fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Wykluczeni z jednego złożą ofertę w innym przetargu

Po ostatniej nowelizacji przepisów urzędnicy będą mieli jeszcze mniejszą motywację, by kierować do sądu sprawy przeciwko nierzetelnym firmom
Gdyby zamawiający kierowali pozwy przeciwko nierzetelnym wykonawcom, nie byłoby potrzeby zmieniać prawa zamówień publicznych. Ze względu na to, że zamawiający nie wykonywali tego obowiązku, niespełna miesiąc temu przepisy zostały zmienione. Zgodnie z najnowszą nowelizacją zamawiający wyklucza z przetargu nie tylko firmy wpisane na czarną listę, ale także te, które wcześniej realizowały dla niego zamówienie i się z niego należycie nie wywiązały.

Podrzucanie kukułczego jaja

Głównym powodem dodania nowego przepisu były kłopoty na budowie autostrady A1. Alpine Bau, spółka, z którą rozwiązano umowę z powodu opóźnień, wystartowała w przetargu na dokończenie prac i wygrała go. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad musiała zawrzeć z nią nową umowę.
Po zmianie prawa nie doszłoby do tego. Zamawiający, u którego firma raz wykaże się nierzetelnością, będzie wykluczał ją z przetargów przez kolejne trzy lata.
– Tyle że regulacja ta sprawi, iż przepisy o czarnej liście staną się już całkowicie martwe. Skoro teraz zamawiający może już bez wyroku sądowego wykluczać firmę, którą uzna za nierzetelną, to nie będzie miał żadnej motywacji, by kierować sprawę do sądu – przewiduje Piotr Wołejko, ekspert Pracodawców RP.
Efekt będzie taki, że chociaż zamawiający, u którego przedsiębiorca pokazał się wcześniej ze złej strony, wykluczy go z przetargu, to inni zamawiający nie będą już mogli tego zrobić.
– Dzieje się tak zresztą od dawna. Zamawiający dogaduje się z przedsiębiorcą, który nawalił, że jeśli nie pojawi się w organizowanych przez niego przetargach, to nie odda sprawy do sądu. W ten sposób jedni urzędnicy podrzucają drugim to kukułcze jajo – mówi pragnący zachować anonimowość praktyk.
Jednym z powodów, dla których zamawiający tak rzadko oddają sprawy przeciwko nierzetelnym firmom, może też być zawyżanie kar umownych.

Rezygnacja albo triki

Urzędnik wie, że firma i tak zapłaci tyle, ile się jej naliczy, bo będzie się bała zakwestionować wysokość kar przed sądem. Nawet gdyby wygrała sprawę i sąd obniżyłby wysokość kary dokładnie o tyle, ile chciałaby firma, to jednocześnie stwierdziłby nienależyte wykonanie jakiegoś fragmentu zlecenia i zaistnienie szkody. A to oznaczałoby, że wygrana w sądzie sprawa o wysokość kary kończyłaby się trzyletnim zakazem startu w przetargach. Nawet drobne potknięcie w wykonaniu zlecenia oznacza bowiem wpis na czarną listę. Nie ma znaczenia, że np. szkoda wyniosła tylko kilka tysięcy złotych przy inwestycji liczonej w setkach milionów. W takiej sytuacji przedsiębiorca zazwyczaj woli zacisnąć zęby i płacić zawyżone kary. Zwłaszcza jeśli zamówienia publiczne stanowią główne źródło jego dochodów.
– Firmy, które decydują się szukać sprawiedliwości przed sądem, zmuszone są stosować triki, by ustrzec się przed ryzykiem eliminacji z rynku. Jeśli przegrają sprawę w I instancji, wnoszą apelację, ale tylko po to, by od razu wycofać powództwo i zrzec się roszczeń, a wówczas całe postępowanie jest umarzane i nie ma prawomocnego wyroku, który oznaczałby wpis na czarną listę – mówi Tomasz Skoczyński, partner w kancelarii Skoczyński Wachowiak Strykowski.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora s.wikariak@rp.pl
Opinia:
Włodzimierz Dzierżanowski, prezes zarządu Grupy Doradczej Sienna
Po prawie trzech latach obowiązywania można już powiedzieć, że przepis o wykluczaniu firm, których nienależyte wykonanie zamówienia potwierdzi prawomocny wyrok sądowy, okazał się nieskuteczny. Nie wiem, czy w tej sytuacji nie należałoby rozważyć powrotu do rozwiązania sprzed 2008 r. Zgodnie z nim zamawiający wykluczał firmy na podstawie dowolnych dowodów świadczących o ich nierzetelności. Jeśli wiedział, że przedsiębiorca startujący w przetargu wyrządził szkodę, nie wykonując zamówienia lub wykonując je nienależycie, to eliminował go z przetargu. Przepis ten oczywiście też nie był doskonały, ale chyba jednak dawał większe szanse na reakcję. Już chociażby z informacji prasowych zamawiający mógł się dowiedzieć o tym, że dana firma nie podołała jakiejś inwestycji.
 
Czytaj również:
Zobacz serwis:
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA