fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Rosji wciąż daleko do mocarstwa

Marcin Kaczmarski
Archiwum
Od czasu objęcia rządów przez Putina Rosja próbowała różnych dróg odzyskania utraconego 20 lat temu statusu mocarstwa globalnego. W starej-nowej roli Putin zapewne podejmie kolejną próbę osiągnięcia tego celu – przewiduje ekspert
Decyzja Władimira Putina o powrocie na stanowisko prezydenta skłania do pytania, w jakim stopniu może się zmienić rosyjska polityka zagraniczna. Doświadczenie prezydentury Dmitrija Miedwiediewa pokazało, że istotna jest nie tyle osoba prezydenta, ile kontekst międzynarodowy. Czy tak będzie również tym razem?

Ofensywa uśmiechu

W pierwszych miesiącach po objęciu urzędu przez Miedwiediewa w maju 2008 roku niewiele wskazywało na to, aby ostra linia „zadekretowana" przez jego poprzednika Władimira Putina miała się zmienić. W skrajnej formie potwierdziła to wojna z Gruzją i uznanie niepodległości Abchazji i Osetii Południowej, które do tego czasu większość ekspertów uznawała za krok nieracjonalny, a co za tym idzie, mało prawdopodobny. W listopadzie 2008 roku nowy prezydent USA został powitany przez Miedwiediewa zapowiedzią rozmieszczenia rakiet typu Iskander w obwodzie kaliningradzkim w przypadku ulokowania przez Waszyngton elementów tarczy przeciwrakietowej w Europie Środkowej. Dynamiczne odrodzenie rosyjskiej mocarstwowości sugerowało, że Kreml staje się jednym z liderów świata niezachodniego i poważnym wyzwaniem (jeśli nie zagrożeniem) dla Zachodu.
Jednak rok 2009 przyniósł korektę rosyjskiej polityki zagranicznej. Moskwa zaczęła prezentować się jako wartościowy partner Zachodu, a jej relacje zewnętrzne zostały zdominowane przez „ofensywę uśmiechu". Od Stanów Zjednoczonych przez Norwegię po Polskę – Moskwa zdawała się konstruktywnie rozwiązywać spory polityczne, terytorialne i historyczne. Błędem byłoby przypisywanie tych zmian wyłącznie Miedwiediewowi, chociaż firmował on zmianę stosunku Kremla do kwestii wewnętrznych i międzynarodowych, określoną mianem modernizacji. Jednak brak wyraźnego sprzeciwu wobec tej polityki wskazuje, że była ona efektem szerszych uzgodnień i odzwierciedlała przemiany w sposobie myślenia dużej części elity. Pojawiły się pytania, jak dalece sięgała ta korekta i jakie były jej głębsze przyczyny, tj. w jakim stopniu Rosja rzeczywiście chciała dokonać przewartościowania dotychczasowego sposobu funkcjonowania w ładzie pozimnowojennym. Czyżby liderzy rosyjscy postanowili pójść w ślady przywódców ChRL, którzy dokładają starań, aby przekonać społeczność międzynarodową (a zwłaszcza jej zachodni trzon), że wzrost ich potęgi nie doprowadzi do kolejnej rywalizacji na miarę zimnej wojny, a porządek międzynarodowy będzie się zmieniał w sposób ewolucyjny? Czy polityka tandemu, firmowana przez Miedwiediewa, miała się stać rosyjskim odpowiednikiem chińskiego „pokojowego wzrostu"?

Powrót mocarstwa

Modernizacyjna retoryka wywołała falę spekulacji. Po raz kolejny przekonywano, iż rosyjskie elity zrozumiały, że ich prawdziwy interes narodowy (strategiczny) leży w mniejszym lub większym zbliżeniu z Zachodem. Twierdzono, że Rosja jako mocarstwo schyłkowe nie ma większych szans na przetrwanie jako samodzielny aktor w skali globalnej. Jednakże zmiany w rosyjskiej polityce zagranicznej wychodzące poza deklaracje nie okazały się aż tak daleko idące. Nawet w przypadku relacji z Zachodem nie doszło do strategicznego przełomu. Różnice zogniskowały się w zagadnieniu obrony przeciwrakietowej. Mimo upływu niemal roku od szczytu w Lizbonie zapowiadającego współpracę stronom nie udało się zbliżyć stanowisk. Rosyjscy politycy, dyplomaci, wojskowi i publicyści na wszelkie sposoby domagają się udzielenia Rosji prawnie wiążących gwarancji, że tarcza nie jest skierowana przeciwko niej, oraz grożą podjęciem „adekwatnych kroków" w przypadku braku porozumienia. Jednocześnie Kreml nie zamierza rezygnować z działań na rzecz powrotu do pozycji mocarstwa globalnego. Modernizacyjnej retoryce, której elementem było także dokończenie procesu akcesyjnego do Światowej Organizacji Handlu (WTO), towarzyszyło budowanie unii celnej z Białorusią i Kazachstanem (co w sposób oczywisty zaprzeczało idei włączenia się do WTO). Chociaż unia celna przypomina wcześniejsze zakończone fiaskiem projekty integracji na przestrzeni poradzieckiej, to determinacja premiera Władimira Putina w doprowadzeniu do niej wskazuje na konsekwentne dążenie Moskwy do zamykania przestrzeni poradzieckiej dla innych aktorów, tak zachodnich, jak i wschodnich. Elementem budowy pełnowymiarowego mocarstwa stała się kolejna faza reform wojskowych. Wykorzystując przekonanie o słabej efektywności rosyjskich sił zbrojnych w trakcie wojny z Gruzją, Kreml podjął kolejną próbę wzmocnienia machiny militarnej i zbliżenia jej do armii typu ekspedycyjnego, jakimi dysponują państwa zachodnie. Nowością w tym procesie stały się zakupy najnowszego uzbrojenia w tychże państwach (okręty klasy Mistral we Francji, samoloty bezzałogowe w Izraelu itp.). W Azji z kolei postępował proces dalszego zbliżania z Chinami, którego najbardziej przełomowym momentem było porozumienie w kwestii budowy ropociągu do Chin i dostaw surowca (w zamian za kredyty dla rosyjskich monopolistów) oraz porozumienie o współpracy regionalnej na rosyjskim Dalekim Wschodzie przewidujące realizację około 200 wspólnych projektów. Działaniom tym towarzyszyły próby zwiększenia rosyjskiej aktywności w regionie i wyjścia poza sinocentryzm – Moskwa podkreślała, że zamierza odgrywać w Azji rosnącą rolę, dotychczasowe zaangażowanie określając jako marginalne. Pokazuje to, że mimo „ofensywy uśmiechu" trudno jest mówić o głębokiej zmianie strategicznej w rosyjskiej polityce zagranicznej. Jednak brak zasadniczego zwrotu nie oznacza, iż kontekst, w którym ta polityka jest prowadzona, pozostał taki sam. Od czasu „skoku" dokonującego się od połowy pierwszej dekady XXI wieku, a zakończonego wraz z wojną przeciwko Gruzji oraz światowym kryzysem gospodarczym, Moskwa nie zdołała znacząco polepszyć swojej pozycji. Przestała wprawdzie być traktowana jak mocarstwo drugiej kategorii, ale jej potencjał wzrostu okazał się ograniczony, tak w wymiarze ekspansji geopolitycznej, jak i budowy wpływów ekonomicznych i politycznych (zwłaszcza jeśli porównać go z gwałtownym wzrostem pozycji Chin w analogicznym okresie). Jednocześnie rosnące apetyty elit, pogłębianie uzależnienia od renty surowcowej i inflacja wydatków na cele społeczne (traktowanych jako jeden z najważniejszych sposobów legitymizacji władzy Kremla) spowodowały, iż nawet powrót cen ropy do poziomu 100 dolarów za baryłkę nie zdołał pomóc Moskwie w podniesieniu statusu w skali globalnej. Po fazie wzrostu, która tak wystraszyła państwa zachodnie, Rosja weszła w fazę plateau, która w praktyce oznacza stagnację.

Rozkołysany system

W efekcie system polityczny uległ rozkołysaniu. Po raz pierwszy od kilku lat w debacie na temat rosyjskiej polityki zagranicznej pojawiły się inne niż „mocarstwowa" (dominująca po roku 2003) orientacje wskazujące na konieczność porzucenia idei mocarstwa globalnego i powrotu do budowy pozycji regionalnej. Przemianom tym sprzyjał także spadek poczucia zagrożenia rosyjskich elit ze strony Zachodu i inspirowanej przezeń „zmiany reżimu". Przyczyniły się do tego połączenie dziedzictwa wojen i budowy państwa w Afganistanie i Iraku, światowy kryzys gospodarczy i konieczność rozwiązania przez USA i Europę w pierwszym rzędzie własnych problemów gospodarczych oraz „uspokojenie" Rosji przez rezygnację (przynajmniej czasową) administracji Baracka Obamy z najbardziej niepokojących Moskwę projektów geopolitycznych.

Fiasko ambitnych celów

Mimo iż rosyjskie cele były ambitne i miały charakter rewizjonistyczny, nie towarzyszyła im gotowość do ponoszenia kosztów. Moskwa chętnie odwoływała się do świata niezachodniego, ale (z wyjątkiem Gruzji) nie zdecydowała się zaangażować w polityczną konfrontację z Zachodem. Efektowne zagrania sprzed kilku lat (takie jak uznanie Hamasu czy zatknięcie flagi na dnie Arktyki) okazały się w dłuższej perspektywie mało efektywne. Struktury wielostronne, które miały zaowocować stworzeniem przeciwwagi dla Zachodu, jak Szanghajska Organizacja Współpracy czy grupa BRICS, okazały się zdominowane przez rosyjskich partnerów, niezbyt zainteresowanych równoważeniem państw zachodnich. „Dyplomacja uśmiechu" Miedwiediewa stała się próbą zaadaptowania dotychczasowej strategii do warunków kryzysu gospodarczego, ale nie zmieniła ani celów rosyjskich, ani chęci uzyskania daleko idących efektów niskim kosztem. Również kremlowskie projekty strategiczne uruchomione w połowie ubiegłej dekady nie sprawdziły się jako narzędzie budowy trwałych wpływów. Fiasko poniosła przede wszystkim rosyjska polityka energetyczna wobec Europy. Dla Moskwy surowce były zasadniczym elementem wielkiej strategii na kierunku europejskim. Ekspansja rosyjskich koncernów w Afryce Północnej, pomysły stworzenia gazowego odpowiednika OPEC, utrzymywanie monopolu na eksport węglowodorów z Azji Środkowej – wszystkie te działania miały zapewnić Rosji trwałe narzędzie wpływu na Europę. Jednak zmiany na europejskim i globalnym rynku gazowym – trzeci pakiet energetyczny i liberalizacja w UE, gaz łupkowy, fiasko zbliżenia Rosji z krajami Afryki Północnej czy rozwój rynku LNG – spowodowały, że ta strategia przestała działać. Moskwa nie zdoła uchwycić Unii Europejskiej w „energetyczne kleszcze", nawet jeśli obok Nord Streamu powstanie South Stream.

Kolejny etap?

Zasadniczym wyzwaniem dla Rosji jest wyczerpanie się źródeł dotychczasowego, „ekstensywnego", wzrostu pozycji międzynarodowej. W poprzedniej dekadzie był on możliwy dzięki niskiej pozycji startowej, gwałtownie rosnącym cenom ropy oraz śmiałym posunięciom dyplomatycznym podkreślającym samodzielność Rosji względem Zachodu. Większość działań rosyjskich miała charakter perswazyjny, nastawiony na przekonanie państw zachodnich, że mają do czynienia z nową Rosją, której należy zaoferować nowe warunki uczestnictwa w ładzie międzynarodowym. Aktywną próbą zmiany układu sił była wojna z Gruzją. Chociaż miała ona w wielu aspektach charakter precedensowy – pierwszy raz po zimnej wojnie inne mocarstwo niż Stany Zjednoczone używało siły zbrojnej wbrew reszcie społeczności międzynarodowej przeciwko innemu państwu – to jej efekt okazał się nie wykraczać poza obszar WNP. Z jednej strony Rosja nie była gotowa na analogiczne kroki względem innych państw, co wiązałoby się z koniecznością ponoszenia dużo większych niż dotychczas kosztów. Z drugiej światowy kryzys gospodarczy skoncentrował uwagę państw zachodnich na innych kwestiach niż rosyjskie ambicje. Od czasu objęcia rządów przez Putina Rosja próbowała różnych dróg odzyskania utraconego 20 lat temu statusu mocarstwa globalnego – partnerstwa ze Stanami Zjednoczonymi po 11 września, asertywności i rewizjonizmu względem Zachodu, jak i „dyplomacji uśmiechu" Miedwiediewa. Putin w starej-nowej roli zapewne podejmie kolejną próbę osiągnięcia tego celu. Po ponad 11 latach wydaje się jednak, że Kreml osiągnął „granice wzrostu" i dalsza – jakościowa – zmiana pozycji Rosji na arenie międzynarodowej będzie niezwykle trudna. Nie oznacza to, że Moskwie nie uda się zwiększyć wpływów politycznych czy ekonomicznych w danym państwie czy regionie (zwłaszcza na obszarze poradzieckim). Jednak opierając się na ambitnej i zarazem „taniej" strategii, nie dołączy do grona mocarstw wschodzących, za którymi stoi potencjał społeczno-ekonomiczny. Co w sumie dla Polski i Zachodu jest optymistyczną wiadomością. Autor jest ekspertem Ośrodka Studiów Wschodnich, specjalistą ds. Rosji
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA