Wybory parlamentarne 2011

Billboardy tajne przez poufne

Paulina Piechna- -Więckiewicz kandyduje do Sejmu z trzeciego miejsca na liście SLD w Warszawie
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
SLD ufundował niektórym kandydatom plakaty, ale chce to ukryć
Kilka tysięcy billboardów w całym kraju wykupił SLD, by reklamować niektórych kandydatów na posłów. Według naszych informacji przypadły one w udziale startującym z pierwszych i drugich miejsc na listach, a czasami wsparto też tzw. trójki, np. w Warszawie, gdzie z trzeciego miejsca stratuje szefowa młodzieżówki Paulina Piechna-Więckiewicz. Nie byłoby w tym nic dziwnego (prawo na to pozwala), gdyby nie to, że i rzecznik partii Tomasz Kalita, i skarbnik Kazimierz Karolczak zaprzeczają, jakoby partia ufundowała miejsca reklamowe.
– Z funduszu centralnego nie finansujemy kampanii billboardowej – zapewniał w rozmowie z "Rz" Karolczak. – Każdy kandydat sam płaci za swoje billboardy. – Jak to nie wykupili billboardów, skoro wiszą i gołym okiem widać, że zamówiła je partia – śmieje się członek władz Sojuszu.
Z naszych informacji wynika np., że tam, gdzie billboardy rozdzielono między dwie osoby,  70 proc. z nich dostały osoby otwierające listy, a 30 proc. dwójki. Jednak – jak się okazało – okręg okręgowi nierówny. Dla Iwony Piątek, szefowej Partii Kobiet, jedynki na sieradzkiej liście SLD, to 70 proc. oznacza trzy billboardy. – Gdy spytałam, dlaczego tak mało, bo wiem, że na Śląsku osoby z drugich miejsc miały do dyspozycji ponad 20 billboardów, usłyszałam, że na naszym terenie tylko tyle udało się wykupić – powiedziała "Rz" Piątek. Nieco lepiej powiodło się<\p>Waldemarowi Witkowskiemu, przewodniczącemu Unii Pracy i numerowi jeden na liście SLD w Poznaniu. Jemu Sojusz ufundował kilkanaście billboardów. Marek Dyduch, były sekretarz generalny SLD, który startuje z drugiego miejsca w Wałbrzychu, dostał od partii pięć billboardów. Za to liczba plakatów z wizerunkiem szefa Sojuszu Grzegorza Napieralskiego, numeru jeden w Szczecinie, sięga – wedle lokalnej prasy – nawet setki. Dużo plakatów wykupiono też na Śląsku, skąd o mandat walczy Kazimierz Karolczak. – Te billboardy to starannie skrywana tajemnica – mówi "Rz" warszawski działacz SLD. – Poza kilkoma osobami nikt nie wie, ile ich wykupiono i wedle jakiego klucza rozdzielono. Zdaniem naszego rozmówcy najpewniej był to klucz "po uważaniu". – Ludzie Napieralskiego dostali duże wsparcie, a jego przeciwnicy symboliczne – mówi. – No i są tacy, którzy w ogóle musieli obejść się smakiem. I chyba z tego powodu całą sprawę trzyma się w tajemnicy, żeby nie było protestów.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL