Wybory parlamentarne 2011

Kandydaci się reklamują, ale w koszty kampanii nie wliczą

ROL
Sprawozdania poselskie, reklamy firm – tak kandydaci omijają przepisy. PKW rozkłada ręce
Wyborców można kusić, jak się chce, ale wydać na to można tylko tyle, ile zakładają limity wpisane w kodeksie wyborczym.
Krajowe Biuro Wyborcze poinformowało, że w tym roku komitet, który zarejestrował kandydatów do Sejmu i Senatu we wszystkich okręgach, może wydać na kampanię 30 mln 612 tys. 295 zł. Komitet, który zarejestruje jednego kandydata w jednym okręgu (wybory do Senatu) – 55 tys. 102,13 zł.

Dla "jedynek" 40 tys., inni dostają mniej

O tym, ile dostanie konkretny kandydat, decydują komitety.
– Jedynka na liście do Sejmu może wydać ok. 40 tysięcy złotych. Kolejni kandydaci nieco mniej – informuje Witold Latusek, skarbnik PO w Małopolsce. PiS ustaliło podobne limity. Jak dowiedziała się "Rz", kandydat z miejsca nr 2 do Sejmu może wydać ok. 30 tys. zł. Jeden z kandydatów nr 3 w Małopolsce dostał limit 10 tys. zł. Startujący w wyborach wynajdują sposoby na promocję, której nie trzeba wliczać w koszty kampanii. Poseł Platformy Andrzej Gut-Mostowy, dwójka na nowosądeckiej liście partii do Sejmu, rozesłał do wyborców tysiące swoich sprawozdań z pracy poselskiej. – To nie kampania – zastrzega. – Nie można zabronić posłowi składania sprawozdań z pracy. Moje materiały nie mają logo partii – dodaje.

Firmy, fundacje, porady prawne

Z kolei startujący w Nowym Sączu do Senatu z listy PO Stanisław Hodorowicz, rektor Podhalańskiej Państwowej Szkoły Zawodowej, reklamuje na plakatach uczelnię. Twierdzi, że w wyższej szkole trwa rekrutacja, stąd reklama kierowana do przyszłych studentów. Własna firma w czasie kampanii też bywa pomocna. W Lublinie z szóstego miejsca na liście Platformy kandyduje Maciej Kulka, właściciel ośrodka szkolenia kierowców. Sztab regionalny partii przyznał mu 17 tys. zł na kampanię. Ale nawet część działaczy Platformy zauważa, że ten kandydat reklamuje się z wielkim rozmachem. – Na plakatach, balonach, autach pojawia się nazwisko Kulka – mówi "Rz" członek PO zaangażowany w promocję innego kandydata. Przedsiębiorca zaprasza na nich na kurs prawa jazdy czy na treningi drużyny piłkarskiej. – Mam zmienić nazwisko, schować samochody i zlikwidować firmę, skoro kandyduję? To absurd – odpowiada na takie zarzuty Kulka. – Insynuacje na temat rzekomego wykorzystywania firmowych pieniędzy na własną kampanię traktuję jak próby zdyskredytowania mnie. W Łodzi politycy już od lipca informowali z plakatów o dyżurach, o poradach prawnych i darmowym Internecie. Sławomir Worach z PiS rozliczał się z wykonywania mandatu z billboardu przy drodze. Poseł Jarosław Stolarczyk z PO wybrał plakaty przy torach tramwajowych. Oferuje bezpłatny Internet w imieniu swej fundacji. Z kolei Krzysztof Makowski z SLD z plakatu proponuje wspólne zmienianie Łodzi i pomoc w rozwiązaniu problemów. Gdańska posłanka PO Agnieszka Pomaska na banerach reklamowała porady prawne w swym biurze. Twierdziła, że rozważała sfinansowanie reklam z własnej kieszeni, ale prawnik poradził, by zapłaciła ze środków na utrzymanie biura. Gdy przed oficjalnym rozpoczęciem kampanii wyborczej poseł PO Łukasz Gibała szeroko reklamował "Kierunek Kraków" – kampanię społeczną, głos zabrała Państwowa Komisja Wyborcza. Uznała w lipcu, że akcja ma charakter wyborczy i powinna za nią zapłacić partia. A koszty kampanii oceniono na ok.  400 tys. zł. PKW stwierdziła wtedy, że działania parlamentarzysty PO "należy uznać za omijanie przepisów prawa". – Kampania ma charakter społeczny – bronił się Gibała.

PiS skarży do PKW, PO sprawdzi Gibałę

Poseł Gibała (miejsce 19. na liście PO do Sejmu w Krakowie) i teraz wydaje zadziwiająco dużo – twierdzą jego koledzy partyjni. Dostał tylko 1,5 tys. zł limitu na kampanię, a w mieście jest dużo jego plakatów, ulotek, a nawet wyborcza gazetka. PKW informuje, że kontroluje sprawozdania całego komitetu, a nie to, ile wydał każdy z kandydatów. Kampanią Gibały zainteresowały się same władze partii. Szef małopolskiej Platformy Obywatelskiej i jedynka na jej liście w Krakowie Ireneusz Raś zapowiedział, że wydatkami parlamentarzysty zajmie się krajowy pełnomocnik finansowy partii. Sposób, w jaki promują się teraz niektórzy kandydaci, nie podoba się ich konkurentom z innych partii. – Poseł Gut-Mostowy, osoba zamożna, próbuje obejść prawo – twierdzi lider listy PiS w okręgu nowosądecko-podhalańskim poseł Arkadiusz Mularczyk. Regionalny pełnomocnik partii Jarosława Kaczyńskiego poinformował o plakatach i o sprawozdaniach Guta-Mostowego PKW. – To nie ten adres. Nie zajmujemy stanowiska. Jeśli istnieje podejrzenie łamania prawa, trzeba zawiadamiać prokuraturę – mówi jednak "Rz" Maria Zięba, dyrektor delegatury PKW w Nowym Sączu. – Jestem zdumiony postawą Państwowej Komisji Wyborczej. To ona powinna zajmować się takimi sprawami – mówi Mularczyk. – Materiałem wyborczym jest wszystko, co służy uzyskaniu wyniku wyborczego  – ocenia dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.  – Zatem niektóre z akcji reklamowych kandydatów to ukryte finansowanie kampanii. PKW powinna w takich wypadkach reagować – wyjaśniać, a nawet sama występować do prokuratury. A kandydat, który chce w parlamencie tworzyć prawo, tymczasem już podczas kampanii wyborczej je obchodzi, sam siebie dyskwalifikuje.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL