fbTrack

Literatura

Jak Sowieci zagłodzili Besarabię?

Besarabii nie ma od 70 lat. W 1940 r. została zajęta przez Armię Czerwoną i włączona do ZSRR, a po rozpadzie tego tworu różne jej części znalazły się w rozmaitych państwach, np. opisywane przez Mitrofanowa okolice Izmaiłu i Kilii – na Ukrainie
 
Właśnie w Kilii urodził się w 1948 roku autor „Świadka", książki wybitnej. Przy niej „Głód" Hamsuna, w końcu noblisty, jest żałosną, nadto dydaktyczną opowiastką, która co najwyżej poruszyć może grzeczne dzieci. W „Świadku" znajdziemy zapisaną w świetny artystycznie sposób relację o tym, jak sowiecki okupant zagłodził kraj cały; kraj, w którym obok siebie żyli Rumuni i Bułgarzy, Mołdawianie i Ukraińcy, Żydzi i Cyganie. Rosjanie też byli, i ich też inni Rosjanie zagłodzili na śmierć. Z dnia na dzień pustoszały sklepy, zaraz potem bazar, na którym jeszcze niedawno były winogrona, pomidory, olej, a rzeźnik Foka handlował baraniną. Za Sowietów bochenek chleba na tym bazarze – póki jeszcze był chleb – kosztował 100 rubli, a tyle bohater „Świadka", fryzjer Pokora, zarabiał przez miesiąc. Baraninę zaś zastąpiły kości. Któregoś dnia parę takich gnatów kupił „taki z ryżą brodą", a właściwie wymienił je za puchowy szal: „Wyglądały na odrzuty po uboju, żebra surowe. Kupiec odskoczył na bok, w kość się wgryzł, zębami o nią zazgrzytał, dławi się, błonę mięsną zdziera, skrzeczy i dookoła zdziczałym wzrokiem wodzi. A ludzie jak na komendę ze wszystkich stron go otoczyli. Nie zdążyłem okiem mrugnąć, gdy nagle z boku inny kupiec się wyrwał – Cygan z wyglądu, włosy z tyłu kędzierzawe, bose nogi zamiast onuc czerwoną materią owinięte, w kamizelce i postrzępionej koszulinie – kość pierwszemu z ręki wydarł, a tymczasem jeszcze inny z tyłu mu się za koszulę uczepił, przewrócili się obaj. A ci, co wokół stali, z góry się na nich rzucili, niczym bezdomne psy. I wszystko to, widzę, w ciszy się odbywa, ani słowo nie padnie, słychać tylko oddechy rzężące".
Gdy w domach zabrakło nawet mamałygi, ludzie wyszli na plac, krzycząc w różnych językach to samo, najczęściej: „Chliab! Hajde chliab". Paru z nich milicjant zabił, zanim zabito jego. Najważniejszy sowiecki kacyk uszedł cało, ale jego córkę rozszarpano. Zdobytą mąkę wyrywano sobie wzajemnie, mieszała się z ziemią. Później tego, u kogo taką mąkę z ziemią znaleziono, rozstrzeliwano. Wraz z całą rodziną. „Połowa ludzi – beznamiętnie komentował fryzjer – znalazła się na Pańskim wikcie". Ilja Mitrofanow, który zadebiutował w 1991 r., zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach trzy lata później. Jego książki przekładano i wydawano w Jugosławii, Niemczech i we Francji. Najmniej znany jest, można rzec, u siebie: na Ukrainie i w Mołdawii. Aleksander Horodecki powiada, że pracując nad przekładem „Świadka", miał „dobitne wrażenie obcowania z wielką literaturą". Nie mylił się ani trochę.   Ilja Mitrofanow „Świadek". Przeł. Aleksander Hodorecki. Claroscuro, Warszawa 2011
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL