W Montrealu dobrze wiedzą, czym mogą pachnieć igrzyska olimpijskie. Mogą mieć intensywny zapach dolarów, które wyciekają z budżetu i rozpływają się w tysiącach kieszeni, oraz długu, który potem trzeba spłacić.
Może wielu mieszkańców tej kanadyjskiej metropolii – patrząc na to, co stało się z ich miastem – chętnie cofnęłoby się w czasie, żeby zorganizować protest pod siedzibą premiera Pierre’a Trudeau i domagać się wycofania kandydatury. Za dwa tygodnie zabawy i zainteresowania milionów widzów mieszkańcy Quebecu otrzymali ogromny rachunek, który płacili przez następne 30 lat.