Biura podróży

Gwarancje podzieliły touroperatorów

Exim Tours zarejestrował się ponownie, jako nowa spółka akcyjna
Fotorzepa
- To oszustwo, to świństwo, to nierówność w konkurencji - touroperatorzy nie posiadają się z oburzenia na kolegów, którzy stosując wybiegi formalne, uniknęli płacenia wyższych sum gwarancyjnych
W środowisku organizatorów turystyki narasta niezadowolenie z zachowania firm, które znajdując luki w prawie, wywinęły się - przynajmniej na rok - od wyższych opłat gwarancyjnych.
Znowelizowana ustawa o turystyce wprowadziła w połowie września nowe zasady naliczania sum gwarancyjnych. Ustawodawcy chodziło o zapewnienie turystom zwrotu poniesionych wydatków. W razie upadku touroperatora firma ubezpieczeniowa ma nie tylko zapłacić za sprowadzenie do kraju klientów feralnego biura podróży, którzy wypoczywają za granicą, ale również oddać pieniądze tym, którzy zapłacili za wycieczkę, ale jeszcze nie wyjechali. Większość touroperatorów dostosowała się do nowych przepisów i ubezpieczyła swoją działalność według zmienionych stawek. Kosztowało ich to sporo pieniędzy, bo dla niektórych opłaty – uzależnione od obrotów w poprzednim roku - wzrosły od półtora do nawet czterech razy.
Najbardziej spektakularny wzrost miał miejsce w wypadku Itaki. Największe biuro podróży, które miało w zeszłym roku 450 tysięcy klientów i 900 tys. zł obrotów, musiało zwiększyć sumę gwarancyjną z 46 mln do 126 mln zł (wypowiedź prezesa Itaki patrz ramka na dole). Neckermann, o obrotach 280 mln zł, z ubiegłorocznej gwarancji na 20,5 mln zł musiał wskoczyć na gwarancję wielkości 39 mln zł. Tui Poland zwiększył gwarancję trzykrotnie – z 22 mln do 66 mln zł. Niektóre firmy znalazły jednak sposób, by obejść nowe przepisy i uniknąć wyższych opłat. Triada ogłosiła, że „sfinalizowała długotrwały proces integracji swoich spółek". Integracja polegała na przekazaniu spółce córce, czyli Sky Club, organizowanie wszystkich imprez turystycznych sprzedawanych przez Triadę, Terra Mare i Sky Club. Oprócz oszczędności wynikających z organizacji pracy w trzech biurach podróży, osiągnęła także ten efekt, że o nowe gwarancje starać się musiał już tylko Sky Club. Firma, która miała w zeszłym roku prawie trzy razy mniejsze obroty od Triady. Dzięki temu gwarancje całej grupy nie tylko nie wzrosły, ale nawet zmalały – 17,5 mln zł (sama Triada rok temu miała 21,5 mln zł gwarancji). Prezes Sky Club Maciej Truskolaski, zaprzecza jakoby Triada uciekła przed opłatami. - Mogę zapewnić, że nasi klienci są dobrze zabezpieczeni - wyjaśnia. - Po pierwsze do końca roku mamy cztery - oprócz najnowszej na 17,5 mln zł, są jeszcze trzy stare - polisy gwarancyjne, opiewające w sumie na ponad 45 mln zł. W razie naszych kłopotów marszałek mazowiecki, który nimi dysponuje, może uruchomić którąkolwiek. Po drugie - od nowego roku na pewno nasza gwarancja wzrośnie. Mamy bowiem umowę z ubezpieczycielem, że możemy ją rozszerzyć. A zrobimy to, jak tylko dobiegną końca rozmowy z inwestorem, który ma dokapitalizować naszą firmę. Myślę, że te negocjacje zakończymy w październiku. Inny sposób wykorzystał Exim Tours. Zmienił osobowość prawną - wystąpił z wnioskiem o wykreślenie go z rejestru organizatorów turystyki i zarejestrował się ponownie jako Exim Spółka Akcyjna. Jako nowa firma, bez historii, zapłacił jedynie za minimalną gwarancję w wysokości 1 mln zł (poprzednio 18 mln zł). Przedstawiciel Eximu tłumaczy to zachowanie strategią całego holdingu, który prowadzi działalność w Czechach, Rumunii, na Węgrzech i Słowacji. Menedżerowie biur podróży, które podporządkowały się nowym przepisom są zbulwersowani. - To świństwo, że marszałek toleruje takie zachowanie – mówi prezes Tui Poland Marek Andryszak. – Bo to znaczy, że uchwalone przez parlament prawo nie ma znaczenia, nie jest egzekwowane. Andryszak zwraca uwagę, że jeśli upadnie teraz któryś z touroperatorów, którego klientów nie chronią odpowiednio wysokie sumy gwarancyjne, za ich sprowadzenie do kraju będzie musiał zapłacić marszałek. – Zrobi to z naszych podatków. Nie zgadzam się na to – mówi Andryszak. - Nasze gwarancje obejmują wszystkich klientów w pełnym wymiarze – mówi prezes Neckermanna Marek Węgierek. – Nie komentuję zachowań innych touroperatorów. Myślę, że klienci wkrótce docenią firmy bardziej bezpieczne. Prezes Polskiej Izby Turystyki Jan Korsak przypomina, że podczas prac nad nowelizacją ustawy, PIT zwracał uwagę na niebezpieczeństwo obejścia prawa. Proponował inne rozwiązania, które eliminowałyby podobne zachowania. Z kolei prezes nowopowstałego Polskiego Związku Organizatorów Turystyki i były prezes Neckermanna, Krzysztof Piątek broni kolegów: - Oni nie złamali prawa, lecz tylko znaleźli wygodne dla siebie rozwiązanie. W końcu to jest biznes i każdy szuka sposobów, jak najtańszego działania. Podobnie kilka lat temu Optimus oskarżany był o nadużycia, bo wywoził za granicę komputery i przywoził je z powrotem do Polski, by nie płacić VAT. Ostatecznie okazało się, że robił to legalnie. - Jeśli członkowie PZOT działają na szkodę branży, przestaję widzieć sens pozostawania w jednej organizacji z nimi. Nie wiem, czy nie wystąpię z PZOT – podsumowuje Andryszak. Piotr Henicz, wiceprezes Itaki W wypadku Itaki koszt samej gwarancji wyniósł milion złotych. Do tego musieliśmy zamrozić na kontach kilkanaście milionów złotych. Naszą gwarancję uzyskaliśmy jako pierwsi w kraju. Nie zgadzamy się na taką nierówność. My też moglibyśmy zrobić jakąś sztuczkę i nie płacić tak wysokich opłat. Ale szanujemy naszych klientów. Szanujemy prawo. Dlaczego mamy być za to karani? Jeśli biuro podróży, które ma 150 tysięcy klientów rocznie ubezpiecza się na minimalną sumę, pozwalającą w razie kłopotów, zapewnić zwrot pieniędzy tylko małej garstce turystów to łatwo to zweryfikować. Choćby po liczbie zakontraktowanych przez tę firmę hoteli i samolotów. Wszystkich uczestników rynku powinny obowiązywać te same reguły. Dlatego uważam, że  tą sytuacją powinien zająć się UOKiK i PIT.
Źródło: turystyka.rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL