Kultura

Świat to jedna całość

archiwum rodzinne
Rozmowa z Anną Grudzińską, etnolożką, orientalistką
Pani zdaniem różnorodność etniczna społeczeństwa jest bogactwem czy balastem?
Trudno mówić o różnorodności społecznej w kategoriach „dobra" czy „zła". Ona po prostu istnieje. To, z czym społeczeństwo ma problem – w efekcie między innymi historycznych procesów w kraju – to kwestia życia „z różnicą". Niezależnie od tego, o jakim aspekcie naszego życia społecznego mówimy, wszędzie pojawia się jakaś różnica, wynikająca np. z pluralizmu wartości, czyli odmiennych światopoglądów, przekonań. A my mamy problem, żeby taką różnicę zaakceptować. Nieważne, czy jest to kwestia przynależności etnicznej, czy na przykład przekonań politycznych. Tymczasem różnorodność społeczna jest nie tylko podstawą życia społecznego, ale także istotą demokracji. Czy Polacy, przez dekady społeczeństwo niemal monoetniczne, są gotowi, by zaakceptować przedstawicieli innych kultur, ras i religii w swoim najbliższym sąsiedztwie?
Podstawową sprawą jest reforma szkolnictwa. Żyjemy w świecie globalnym, w którym polskie, XIX-wieczne jeszcze ciągle, szkolnictwo bazujące na hierarchiczności, forsowaniu jednego, określonego światopoglądu nie zdaje egzaminu. Nie przygotowuje młodych ludzi do radzenia sobie z różnorodnością świata, z którą coraz częściej będą mieć do czynienia, także w życiu zawodowym. W wielu szkołach problemem jest deficyt demokracji, brak poczucia wspólnotowości, partnerstwa. Negocjacja, kompromis – wartości, które są istotą demokracji – znajdują w szkole miejsce jedynie w teoretycznym wykładzie, nie zaś w praktyce. To ma bezpośrednie przełożenie na sposób działania i myślenia młodych ludzi, dla których jedyną reakcją na odmienność może być jej odrzucenie. Nikt ich bowiem nie nauczył niczego innego. Działanie poprzez wykluczenie jest wszak standardem w naszym życiu publicznym. Ma pani pomysł, jak to zmienić? Następne pokolenia muszą być inaczej wychowywane, z innym spojrzeniem na świat. Muszą go widzieć jako jedną całość. Podejście do treści programowych musi się zmienić. Strajk dzieci z Wrześni być może jest ważnym tematem, ale trzeba go odnieść do jakichś współczesnych globalnych zjawisk. Tradycyjne lektury, owszem, ale nie wszystkie. Trzeba nauczyć młodzież krytycznego postrzegania świata, analizy, podważania dotychczasowo przyjętych rozwiązań. Rozwijać w niej ciekawość odmienności. Ostatnio na Podlasiu zdarzyło się wiele ksenofobicznych wybryków. Tak. Nie wiemy, czy był jeden sprawca, czy wielu. Czy jest to wynik działania zorganizowanej grupy, czy pojedynczych osób. Niezależnie od tego, jaka była ich bezpośrednia przyczyna, trzeba powiedzieć, że żyjemy w atmosferze przyzwolenia na tego rodzaju zachowania. W pewnym sensie są one normą. Nikt przecież nie protestuje, kiedy na murze pojawiają się antysemickie napisy, nikt nie reaguje, gdy za kolegą z Nigerii krzyczą na ulicy, że „czarno-biały może być tylko telewizor". Przemoc werbalna jest pierwszym krokiem do przemocy fizycznej. Po co dyskutować o poprawności politycznej, skoro nie możemy nawet oczekiwać przyzwoitości politycznej. Ba, w Polsce panuje wręcz moda na obrażanie się nawzajem. Jeśli spojrzeć na historię, to jednak zawsze wrogość wobec migrantów lub wszelkiej odmienności nasila się w okresach kryzysów dotykających wspólnot albo społeczności, np. kryzysów gospodarczych. Klasyczne pod tym względem jest zjawisko pogromów ludności żydowskiej – z reguły poszukiwano kozła ofiarnego. Podczas kryzysu, trudności, konfliktów trzeba wskazać winnego. Z pewnością migranci to dla polityków znakomity temat zastępczy, a populistyczne postulaty podsycają emocje i wzmagają problem. Politykowi łatwiej jest deportować Romów (jak we Francji), niż walczyć z efektami kryzysu rynków finansowych, bo w tym pierwszym przypadku efekt jest natychmiastowy i widoczny. Jest to jednak pseudopolityka i z pewnością może mieć tylko złe skutki. Myślę, że takie właśnie nieodpowiedzialne postawy liderów politycznych są jedną z przyczyn takich zachowań. Kolejnym powodem jest kryzys gospodarczy i atawistyczna reakcja na jego konsekwencje. W ramach festiwalu Inny Wymiar – Sąsiedzi odbędzie się dyskusja na temat wielokulturowości. Jakie tezy pani przedstawi? Odniosę się do kwestii definicji wielokulturowości, do własnych badań wykorzystujących teorię kapitału symbolicznego według Pierre'a Bourdieu. Myślę, że pozwala ona zrozumieć lepiej wiele zależności społecznych, nie tylko na poziomie różnic klasowych (do których się często odwołuje), ale także nierówności w przestrzeni publicznej, o której chce powiedzieć. —rozmawiała Agnieszka Usiarczyk Anna Grudzińska od 1999 r. zajmuje się problematyką mniejszości społecznych, etnicznych i narodowych oraz problemem kształtowania społeczeństwa różnorodnego w Polsce. Wykładała na Uniwersytecie Warszawskim i Uczelni Łazarskiego w ramach programu akredytowanego przez University of Wales na temat antropologii kulturowej i komunikacji międzykulturowej. Współzałożycielka Forum na rzecz Różnorodności Społecznej.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL