Edukacja

Reforma oświaty może się wydłużyć - zakłada MEN

Minister edukacji Katarzyna Hall ogłosiła, że być może tylko część sześciolatków będzie musiała pójść do szkoły w 2012 r. Na zdjęcu inauguracja roku szkolnego w Sopocie
Fotorzepa, Piotr Wittman Piotr Wittman
Najpierw przedszkola, teraz sześciolatki. PO ma problem z reformą. MEN zakłada, że może się ona wydłużyć
Minister edukacji narodowej w swoim blogu poinformowała, że w bieżącym roku do szkół poszło tylko 23,6 proc. uprawnionych do tego sześciolatków. "Dlatego, jeśli po otrzymaniu pełnych danych w listopadzie z Systemu Informacji Oświatowej potwierdzą się te wstępnie zebrane liczby, uważam, że warto rozważyć rozłożenie obowiązku na dwa lata" – napisała Katarzyna Hall.
Przedstawiła też propozycję: w roku szkolnym 2012/2013 obowiązek szkolny objąłby "dzieci urodzone w 2005 roku i sześciolatki urodzone do końca sierpnia 2006 roku, zaś rodzice dzieci urodzonych od września 2006 roku mieli wybór. W roku szkolnym 2013/2014 obowiązek szkolny niech obejmuje już wszystkie sześciolatki urodzone w roku 2007 i od września 2006 roku". Swój wpis umieściła po sejmowej debacie nad  obywatelskim projektem ustawy zakładającym m.in. wycofanie obowiązku szkolnego obejmującego sześciolatki. Taki projekt w Sejmie złożyli Karolina i Tomasz Elbanowscy ze Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców. Podpisało się pod nim ok. 340 tys. osób.
Podczas debaty rządowej reformy bronili tylko posłowie PO. Ostatecznie jednak wszystkie kluby opowiedziały się za skierowaniem obywatelskiej noweli do dalszych prac w komisjach. W przypadku projektów obywatelskich nie obowiązuje zasada dyskontynuacji, co oznacza, że sprawą zajmie się Sejm kolejnej kadencji.

Zmiana planów?

"Po debacie nad obywatelskim projektem – pani Elbanowskiej, tak jak i mnie, chodzi o dobro dzieci" – oświadczyła minister Hall na Twitterze. Skąd ta nagła zmiana planów? – To efekt analizy danych, jakie otrzymaliśmy z samorządów. Nie wszystkie skorzystały z możliwości dofinansowana szkół. Jeżeli ostatecznie te dane się potwierdzą, pani minister rozważy jego rozłożenie w czasie – tłumaczy "Rz" Grzegorz Żurawski, rzecznik MEN. Czy minister Hall konsultowała swoją propozycję z premierem Donaldem Tuskiem? – Domyślam się, że musiała to z nim ustalić – twierdzi nasz informator, osoba z bliskiego otoczenia szefa rządu. W ocenie politologa dr. Macieja Drzonka to działanie z myślą o październikowych wyborach. – W końcówce kampanii PO znalazła się w impasie. Popełnia błędy, w dodatku jest mocno krytykowana za zaniedbania w ważnych sprawach społecznych, dotyczących sytuacji rodzin – mówi. – A ta propozycja Hall pozwoli przykryć katastrofalne dane GUS.

Przedszkola zabójcze dla PO?

"Dziennik Gazeta Prawna" opisał dane Głównego Urzędu Statystycznego, według których w I półroczu tego roku odnotowaliśmy, po raz pierwszy od sześciu lat, ujemny przyrost naturalny: do czerwca urodziło się 192,2 tys. dzieci, umarło zaś 194,2 tys. osób. Odniósł się do tego Grzegorz Napieralski, lider SLD. – Dziś młodzi ludzie, którzy pragną mieć dzieci, boją się tego, bo codzienne życie jest coraz droższe – zarzucił rządowi. Wytknął również, że Polaków nie stać na przedszkola dla dzieci. Tymczasem w 2010 r. Sejm głosami wszystkich partii przyjął nowelizację ustawy o systemie oświaty, która dała przedszkolom możliwość nałożenia opłat za wyżywienie i opiekę nad dziećmi za czas przekraczający pięć godzin. W efekcie czesne w większości placówek od września znacznie wzrosło. W czwartek PiS chciał, by Sejm jeszcze podczas tego posiedzenia zajął się przygotowaną przez tę partię nowelizacją zwiększającą czas bezpłatnego pobytu w przedszkolu do dziesięciu godzin. – Wszyscy popełniliśmy błąd, wszyscy go naprawmy – mówił Jarosław Kaczyński. Jednak na wprowadzenie projektu do porządku obrad nie zgodził się marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna (PO). – Nie może być rozpatrzony, ponieważ w uzasadnieniu brakuje określenia skutków finansowych – poinformował. "Co Kaczyński zrobił dla dzietności" – ironizował na  Twitterze Sławomir Nowak (PO), prezydencki minister. Zdaniem ekspertów tematy społeczne mogą zdominować finisz kampanii, a opozycja może wykorzystać je, by punktować rząd. – To są sprawy obchodzące ludzi, a PO w tej dziedzinie nie może pochwalić się sukcesami – uważa dr Jacek Kloczkowski, politolog. – PO może oczywiście pójść w kierunku takiego wyśmiewania, jak zaprezentował Nowak – mówi dr Drzonek. I<\!p>zaznacza, że wiele rodzin wielodzietnych pamięta, że to rząd PiS wprowadził becikowe i ulgi dla rodzin z dziećmi.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL