Reklama

Kuba na krawędzi. Reżim liczy na Iran, ale może sprowokować Trumpa

Reżim w Hawanie gra na czas. Liczy, że irański konflikt ostatecznie odciągnie uwagę Donalda Trumpa od wyspy. Ale może być dokładnie odwrotnie.
Kubański mechanik Juan Carlos Pino jedzie główną ulicą miasta Aguacate swoim zmodyfikowanym Fiatem 1

Kubański mechanik Juan Carlos Pino jedzie główną ulicą miasta Aguacate swoim zmodyfikowanym Fiatem 126, wyprodukowanym w Polsce w 1980 roku, przystosowanym do jazdy na węglu drzewnym, który jest tańszą i bardziej powszechną alternatywą dla benzyny

Foto: REUTERS/Norlys Perez

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaka jest obecna strategia reżimu kubańskiego w obliczu międzynarodowej sytuacji politycznej?
  • Dlaczego aparat władzy na Kubie wykazuje szczególną odporność na zewnętrzne naciski w porównaniu do innych państw regionu?
  • Jakie reformy gospodarcze zostały ogłoszone w Hawanie i jaki jest ich historyczny kontekst oraz potencjalny zasięg?
  • W jaki sposób amerykańscy dyplomaci oceniają zapowiedziane zmiany i jakie są ich oczekiwania wobec Kuby?
  • Co stanowi o obecnej złożoności stosunków kubańsko-amerykańskich oraz przyczynach krytycznej sytuacji gospodarczej wyspy?
  • Czy ostatnie wydarzenia społeczne na Kubie wskazują na narastające niezadowolenie i jakie konsekwencje mogą z tego wyniknąć?

– Se tronco el domino (domino zostało złamane) – mówi „Rzeczpospolitej” dramaturg Yunio Garcia Aguilera, który trzy lata temu musiał uciec z Kuby przed represjami reżimu i zamieszkał w Madrycie. Chodzi o wyrażenie, które mówi, że gra się skończyła. 

Trump chciał powtórzyć na wyspie wariant wenezuelski: zamienić bezwzględnego prezydenta Miguela Díaz-Canela na kogoś bardziej skłonnego do współpracy z Waszyngtonem. Na początku tego tygodnia „New York Times” nawet napisał, że decyzję o likwidacji kubańskiego przywódcy podjął już Marco Rubio. Ale sekretarz stanu uznał na komunikatorze X, że wiadomość jest fałszywa. Powtórzenie operacji Maduro musi zaczekać.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Iran obnażył Trumpa. Dymisja Kenta pokazuje skalę błędu Białego Domu

Bo też Kuba to nie Wenezuela. Tu aparat władzy trzyma się znacznie mocniej.

Reklama
Reklama

– Część reżimu jest równie fanatyczna, jak irańscy ajatollahowie. Żywy jest tu kult zmarłego Fidela Castro. Kubańska wersja męczeństwa. Trudno jest znaleźć kogoś takiego, jak Delcy Rodríguez (wiceprezydent Wenezueli, która poszła na współpracę z Trumpem). Ludzie aparatu podejrzliwie podchodzą do wszelkich kontaktów z Amerykanami. Obawiają się, że to jest pułapka szykowana przez służby bezpieczeństwa. Skazanie pod koniec zeszłego roku byłego wicepremiera i ministra gospodarki Alejandro Gil Fernandeza na dożywocie pod zarzutem szpiegostwa i zdrady jest uważane za sygnał tego, co może się zdarzyć każdemu, kto zdecyduje się współpracować z USA – mówi Yunio Garcia Aguilera. Jego zdaniem nie przez przypadek negocjacje z Waszyngtonem w sprawie warunków ewentualnego zniesienia blokady dostaw ropy prowadzi wnuk brata Fidela Castro, Guillermo Castro. Nawet Miguel Díaz-Canel okazał się najwidoczniej w tym kontekście zbyt mało pewny. 

Reżim wyklucza zmianę systemu politycznego

W poniedziałek władze w Hawanie ogłosiły poważne reformy. Dają one możliwość inwestowania na wyspie kubańskim imigrantom. Mogliby angażować się w bankowość, turystykę, rolnictwo. Pozwolono by im także na zakładanie tu firm. Dostęp do systemu finansowego mieliby też sami Kubańczycy. Potencjalnie to jest rewolucja. Od kiedy w 1959 r. Fidel Castro ustanowił reżim komunistyczny, nigdy czegoś podobnego nie widziano.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Fidel Castro - inny komunista niż wszyscy

Jednak Rubio uznał to za niewystarczające. Jego zdaniem gospodarka Kuby całkowicie padła. Wymaga więc zmian radykalnych. A te proponowane zdaniem sekretarza stanu nimi nie są. 

Kubański reżim wielokrotnie pozornie stawiał na kompromis z Ameryką, byle zerwać obowiązujące od 1962 embargo na handel z wyspą. Tak było choćby za czasów Baracka Obamy, który nawet przyjechał z wizytą do Hawany w marcu 2016 r. A także później, już za czasów Joe Bidena. W obu przypadkach do żadnych reform ostatecznie jednak nie doszło. Także i tym razem, aby zapowiedzi przełożyły się na realne zmiany, potrzebne byłyby gwarancje, że pieniądze, które zostaną przez diasporę kubańską zainwestowane, nie zostaną ostatecznie przejęte przez reżim. Ale to wymagałoby zmiany całego systemu politycznego, co Miguel Díaz-Canel jednoznacznie wykluczył.

Czytaj więcej

Giełdy krwawią, benzyna drożeje. Amerykanie wystawiają Trumpowi rachunek za wojnę
Reklama
Reklama

– Sprawa Kuby nigdy nie była konfliktem między Hawaną a Waszyngtonem, tylko między komunistami kubańskimi a diasporą. Pierwsi uzyskali poparcie Moskwy, drudzy USA. To, co czyni obecną sytuację szczególną, to z jednej strony tragiczna sytuacja gospodarcza, w jakiej znalazła się Kuba. A z drugiej to, że szefem amerykańskiej dyplomacji został syn kubańskich imigrantów, który był wychowany w nienawiści do reżimu w Hawanie – mówi Yunio Garcia Aguilera. 

Bunt ludności jest coraz bardziej realny

Porwanie przez Amerykanów w styczniu prezydenta Nicolasa Maduro spowodowało, że od Kuby odciął się jej dotychczasowy główny sojusznik, Wenezuela. Ustały w szczególności dostawy taniej ropy. Z tego powodu w poniedziałek doszło do całkowitego zaciemnienia Kuby (we wtorek przywrócono dostawy elektryczności). Z braku paliwa lotniczego padła zagraniczna turystyka, jeden z ostatnich działających sektorów gospodarki. Władze zaczęły więc powracać do planu wprowadzonego w 1993 r. po rozpadzie Związku Radzieckiego: bezwzględnego oporu.

– Reżim chce zyskać na czasie. Liczy, że irańska katastrofa coraz bardziej wciągnie Stany Zjednoczone i odwróci uwagę od Kuby – sądzi Yunio Garcia Aguilera. Ale przyznaje, że może okazać się dokładnie odwrotnie: Trump będzie chciał choć po części zmyć kompromitację na Bliskim Wschodzie sukcesem na Kubie. 

Tylko jakim sukcesem? Donald Trump powiedział w tym tygodniu, że będzie „miał honor przejąć Kubę”. Ale co to znaczy, nie sprecyzował. Oświadczył jednak, że reżim na wyspie jest w tej chwili tak słaby, że „może z nim zrobić, co chce”. 

O tym, co się teraz stanie, wcale nie musi jednak zdecydować Biały Dom. 13 marca w 70-tysięcznym mieście Moron w centrum wyspy zdesperowani tragiczną sytuacją gospodarczą ludzie zaatakowali lokalną siedzibę partii komunistycznej, podobnie jak sklepy, w których płaci się w dolarach. Władze odpowiedziały strzałami. Został ranny młody chłopak. Na Kubie to sytuacja wyjątkowa. Świadczy o tym, że Kubańczycy doszli do kresu wytrzymałości. Dlatego, uważa Yunio Garcia Aguilera, nie da się teraz wykluczyć powszechnego buntu. Ale też równie brutalnych represji jak te, jakie niedawno przeprowadził reżim irański. A więc utopienia buntu we krwi. Jak wówczas zareagowałaby Ameryka? – zastanawia się dramaturg, którego syn wciąż mieszka na wyspie.

Kuba

Kuba

Foto: PAP

Reklama
Reklama

27 listopada 2020 r. Yunio Garcia Aguilera po jednym z przedstawień przyłączył się do śpiewania „basta ya” (już wystarczy). Zażądał wraz z innymi artystami rozmów z władzami w sprawie większej wolności słowa. Reżim tak długo go po tym prześladował, że musiał w końcu zdecydować się na emigrację do Hiszpanii. Ale władze królestwa, które ma poważne interesy gospodarcze na wyspie, niekoniecznie traktują poważnie postulaty kubańskiej diaspory. 

– Na Kubie nie działa już nic. Młodzi wyjechali, nie ma komu postawić na nogi gospodarki. Infrastruktura przemysłowa, budynki mieszkalne – wszystko jest w ruinie. Ludzie nie widzą już światełka w tunelu, niczego, co by im dawało nadzieję na lepszą przyszłość – podkreśla. 

Polityka
J. D. Vance wybiera się na Węgry z misją wsparcia dla Viktora Orbána
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Polityka
Niezidentyfikowane drony nad bazą, gdzie mieszkają Marco Rubio i Pete Hegseth
Polityka
Władimir Putin jak Józef Stalin. Walczy z „nazistami”, kłamie o Katyniu
Polityka
Trump grozi przejęciem Kuby. Hawana ostrzega przed „niezachwianym oporem”
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama