fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Rosyjska armia nadal z bagnetami

Fotorzepa, MW Michał Walczak
Po kilku miesiącach debat i badań rosyjscy sztabowcy zdecydowali, że bagnet wciąż będzie standardowym wyposażeniem żołnierza
Wreszcie dobra wiadomość dla wielbicieli tradycji rosyjskiej armii, która w ciągu ostatnich miesięcy zaczęła żegnać się z tak integralnymi elementami swego image'u, jak wielkie galowe czapki (zwane niegdyś w Polsce lotniskowcami) i automaty Kałasznikowa.
Trzeci przedmiot kojarzący się z rosyjskimi, a przedtem radzieckimi siłami zbrojnymi – charakterystyczny bagnet, a zarazem wielozadaniowy nóż z łukowatym wycięciem na czubku, nadal będzie służył obrońcom ojczyzny. Rosyjskie Ministerstwo Obrony zaczęło zastanawiać się nad pożegnaniem z bagnetem, gdy wiosną taką decyzję podjęła armia USA. Amerykanie stwierdzili, że na współczesnym polu walki prawdopodobieństwo użycia bagnetu spada niemal do zera. I uznali, że odciążywszy w ten sposób piechura, można dodać mu jeszcze jeden zapasowy magazynek, który w walce przyda się na pewno.
Oczywiście, w obecnych wojnach zdarzają się walki wręcz. W odróżnieniu od dawnych batalii są to jednak z reguły sytuacje wynikające z zaskoczenia i po prostu nie ma czasu na założenie bagnetu. Amerykanie wolą więc szkolić żołnierzy do używania w takich starciach  karabinowych kolb. – Dzisiaj rzucenie kompanii do ataku na bagnety, na przeciwnika po zęby uzbrojonego w broń maszynową, to po prostu samobójstwo – mówi wojskowy ekspert Wiktor Korablin. Dlaczego więc Rosjanie zdecydowali się pozostać przy bagnecie? Główna przyczyna pozostaje od lat ta sama – bagnet to „ostatni argument, który zostaje żołnierzowi, gdy skończy się amunicja". W takim wypadku żołnierze zachodnich armii wycofują się, a jeśli to niemożliwe – składają broń. Ale tu żywa jest tradycja, że „Russkije w plen' nie zdajutsia!" (Rosjanie się nie poddają). Można przypuszczać, że zaważył też argument emocjonalny. Rosjanie są przywiązani do bagnetu. Jego obecna forma kojarzy się z legendarnym kałachem. Poprzednia – „granienyj sztyk", czyli długi bagnet złożony jakby ze spojonych z sobą trzech wąskich ostrzy, stał się zaś niemal narodowym symbolem. Tak czy inaczej – ministerstwo zdecydowało, że następca kałasznikowa, projektowany w zakładach w Iżewsku, ma być wyposażony w bagnet. Wiele wskazuje na to, że w szczegółowej specyfikacji zamówienia – tak jak w automatach produkowanych w ostatnich latach – znajdzie się wymaganie, aby mocowany był nie u dołu, tylko z boku lufy. Wtedy klinga znajduje się bowiem w położeniu horyzontalnym, dzięki czemu zmniejsza się groźba, że bagnet ugrzęźnie między żebrami wroga i nie da się go szybko wyrwać z jego piersi. Korespondencja z Moskwy
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA