fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Palikot nie będzie polskim Zapatero

Marek Magierowski
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Janusz Palikot jest zbyt groteskowy, by się stać polskim Zapatero. Hiszpański premier jest lewakiem, ale to poważny facet, z ogromnym doświadczeniem parlamentarnym i rządowym – pisze publicysta „Rzeczpospolitej"
Andrzej Rozenek, rzecznik Ruchu Palikota, a do niedawna wicenaczelny tygodnika "Nie", zamieścił na swoim blogu intrygującą fotografię.
"Niespełna rok temu miałem okazję wziąć udział w Klubie Wałdajskim" – czytamy w opisie pod zdjęciem. "Odwiedziliśmy gubernator Sankt Petersburga, przed jej siedzibą stoi pomnik Lenina. Przywódca rewolucji październikowej wskazuje palcem kierunek, to dobry azymut, więc też go pokazuję:-)". Rzeczywiście: na pierwszym planie Rozenek, w tle Włodzimierz Iljicz. Obaj z wyciągniętym ramieniem wyznaczającym "dobry azymut". Ten azymut to może Warszawa? – pomyślałem. Polska burżujów i opasłych klechów?

Dwie ikony

Po 91 latach doczekaliśmy się wreszcie Lenina w Warszawie. Nie musiał nawet wjeżdżać tutaj na tankach, wystarczyło wsparcie kilku mediów i hałaśliwa kampania, by zdobyć głosy blisko 1,5-milionowego neoproletariatu. A może – by sparafrazować pewien legendarny dowcip – to jednak nie Lenin? Może Janusz Palikot jest polskim wcieleniem José Luisa Zapatero, hiszpańskiego premiera, który zasłynął w ostatnich latach odważnymi reformami obyczajowymi? Polskim Zapatero miał być wprawdzie Grzegorz Napieralski, ale najwyraźniej przegrał tę rywalizację. Przy Palikocie szef SLD okazał się po prostu ciemnogrodzianinem, uległym wobec Kościoła konserwatystą, przebranym jedynie za lewicowca. Czy jednak porównanie Palikota do Zapatero jest uprawnione? By znaleźć odpowiedź na to pytanie, wystarczy rzucić okiem na dwie ikony: zapateryzmu na Półwyspie Iberyjskim oraz zapateryzmu nad Wisłą. Hiszpańska lewica ma Federico Garcíę Lorkę, wielkiego poetę i dramaturga, homoseksualistę, który tworzył wybitne dzieła w czasach, gdy bycie gejem nie było jeszcze uznawane za "zawód wykonywany". W 1936 r., na początku hiszpańskiej wojny domowej, Lorca został rozstrzelany pod Granadą przez oddział frankistów, bo należał do zwolenników republiki, a także dlatego, że "kochał inaczej". Polska lewica ma Jerzego Urbana. Żałosnego satyra, któremu pan Bóg poskąpił wszelkich cnót, za co zapewne Urban tak bardzo Go nienawidzi. Człowieka, który na potrzeby swojego tygodnika wymyślił zupełnie nowy język, bo język używany w "Nie" polszczyzną na pewno nie jest. Ikoną polskich zapaterystów jest mizogin, który jeden ze swoich felietonów – poświęcony feministkom – zatytułował: "Ryk cip". Ciekaw jestem, czy Wanda Nowicka, przyszła wicemarszałek (czy raczej wicemarszałczyni) Sejmu, czuła się komfortowo w towarzystwie Urbana podczas wieczoru wyborczego Ruchu Palikota.

Naczelny  antyklerykał RP

Zapatero, mimo wszystkich swoich wad, to polityk wagi ciężkiej. Palikot  – co najwyżej koguciej. Hiszpański premier studiował prawo, a potem był adiunktem na uniwersytecie w León. Od 11 lat kieruje dużym ugrupowaniem politycznym, od siedmiu jest szefem rządu. Z powodu swoich lewackich poglądów, liberalizacji ustawy aborcyjnej i oddawania dzieci do adopcji homoseksualistom Zapatero może mieć poważne kłopoty w rozmowie kwalifikacyjnej ze św. Piotrem, ale nie przypominam sobie – a pamięć mam jeszcze nie najgorszą – żeby kiedykolwiek obraził w wulgarnych słowach papieża, hiszpańskiego prymasa, króla Juana Carlosa czy lidera opozycji. Nie przychodził nigdy do studia telewizyjnego ze świńskim ryjem i nie robił z polityki cyrku. I nigdy nie pozował do zdjęcia ze statuą Lenina za plecami. Zapatero jest lewakiem, ale to poważny facet, z ogromnym doświadczeniem parlamentarnym i rządowym. Palikot to przy nim polityczny karzeł. Najpierw studiował filozofię, potem produkował wódkę, potem zajął się wydawaniem książek, zaliczył biznesową wpadkę z tygodnikiem "Ozon", by w końcu z rozmodlonego smakosza literatury przepoczwarzyć się w naczelnego antyklerykała RP, atakującego Kościół dokładnie w takim samym stylu, w jakim czyniła to niemiecka prasa w latach 30. ub. wieku. W znakomitej książce "Sacred Causes" (wydanej w Polsce pod tytułem "Święta racja") brytyjski historyk Michael Burleigh przypomina, jak dziennikarze nazistowskich gazet z lubością rozpisywali się o... skandalach pedofilskich wśród księży katolickich, które najczęściej sami wymyślali. Jedną z pierwszych decyzji Hermanna Göringa jako ministra w rządzie Adolfa Hitlera było zaś zamknięcie w lutym 1933 roku wszystkich katolickich wydawnictw w Niemczech, bo "ośmielały się mieszać do polityki". To oczywiście uwaga na marginesie – gdyby ktoś się zastanawiał, czy wojowniczy antykatolicyzm ma swoje korzenie tylko w bolszewickiej Rosji, czy może także gdzieś indziej.

Nasza karma

Narzędziem do realizacji tęczowej rewolucji w Hiszpanii była potężna machina w postaci Partii Socjalistycznej (PSOE). Zapatero najpierw zdobył władzę, a następnie, skrupulatnie i bezwzględnie, zaczął wprowadzać w życie swoje pomysły. Możemy się na to krzywić, ale Zapatero miał mandat społeczny, a większość Hiszpanów nie protestowała, nawet przeciwko najbardziej radykalnym zmianom w prawie. Ponadto tamtejszy Kościół boryka się ze skazą w postaci wieloletniej współpracy z generałem Franco, co w sporach dotyczących etyki i moralności ustawia go z miejsca na pozycji defensywnej. Palikot władzy jeszcze nie ma. Zagłosowało na niego 10 proc. spośród niespełna połowy dorosłych Polaków. To smutne, że półtora miliona wyborców dało się uwieść klaunowi, ale może to taka nasza, nadwiślańska karma. Ktoś musi co kilka lat przejąć pałeczkę antyestablishmentowego protestu. Tymiński, Lepper, teraz Palikot. Ale jest to raczej głos przeciwko całej elicie politycznej i społecznej, a nie tylko Kościołowi. Bardziej przeciwko Tuskowi i Kaczyńskiemu, niż przeciwko własnemu proboszczowi. Słowem: przeciwko wszystkim tym, którzy nami rządzą. A że niektórzy mają wrażenie, że rządzą nami "czarni", retoryka Palikota do nich przemówiła. Niemniej większość wyborców Ruchu prawdopodobnie nigdy nie zdecyduje się na udział w paradzie miłości, ani nie znieważy publicznie krzyża. Nie sądzę też, by ochoczo popierali adopcję dzieci przez gejów i lesbijki, a swoje ogródki działkowe zamienili w plantacje konopi indyjskich. Wielu Polaków poparło zapewne Palikota, bo ich miejscowy ksiądz wygłasza potwornie nudne kazania albo za dużo sobie policzył za chrzest. Co oczywiście nie oznacza, że wkrótce to się nie zmieni. Zaufanie do Kościoła maleje z roku na rok, a niektóre media nad oczernianiem katolików i katolicyzmu pracują niezwykle intensywnie. Sami hierarchowie nie są, niestety, bez winy: oderwani od rzeczywistości, nie radzą sobie w świecie zdominowanym przez superszybkie media i kulturę obrazkową. Inni – wręcz przeciwnie, wyprzedzają rzeczywistość, stwierdzając np., że nie przeszkadza im satanista w telewizji publicznej. Jeszcze inni zaś chyba nie do końca zrozumieli, co się wydarzyło 9 października. Bp Tadeusz Pieronek mówił w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" o sukcesie wyborczym Palikota: "Nie ma tragedii. Będzie teraz więcej spokoju, ustaną teraz jego zajadłe ataki, okropne, dalekie od chrześcijaństwa". One nie ustaną, księże biskupie, one dopiero się zaczną.

Test krzyża

Ruch Palikota wprowadził do Sejmu oprócz Wandy Nowickiej także m.in. pierwszego parlamentarzystę, który jest zdeklarowanym gejem – Roberta Biedronia, oraz pierwszą transseksualistkę Annę Grodzką. Nie mam pewności, czy ludziom walczącym o prawa osób LGBT zależało na takim właśnie wehikule politycznym: partii skandalizującej, kojarzonej z wulgarnymi spektaklami na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie i stawiającej na otwarty konflikt z Kościołem. Trudno przewidzieć, czy homoseksualiści zyskają w oczach społeczeństwa, podążając za liderem słynącym z opowiadania mało śmiesznych dowcipów o zmarłych. Nie mam zamiaru przyłączać się do tych, którzy kpią z orientacji seksualnej nowych posłów czy z pewnej pani, która kiedyś była panem. A jednak narzekania palikotowców na to, że są dzisiaj obrażani przez niektórych dziennikarzy czy internautów, brzmią groteskowo. Anna Grodzka stwierdziła w rozmowie z Radiem TOK FM, że musi sobie teraz "zbudować grubą skórę", by znieść wszystkie obelgi, jakie na nią spadają. Ale to przecież jej obecny wódz z opluwania ludzi uczynił swoje marketingowe motto. Czy Anna Grodzka zdaje sobie sprawę, jak grubą skórę musiała mieć wdowa po Przemysławie Gosiewskim, słuchając głupawego "żartu" o peronie we Włoszczowie? Co ciekawe, jedyną rzeczą, za jaką Palikot publicznie się pokajał, była jedna z okładek "Ozonu" – ta z hasłem "Zakaz pedałowania". Zaiste, zachowanie godne człowieka honoru. Palikot zapewniał, że jego klub będzie konstruktywną, merytoryczną opozycją, po czym natychmiast zażądał usunięcia krzyża z sali sejmowej. Postulat, jak widać, wielce merytoryczny i nader konstruktywny. Popełnił jednak poważny błąd: wszystko wskazuje na to, że krzyż jednak pozostanie, bo nawet politycy SLD nie mają ochoty na tego typu burdy, a Eugeniusz Kłopotek zarzekał się wręcz, że osobiście będzie bronił świętości (a przypomnijmy, że poseł PSL, mistrz parlamentu w wyciskaniu sztangi, to chłop dość pokaźnej postury). Może się więc okazać, że Palikot polegnie już w pierwszym sejmowym starciu, a jego upokorzeni podopieczni będą musieli przez cztery lata przebywać w towarzystwie Chrystusa. Zgroza. Chyba że w wyniesieniu krzyża pomoże Palikotowi sam Donald Tusk. Ale wtedy to on stanie się kolejnym, trzecim już, "polskim Zapatero". Wątpię jednak, aby marzył o takim przydomku.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA