Nie wyjechał on na tor z transparentem. Nie wygłosił manifestu. Na kasku umieścił po prostu wizerunki rodaków – sportowców, którzy zginęli w wojnie z Rosją. Gest pamięci. Próba powiedzenia: „oni już nie wystartują”. I właśnie ten symbol uznano za naruszenie zasad.
Czy upamiętnienie poległych jest manifestacją polityczną?
Dla wielu decyzja o dyskwalifikacji, o której poinformował Międzynarodowy Komitet Olimpijski jest szokująca. W teorii chodzi o ochronę neutralności igrzysk. W praktyce coraz częściej wygląda to jak ochrona komfortu instytucji przed niewygodną rzeczywistością. Bo czy upamiętnienie poległych jest manifestacją polityczną? Czy twarze ludzi, którzy zginęli w wojnie, są propagandą? Oczywiście sport ma łączyć, a nie dzielić. Tyle że wojna nie znika tylko dlatego, że zawodnik zdejmie kask z czyimś wizerunkiem. Ona cały czas się toczy. Wymaganie od sportowca, by w imię neutralności odciął się od własnej tragedii narodowej, jest oczekiwaniem nie tyle apolityczności, ile emocjonalnej obojętności.
Czytaj więcej
Startujący w skeletonie Władysław Heraskewycz z Ukrainy został zdyskwalifikowany z igrzysk olimpi...
Ironia polega na tym, że ruch olimpijski chętnie odwołuje się do wartości: godności człowieka, solidarności, szacunku. Jednak gdy sportowiec próbuje nadać im twarz kolegi lub koleżanki, którzy nie wrócili z frontu, okazuje się, że to za dużo.
Rozdzielmy jednak emocje od prawa i ustalmy, czy na podstawie obowiązujących regulacji takie zachowanie MKOl było dopuszczalne.