fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Rosja nie uwierzyła NATO

Polski minister obrony Bogdan Klich i amerykański sekretarz obrony Robert M. Gates
AFP
Sojusz, nie oglądając się na Moskwę, zabiera się do budowy tarczy przeciwrakietowej
Pierwsze od czasu wojny w Gruzji w 2008 roku spotkanie ministrów obrony NATO i Rosji nie przełamało impasu w sprawie tarczy antyrakietowej. Rosjanie w dalszym ciągu obstają przy budowie wspólnego systemu, w którym odpowiadaliby za ochronę Europy Środkowo-Wschodniej.
– NATO tej wizji nie akceptuje. Uważamy, że muszą powstać dwa autonomiczne systemy, które powinny ze sobą współpracować tam, gdzie jest to korzystne, na przykład w wymianie informacji o zagrożeniach. Każdy więc został przy swoim stanowisku – powiedział "Rz" polski minister obrony Bogdan Klich.

Sojusz zatwierdza plan

NATO podjęło decyzję o budowie wspólnej tarczy antyrakietowej na szczycie w Lizbonie w 2010 roku i zaprosiło do współpracy Rosję. Prezydent Dmitrij Miedwiediew zaproponował podzielenie się odpowiedzialnością za obronę terytorium Europy.
– Sojusz ma obowiązek ochraniać każdy kraj członkowski, jest zatem niedopuszczalne, by NATO oddało komuś obronę swojego terytorium – podkreślał w Brukseli sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen.
Sojusz ma nadzieję, że Moskwa będzie bardziej skłonna do rozmów na szczycie NATO w USA na początku 2012 roku. Wtedy dojdzie do kolejnego spotkania przywódców państw
NATO z prezydentem Rosji. Ale ministrowie obrony uznali, że nie ma co zwlekać z budową wspólnego systemu obrony, bo zagrożenie ze strony Iranu staje się coraz bardziej realne. Dlatego zatwierdzili w Brukseli harmonogram budowy tarczy. Do tej pory jedyne konkretne zapowiedzi w tej sprawie padały ze strony Amerykanów, którzy do natowskiego projektu wnoszą system zaproponowany we wrześniu 2009 roku przez prezydenta Baracka Obamę. Ma się on składać z czterech faz, które będą realizowane do 2020 roku. Ich częścią mają być m.in. bazy w Rumunii i Polsce.
– Nie sądzę, aby Rosja zmieniła zdanie w sprawie tarczy. Zarówno propozycja przyznania jej odpowiedzialności za obronę krajów NATO w pobliżu jej granic, jak i prawne gwarancje, że tarcza nie zagrozi jej rakietom, zostały stanowczo odrzucone przez NATO. Moim zdaniem to kończy dyskusję. Zmieniając zdanie, Kreml straciłby twarz, a to raczej nie wchodzi w grę – mówi "Rz" rosyjski ekspert Fiodor Łukianow.

Czy kupimy patrioty?

Polskim wkładem w tarczę może być zmodernizowany system obrony powietrznej. Władze nie podjęły jeszcze decyzji, czy go budować, opierając się na rodzimych firmach czy gotowym uzbrojeniu kupionym za granicą. Kilka miesięcy temu Niemcy zaproponowali polskiej armii odsprzedanie 12 używanych baterii Patriot PAC2. Wczoraj szef polskiego MON rozmawiał po raz pierwszy o ofercie z nowym ministrem obrony Niemiec Thomasem de Maizierem.
– Niemcy podtrzymali propozycję. Nie znamy jeszcze wielu szczegółów, w tym ceny, więc nie zdecydowaliśmy jeszcze, czy dokonamy zakupu – podkreśla minister Klich.
Polsce zależy nie tylko na atrakcyjnej cenie, ale też na jak najnowszej technologii. Z informacji "Rz" wynika, że Niemcy mogą we własnym zakresie zmodernizować wyrzutnie PAC2 do poziomu PAC3.

Cięcia omijają Polskę

Spotkanie ministrów obrony zapowiadało się wyjątkowo burzliwie. Już podczas listopadowego szczytu sojuszu w Lizbonie Anders Fogh Rasmussen zapowiedział znaczne oszczędności. Zdecydowano się jednak nie ogłaszać szczegółów, bo jedno z dowództw przeznaczonych do likwidacji znajduje się w Lizbonie, co postawiłoby gospodarzy szczytu w niezręcznej sytuacji.
Przez kilka miesięcy pracowano nad kompromisem i wczoraj udało się go zatwierdzić. Z 11 dowództw pozostanie tylko siedem. Zniknie wiele natowskich agencji. Najbardziej ucierpią Niemcy, Hiszpania, Portugalia, Włochy i Grecja. Liczba etatów zmniejszy się z 13 tys. do około 8,8 tys. Na otarcie łez w niektórych krajach powstaną mobilne dowództwa.
Dzięki temu, że dowództwa będą zdolne do przenoszenia się w pobliże rejonów konfliktu, sojusz będzie mógł skuteczniej prowadzić działania poza swoim terytorium, takie jak misja w Afganistanie czy Libii.
Polska nie ucierpi na zmianach. – Na tle tak głębokich zmian Polsce udało się utrzymać stan posiadania. Pozostaje centrum szkolenia sił połączonych w Bydgoszczy. Otrzymaliśmy też kolejne potwierdzenie, że w Bydgoszczy powstanie również batalion łączności – wylicza minister Klich.
Ucieszyło to nie tylko Polskę, ale także przedstawicieli innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej zainteresowanych zwiększaniem zaangażowania sojuszu w regionie.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora w.lorenz@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA