Muzyka

Kasia Nosowska o nowej płycie 8

Kasia Nosowska: Śpiewam w pierwszej osobie, ale im jestem starsza, tym częściej zauważam, że moje spostrzeżenia są uniwersalne.
Głuszko-Smolik
Z Kasią Nosowską o nowym, znakomitym albumie solowym "8" - opowiada Jacek Cieślak
Została pani wyróżniona tytułem Zasłużony dla Kultury Polskiej. Jak się pani czuje jako artystka narodowa?
Kasia Nosowska: Byłam zaskoczona. Trzeba było iść do ministerstwa, a nie jestem obyta z takimi sytuacjami. Czułam się na salonach jak biedne dziecko w dziurawym buciku. A wokół wszyscy eleganccy. Gdyby wyróżnienie było za całokształt, miałabym problem, że coś się skończyło, ale dostałam nagrodę za 2010 rok, kiedy Hey zdobył sporo Fryderyków. Zamierzałam powiedzieć, że miałam szczęście spotkać utalentowanych ludzi, którzy mnie współtworzą. Ale nikt z laureatów nie mówił, więc i ja zrezygnowałam. Nisko się ukłoniłam i uciekłam do domu. Zobacz na Empik.rp.pl Czy nowa płyta "8", opowieść o kryzysie miłości z happy endem, to koncept album?
Nie miałam takiego planu. Płyta jest słowno-dźwiękową próbą opowiedzenia wrażeń i emocji towarzyszących mi w ciągu ostatnich dwóch lat. Rozmowy kulturalne - czytaj więcej Każdy facet, który usłyszy "Rozszczep", frazy "tysiąc blizn po pocałunkach" i "jedna rana, głęboka, kłuta" – poczuje się jak seksualna bestia. Śpiewam w pierwszej osobie, ale im jestem starsza, tym częściej zauważam, że moje spostrzeżenia są uniwersalne. Każdy człowiek przeżył sytuację, w której czuł się traktowany niedelikatnie. Piosenka jest tak mocna, że nikt w kraju nie będzie miał ochoty na seks. Niech życie do tego nie ogranicza się. Delikatność i uczucia platoniczne są równie ważne. Chce pani wydać swoje piosenki w poetyckim tomie? Nie. Jestem piosenkarką. Piszę teksty do piosenek. A jak? A w łóżku. To jedyne miejsce, gdzie mogę liczyć, że nikt nie będzie mi przeszkadzał, i mam wygodnie. Stawiam na szafce kawkę albo herbatkę. Używam wielu notesów, nie zapisuję kartek po kolei. Potrafię napisać jedno zdanie, potem je gubię, szukam w panice. Dlatego mam też przygotowany notesik do zapisania zalążków. Jak mi nie idzie – odpuszczam. Nie jestem typem, który wysiaduje. Jak ocenia pani piosenki piętnastoletni syn? Mówi, że są za smutne i nie rozumie ich, tak jak szkolnych lektur. Woli oldschoolowy rap – Tupaca i Public Enemy, bo tego słuchają jego idole-koszykarze z NBA. Sam też pisze teksty rapowe. Po angielsku. Piosenki z "8" są niesamowicie zinstrumentalizowane. To muzyka godna filharmonii. Poprosiłam Marcina Macuka, żeby zinterpretował dźwiękiem to, co napisałam. Zawsze byłam z nim zakolegowana, ale, rzeczywiście, tym razem wzbiliśmy się na jeszcze wyższy poziom porozumienia. Marcin, mężczyzna młodszy ode mnie, raczej w typie wesołka, wzruszył mnie swoją muzyką. Zdecydowaliśmy, że na koncertach musimy wykonywać cały album bez przerw. Starsze utwory zagramy później. Niestety, nie jesteśmy w stanie zaprosić muzyków, którzy grają na płycie na instrumentach smyczkowych. Chciałabym zrobić chociaż jeden koncert w formie spektaklu, ale to kwestia czasu i funduszy. Reklamodawcy przyjmą panią z otwartymi ramionami. Mnie? Nie sądzę, by komponenty, z jakich się składam, mogły zagwarantować sprzedaż jakiegokolwiek produktu. Ale też bym nie chciała. Można dorobić w telewizji. Dostałam propozycję jurorowania w jednym z show talentów. Odmówiłam. Nie czułabym się dobrze, decydując o czyimś: być albo nie być. Sama utrzymuję się w świecie muzycznym, nie mając niemal żadnej cechy z tych powszechnie uznawanych za niezbędne, by zaistnieć na scenie, zaskarbić sobie uwagę słuchaczy. Nie mnie odbierać ludziom prawo do marzeń. Mówiliśmy o poezji, a prozę życia pani zna? W samochodzie mam wózeczek, jak skończę udzielać wywiadów, jadę na zakupy. Będę gotowała obiad. Lubię prawdziwe warzywa, z bazarku. Marchewka nie może być modyfikowana. Powinna być trochę brudna i nieregularna. Śpiewa pani, że leży na Polsce. Wygodnie? Tak. Mój stosunek do kraju jest ciepły. Ale to ja decyduję o tym, na ile pozwolę Polsce zagnieździć się we mnie. Nie lubię pytania "co by pani zrobiła dla ojczyzny?". Może dużo, a może nic. Wolę rzucić się na pomoc konkretnemu człowiekowi. A najbardziej kocham język. Będzie pani głosować? Zastanawiam się. Czuję niepokój, gdy polityczne wiadomości wypływają z telewizora do stołowego pokoju. Polityka to taka sfera, gdzie nawet jak ktoś jest szlachetnym idealistą i chce coś zrobić dla ogółu, gdy dostanie się do koryta, ulega zainfekowaniu. Nie podoba mi się sposób, w jaki politycy do nas mówią. Jestem utopistką. Głęboko wierzę w sens bycia dobrym, we wpływanie na świat poprzez skrupulatną dbałość o szczegół życia człowieka, rodziny. Wierzę w dobre słowo. rozmawiał  Jacek Cieślak
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL