1 – 5 tys. zł. W efekcie, mimo że przetargi są często powtarzane, chętnych brakuje – tłumaczy Grzegorz Dobrowolski, współwłaściciel gdańskiej Agencji Obrotu Nieruchomościami Dobrowolski – Trybulec. Zdaniem Łukasza Madeja, szefa ProDevelopment, na rynku ciągle jest dużo działek przygotowanych do inwestycji, z pozwoleniem na budowę. Ich właściciele nie mają jednak pieniędzy na realizację projektów. – Nadal widać awersję deweloperów do budowania osiedli domów jednorodzinnych na przedmieściach, nikt więc nie kupuje takich gruntów – zauważa Madej. Obecnie wydatki związane z kupnem ziemi zajmują 10 – 15 proc. ogólnych kosztów budowy mkw. mieszkania. Jednak, zdaniem Jarosława Krajewskiego, prezesa Poznańskiego Stowarzyszenia Pośredników w Obrocie Nieruchomościami, wskaźnik p.u.m. ma dziś o wiele mniejsze znaczenie w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych niż dwa lata temu. – Przy realizacji osiedli mieszkaniowych deweloperzy zwracają teraz większą uwagę np. na koszty budowy miejsc parkingowych, marketingu czy obsługi kredytu w przypadku przedłużającej się sprzedaży lokali – wylicza Krajewski.

Małe projekty

Jakich terenów szukają dziś deweloperzy? – Pytają o działki pod tzw. bezpieczne inwestycje, czyli małe projekty, które zamykają się w budżecie ok. 10 mln zł. Oznacza to, że deweloperzy nie wydadzą więcej niż 1,5 tys. zł na 1 mkw. ziemi w p.u.m., nawet w prestiżowych dzielnicach. Tymczasem sprzedawcy chcieliby na tej transakcji zarobić znacznie więcej – twierdzi Grzegorz Nowacki, prezes Warszawskiej Giełdy Lokali i Nieruchomości. Również we Wrocławiu widać tendencję do kupowania tańszych i mniejszych działek. – Takimi ofertami interesują się szczególnie inwestorzy indywidualni, wyspecjalizowani w realizacji małych projektów, liczących zaledwie po kilka bądź kilkanaście mieszkań, powstającymi głównie poza granicami miasta. Budują oszczędnie, ograniczając wydatki na administrację i powierzając sprzedaż pośrednikom – opowiada Leszek Michniak, prezes WGN Nieruchomości. 2,5-5 tys. zł trzeba zapłacić za metr działki budowlanej na warszawskim Mokotowie lub Żoliborzu Natomiast w Poznaniu, jak twierdzą pośrednicy, panuje całkowita stagnacja. Inwestorzy zawieszają rozpoczęte projekty, a nowych inwestycji jest jak na lekarstwo. Nikt nie myśli o kupowaniu ziemi pod nowe bloki. Również w Trójmieście, mimo spadków cen, nie ma chętnych na grunty pod osiedla mieszkaniowe. – Jedynie duże firmy deweloperskie szukają okazji, głównie wśród ofert na istniejących już osiedlach, czyli terenów z rozbudowaną infrastrukturą usługowo-komunikacyjną. Małe i średnie firmy nierzadko uginają się pod ciężarem niesprzedanych dotąd mieszkań. Nie będą więc ryzykować kupowania gruntów na zapas – mówi Grzegorz Dobrowolski. Największy zastój panuje w Katowicach i Łodzi. Ruch na rynku ziemi jest więc żaden.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA