fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Chcemy mieć w grupie mocnych rywali

Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Rafał Murawski. Rozmowa z piłkarzem Lecha Poznań, strzelcem pierwszej bramki w meczu z Serbią
Rz: Po doskonałym występie przeciwko Serbom czuje się pan kolejnym odkryciem Leo Beenhakkera?
Rafał Murawski: Na zgrupowaniu reprezentacji Polski byłem nie pierwszy raz, debiutowałem też dużo wcześniej i chyba kibice zdążyli już się przyzwyczaić do mojej obecności w drużynie. Poza tym nazywanie odkryciem kogoś, kto nieźle wypadł w jednym meczu, to duża przesada. Dziękuję trenerowi, że dostałem szansę i mogłem sprawdzić się w meczu o punkty z bardzo trudnym rywalem. Wystąpiłem na innej pozycji niż w klubie, trochę musiałem się tego uczyć w trakcie gry, ale przede wszystkim realizowałem założenia Beenhakkera. Nie dokonałem niczego wielkiego. Czego zabrakło, by mecz zakończył się zwycięstwem?
Zadecydowały dwie, trzy minuty, kiedy pozwoliliśmy wybić się z rytmu, zepchnąć na własną połowę. Serbowie nie mieli nic do stracenia. Nie mieli także przed kim się wstydzić, bo ich kibice nie przyszli na stadion, ale chyba głupio im było, że poddają się bez walki. W końcówce zrobiło się gorąco, gra się bardzo zaostrzyła. Szkoda, że do tego dopuściliśmy, bo prowadząc 2:0, mogliśmy zdobyć koleje gole i byłoby po meczu. Moim zdaniem zabrakło przede wszystkim sił. A trener Bogusław Kaczmarek mówił, że pokazaliście doskonałe przygotowanie kondycyjne... Pokazaliśmy, dlatego że daliśmy z siebie wszystko już po czterech dniach od meczu z Belgią, który był wyczerpujący pod każdym względem, również z powodu ciążącej na nas presji. W Belgradzie okazało się, że będziemy grać nie na boisku piłkarskim, tylko w błocie. Stan nawierzchni na stadionie Crvenej Zvezdy był dramatyczny. Nogi zapadały się po kostki. Aż zatęskniłem za trawą na boisku Lecha Poznań. Jak to możliwe, że mecz odwrócił się tak nagle i dwa gole padły w odstępie trzech minut? Do momentu utraty pierwszej bramki graliśmy bardzo dobrze, mimo że pierwszy raz w takim zestawieniu. Pokazaliśmy kilka ciekawych akcji. Później Serbowie dowiedzieli się od kogoś z ławki rezerwowych, jaki jest wynik meczu Portugalii z Finlandią, i zaczęli o tym rozmawiać między sobą. Do nas też mówili, każdy zawodnik znał jednak inny rezultat i nie bardzo wiem, o co im chodziło. Prowadzili jakąś grę psychologiczną? Widać było, że to ich nakręca, że zaczynają lepiej grać. Wyjściowy skład reprezentacji Polski był dla pana zaskoczeniem? Zaskoczeniem było dla mnie to, że zagrałem w ostatnich dwóch meczach. Przyjeżdżałem przecież na zgrupowanie do Wronek w ostatniej chwili, bo Dariusz Dudka leczy kontuzję. Owszem, starałem się pokazać Beenhakkerowi, że śmiało może na mnie stawiać, jednak nie wiedziałem, że będę tak przekonujący... Kiedy widzę, że moja praca jest doceniana, czuję się podwójnie zmobilizowany. A to, że Jakub Wawrzyniak jest lewym obrońcą, a zagrał w drugiej linii? Moim zdaniem taki wariant jest możliwy do powtórzenia w przyszłości, bo w Belgradzie się sprawdził. Piłkarze ufają trenerowi, skoro on widzi kogoś na innej pozycji niż w klubie, to przecież nie dlatego, że chce mu zrobić na złość. A poza tym w tej kadrze nie ma statystów, każdy przydaje się w odpowiednim momencie. Ta dodatkowa mobilizacja spowodowała, że z taką swobodą strzelił pan pierwszego gola? Zrobiłem to z taką łatwością jak Ebi Smolarek, ale on jest napastnikiem europejskiej klasy, więc nie będę się z nim nawet porównywał. A tak poważnie: po takim podaniu, jakie otrzymałem od Mariusza Lewandowskiego, strzeliłby każdy. Zagraliśmy tak, jakbyśmy w tym samym klubie trenowali od kilku lat. Udanie zastąpił pan Radosława Sobolewskiego, który zrezygnował z występów w kadrze. Czuje się pan już pewnym kandydatem do wyjazdu na mistrzostwa Europy? Sobolewskiego będzie nam bardzo brakować. Kiedy mówił o swojej decyzji, myślałem, że żartuje. Do sobotniego ranka, kiedy Beenhakker ogłosił skład, nie wierzyłem, że to wszystko jest prawdą. Radka trudno zastąpić, bo on zawsze dawał z siebie wszystko, nie cofał nogi. To piłkarz z charakterem. A pewnym kandydatem na pewno się nie czuję. W tej reprezentacji jeden dobry mecz nie wystarcza. Wygraliśmy bardzo silną grupę, pokonaliśmy Portugalię, jednak żaden z zawodników nie może w ciemno zakładać, że pojedzie na turniej finałowy. Wszystko zależy od dyspozycji w czerwcu, od tego, w jakich będziemy klubach i czy będziemy grać. Ma pan jakieś drużyny, z którymi chciałby się zmierzyć na Euro, a może kogoś uniknąć? Fajnie byłoby, gdyby los przydzielił nam mocną drużynę, którąś ze ścisłej czołówki. Można sprawić niespodziankę ogrywając faworytów. A w przypadku porażki – zawsze lepiej spaść z wysokiego konia.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA