fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Choroba może pokrzyżować życiowe plany

Ospa wietrzna u wielu dzieci wywołuje skomplikowane powikłania
materiały prasowe
O tym, jakie konsekwencje ma dla dzieci i dla całej rodziny ospa wietrzna, najlepiej wiedzą rodzice. Matki dzieci, które chorowały kilka lat temu, mówią, że malcy na całe tygodnie byli odcięci od rówieśników, przedszkola i szkoły. Z powodu powikłań chorzy muszą czasem rezygnować z wymarzonego zawodu lub pasji.
– Ospa wietrzna dwa lata temu, tuż przed Bożym Narodzeniem, zamieniła mój dom w szpital – mówi Agnieszka Lewandowska, mama dwuletnich dziś bliźniąt Gabrysi i Stasia oraz pięcioletniego Franka.
I wspomina, że trzyletni wówczas Franek przyniósł wirusa z przedszkola. Przez kilka dni chłopczyk miał ponad 40 st. C gorączki. Ospa zaatakowała jego przełyk i krtań. – Syn nie mógł jeść. Lekarze dali mi skierowanie do szpitala, ale zbliżały się święta, więc nie chciałam skazywać go na rozłąkę. Przez parę dni był pod kroplówką dzięki pomocy zaprzyjaźnionej lekarki – mówi Agnieszka Lewandowska. To jednak nie koniec kłopotów, których z powodu ospy doświadczyła rodzina pani Agnieszki. – Gdy wydawało się, że choroba wyprowadziła się z naszego domu, ospa dopadła moje młodsze dzieci, wówczas zaledwie czteromiesięczne bliźnięta. Wprawdzie Gabrysia i Staś przeszli ją dość łagodnie, ale opieka nad chorującą niemal równocześnie trójką dzieci dała mi w kość – opowiada matka.
Po miesiącu,  gdy wszystko powoli zaczęło wracać do normy, widmo choroby znów zawisło nad domem Lewandowskich. Okazało się, że pan domu w dzieciństwie nie przeszedł ospy. By się dowiedzieć, jakie mogą być w związku z tym dla niego konsekwencje zdrowotne, wybrał się do szpitala zakaźnego. Nikt mu wówczas nie powiedział o szczepionce, która mogła złagodzić objawy. A przecież ospa dla czterdziestolatka to poważna, zagrażająca życiu choroba. – Mąż rozchorował się po dwóch tygodniach. Przez kilka miesięcy nie mógł dojść do siebie. Osłabienie i infekcje nie pozwoliły mu normalnie funkcjonować – wspomina Agnieszka Lewandowska. – Zapalenie stawów biodrowych to powikłanie po ospie, które przyplątało się mojemu dziesięcioletniemu synowi – opowiada z kolei Anna Rymarz, matka dorosłego dziś Macieja. – Lekarz podczas wizyty stwierdził u niego ospę, ale nie przestrzegł mnie przed tzw. przeziębieniem tej choroby. Zabronił tylko Maciejowi kontaktu z rówieśnikami, nie wspomniał, jak długo nie może wychodzić na dwór. Po dwóch tygodniach w domu znudzonego Macieja rozpierała energia. Upierał się, że wyjdzie do ogrodu lepić bałwana. – Zgodziliśmy się – mówi Anna Rymarz. – Gdy wrócił do domu, wydawało się, że nic się nie stało. Maciej nie gorączkował, nie kichał, nie kaszlał, w ogóle czuł się dobrze. Po dwóch tygodniach chłopiec zaczął jednak narzekać na ból nogi; nie bardzo umiał określić, w którym dokładnie miejscu go boli. – Myśleliśmy, że nabawił się jakiejś kontuzji na lekcji WF, ale ból się nasilał – wspomina Anna Rymarz. – Maciej zaczął kuleć, coraz bardziej bolało go biodro. Żartowaliśmy nawet, że boli go noga w biodrze i nie może tańcować dobrze. Ale żarty się skończyły, gdy ból nie pozwalał mu wstać z łóżka ani leżeć na prawym boku. Po dwóch tygodniach od pojawienia się u chłopca pierwszych dolegliwości matka wybrała się z synem do ortopedy. Lekarz postawił natychmiastową diagnozę: rozpoznał u Macieja zapalenie stawu biodrowego na skutek powikłania po ospie wietrznej. Małego pacjenta czekało osiem tygodni unieruchomienia i zwolnienie ze szkoły. – Nie wolno mu było chodzić. Ortopeda zalecił, by na pierwsze tygodnie unieruchomienia załatwić mu wózek inwalidzki. Syn nie chciał się zgodzić, wpadł na pomysł, by poruszać się po domu na krześle na kółkach – śmieje się matka Macieja. Ośmiotygodniowe zwolnienie i poprzednia, trzytygodniowa nieobecność w szkole z powodu ospy spowodowały, że Maciej miał ogromne braki w nauce. Kwalifikował się do nauczania indywidualnego w domu. – Na szczęście lekarz, widząc, jak syn męczy się w domu bez towarzystwa rówieśników, po dwóch miesiącach siedzenia w domu pozwolił mu poruszać się o kulach – mówi matka chłopca. Dziś Maciej jest dorosły, od choroby minęły lata. Dała mu się jednak we znaki. – Temat powrócił niespodziewanie, gdy mój syn stanął przed wojskową komisją poborową – opowiada Anna Rymarz. – Z powodu powikłań po ospie Maciej dostał kategorię D (czyli uznano, że jest niezdolny do czynnej służby wojskowej w czasie pokoju). Ucieszyliśmy się wtedy, że nie pójdzie do wojska. Ale rok później Maciej nie przeszedł też badań lekarskich, gdy starał się o przyjęcie na kurs pilotów samolotowych. – Do dziś, kiedy myślę o tym Bożym Narodzeniu sprzed lat, mam ciarki na plecach. A wystarczyło się zaszczepić – zżyma się Agnieszka Lewandowska.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA