Historia

Pod dachem z królewską nałożnicą

Rzeczpospolita
Rozczarowana do życia Anna wróciła na Mazowsze, by samotnie zamieszkać w zamku warszawskim. Straciła nadzieję na małżeństwo i zajęła się gospodarowaniem w swych dobrach.
Wykańczała rozpoczęte jeszcze przez Bonę prace budowlane w Ujazdowie. Urządzała ogród i zajęła się hodowlą drzew owocowych, z czego była niezwykle dumna. Żyjąc w samotności, stawała się coraz bardziej nie do zniesienia. Spędzała czas na modlitwach, haftowaniu i pisaniu pełnych miłości listów do ukochanych sióstr. To właśnie siostra Zofia była inicjatorką kolejnej próby matrymonialnej. Dla cztedziestopięcioletniej Anny wynalazła kandydata o przeszło dwadzieścia lat młodszego. Był nim Eberhard, syn księcia wirtemberskiego. Pech jednak ciążył nad Anną. Kiedy wszystko wydawało się zmierzać do szczęśliwego finału, wybranek nagle zmarł.
Anna dziwaczała, odsunęła się od ludzi, podupadała na zdrowiu. Z letargu wyrwało ją przybycie brata. Jego obecność zaburzyła spokój. Co więcej, wrażliwy na niewieście wdzięki wykradł jedną z dworek siostry, Annę Zajączkowską, i uczynił ją swą nałożnicą. Następnie w zamkowych komnatach zamieszkała Barbara Giżanka, która wkrótce urodziła królowi córkę. Tego nie mogła znieść bogobojna Anna. Dochodziło do kłótni między rodzeństwem, którego efektem było zerwanie między nimi kontaktów. Królewna z zaciśniętymi zębami relacjonowała siostrze Zofii o upokorzeniach, afrontach i o córce Giżanki. Król wreszcie opuścił Warszawę i udał się do Knyszyna. Na pożegnanie Anna otrzymała od niego spisany testament. To było ich ostatnie spotkanie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL