Historia

Dziennik lorda d’Abernona (fragmenty)

MUZEUM WOJSKA POLSKIEGO W WARSZAWIE
Pierwsze wrażenie, jakie odniosłem, przejeżdżając przez miasto w drodze z dworca do poselstwa angielskiego, było to zdziwienie wywołane normalnym, codziennym nastrojem ludności. Na ulicach ani śladu alarmu czy paniki, tak że nie było widać, iż wzniosły trud służby wojskowej powołał do szeregów męską część narodu. (...) Jedynem zjawiskiem niezwykłem były liczne procesje religijne. (...)
Położenie, w jakiem po przyjeździe znaleźliśmy Polskę, było w najwyższym stopniu niebezpieczne. Po swem pierwszem zwycięstwie w początkach lipca nad Dźwiną armja bolszewicka przebyła 300 mil ang., pędząc ciągle przed sobą wojska polskie. Polacy, cofając się, od samego początku nie stawiali poważniejszego oporu. Wojska bolszewickie znajdowały się obecnie o 100 mil ang. od Warszawy, a nie było żadnej fizycznej przeszkody, która by mogła powstrzymać ich od dalszego ciągłego posuwania się naprzód. Armja polska, która jeszcze w czerwcu odparła szczęśliwie kilka ataków, była w chwili obecnej zniechęcona i wyglądała na niezdolną do poważnej kontrakcji. Jeśli niemożliwem jest powstrzymać się od krytyki zdolności bojowej Polaków cofających się od Dźwiny do Wisły, to należy jednak koniecznie przypomnieć sobie, iż armja polska utworzona została w pierwszych miesiącach 1919 roku i liczyła w czasie opisywanych tu wydarzeń zaledwie dwadzieścia miesięcy istnienia. Ogół tej armji rekrutował się z rozbieżnych, a nierzadko nawet z wrogich sobie wzajemnie elementów, które w okresie Wielkiej Wojny nie walczyły wspólnie, lecz przeciwko sobie. (...) Poza tem w skład armji polskiej wchodzili dawni legioniści i rewolucjoniści walczący bez określonej przynależności raz po tej, raz po tamtej stronie. Czyż możliwem było utworzenie z takich elementów w ciągu kilku zaledwie miesięcy jednolitej i karnej siły zbrojnej? (...) Na wiosnę 1920 roku polskie władze wojskowe, korzystając z tego, iż wojska rosyjskie na trzech frontach zajęte były odpieraniem ataków Wrangla, Denikina i Kołczaka, skierowały ofenzywę daleko na wschód do linji leżącej poza granicami zamierzeń i milczącej zgody innych mocarstw oraz zdobyły Kijów i sąsiednie okręgi. Skutkiem tych działań front rozciągnął się na przestrzeni 1000 kilometrów, czemu siły polskie podołać nie mogły; byli również Polacy zbyt oddaleni od bazy posiłkowej, a ponadto środki komunikacyjne okazały się niewystarczające, skutkiem czego pozbawieni byli rezerw oraz możności koncentracji oddziałów wojskowych.Skoro tylko władze moskiewskie uporały się z Kołczakiem i Denikinem, wówczas, naturalnym odruchem, zwróciły się do kontrofenzywy przeciw Polakom, zamierzając nie tylko wyprzeć ich z ziem, uważanych przez siebie za rosyjskie, lecz zdobyć Warszawę i poprowadzić swe doktryny poza Wisłę. Trocki, śród głośnych oklasków Kongresu Komunistycznego, obwieścił formalnie, iż zburzy burżuazyjną Polskę i poprowadzi rewolucję proletarjacką dalej na zachód. Można uważać za pewne, że od lipca 1920 roku wszelkie pertraktacje, podejmowane przez Sowiety pod pretekstem gotowości zawarcia pokoju z Polską, były niczem więcej, jak mydleniem oczu; pragnęły one zyskać na czasie zarówno w celu dojścia jak najdalej w głąb Polski, jak i w celu zebrania owoców swej wywrotowej propagandy, obficie zalewającej Polskę. Spośród błędnych zapatrywań zachodnich mocarstw najniebezpieczniejszem było mniemanie, że istnieje możliwość zawarcia pokoju z Sowietami. (...)Jedna jeszcze okoliczność sprzyjała postępowi wojsk rosyjskich w głąb Polski. Moskwa dysponowała wielkim zastępem szpiegów, propagatorów, tajnych emisariuszy i sekretnych przyjaciół przedostających się na terytorjum polskie i niwelujących odruch samoobrony w pewnych warstwach polskiej ludności. (...) W komunizujących ośrodkach Europy początkowe powodzenie bolszewików wywołało w pierwszych dniach sierpnia ogromne podniecenie. Mało kto wątpił, że Warszawa nie upadnie już przed upływem połowy miesiąca i że zwycięstwo to będzie tylko przygrywką do triumfu bolszewizmu w Pradze i Berlinie. Zarówno we Francji, jak i w Anglji skrajnie socjalistyczne partje zaprotestowały gwałtownie przeciw udzielaniu Polakom pomocy w obronie ich kraju, tak przez wysyłanie wojska, jak i przez innego rodzaju zasiłki. „Humanité” z dnia 7 sierpnia oświadcza: „Ani jednego człowieka, ani pół centyma, nic dla kapitalistycznej Polski!”. (...) Liczba szabel i bagnetów obu wojsk była mniej więcej równa i wynosiła w przybliżeniu 150 000 jednostek po każdej z obu stron walczących. Z chwilą rozpoczęcia się kontrofenzywy, czyli z dniem l lipca, siły sowieckie były prawdopodobnie liczniejsze, jednakże w miarę posuwania się w głąb Polski malały one widocznie, podczas gdy nowe zaciągi polskie wzrastały coraz bardziej, zwłaszcza po rozpoczęciu odwrotu. Według wszelkiego prawdopodobieństwa, siły sowieckie z dnia 1 lipca przewyższały siły polskie o 30 000 ludzi, jednakże w okresie 13 – 20 sierpnia Polacy z kolei byli liczniejsi od Rosjan, prawdopodobnie również o 30 000 jednostek. Ogólna liczba żołnierzy rosyjskich wziętych do niewoli przez Polaków wynosi 66 000, podczas gdy tę część armji sowieckiej, która przekroczyła granicę pruską i tam została rozbrojona, obliczają na 40 000 ludzi. Trudno powiedzieć coś pewnego o liczbie zabitych i rannych po stronie rosyjskiej, natomiast straty polskie wynosiły 50 000 zabitych i rannych w ciągu całego okresu walk 1920 roku. Dziś popołudniu wraz z Jusserandem odwiedziliśmy księcia [Eustachego] Sapiehę, ministra spraw zagranicznych. (...) Przyznał on, że polskie lewe skrzydło zostało zupełnie rozbite i że brak rezerw uniemożliwia powstrzymanie pochodu bolszewików od Grodna ku Warszawie. (...)Miałem następnie krótką rozmowę z Naczelnikiem Państwa, Piłsudskim, który, mówiąc o pracach naszej misji, wyraził się, że największą przysługą, jaką by misja mogła Polsce wyświadczyć, byłoby utrzymanie połączeń komunikacyjnych z Gdańskiem. (...) Piłsudski więcej wagi przywiązywał do dostaw materjału wojennego, jak do różnego rodzaju rad strategicznych i przydziału obcych oficerów. (...) Nie przestaję zdumiewać się nad brakiem paniki i nad brakiem jakichkolwiek oznak zaniepokojenia. Linja bolszewickiego frontu znajduje się nie dalej jak o 100 mil ang. od Warszawy. Gdyby Rząd Polski zorganizował metodyczny system obrony przed atakiem bolszewików od strony północnej, można by jeszcze wówczas rozumieć spokojny wygląd pełnych otuchy mieszkańców, ponieważ jednak najlepsze oddziały odesłane zostały na południe do obrony Lwowa, Warszawa pozostawiona jest bez dostatecznej osłony. (...) Odesłanie najlepszych wojsk na południe tłumaczą niektórzy pogłoską, że przejęto rozkazy dowódców rosyjskich donoszące o przerzuceniu generalnego ataku na tamten front. Nie chce mi się wierzyć w prawdziwość tych pogłosek. (...) (...) Misja nie dopuści na razie do rozsiewania pogłosek o pertraktacjach, by nie osłabiać działalności organizowania obrony. W działalności tej rzeczą niezmiernie frapującą jest metodyczny brak rozkładu pracy, brak metodycznych postanowień, zarówno ze strony władz cywilnych, jak i wojskowych. Jeszcze bardziej znamienną jest ta niezrównana beztroska wszystkich dokoła, podczas gdy nieprzyjaciel jest już u wrót miasta. Prezes Ministrów [premier Wincenty Witos], gospodarz wiejski, wyjechał dzisiaj zbierać swe zboże z pola. Nikt w tem nie widzi nic nadzwyczajnego. (...) Dziś wieczór nadzwyczaj pomyślnie odbyło się posiedzenie Francusko-Brytyjskiej Misji z Komitetem Obrony Narodowej polskiego gabinetu. (...) Uznano za wskazane nie mianować Weyganda oficjalnym szefem sztabu, lecz doradcą przy polskim szefie, jednakże z prawem wglądu we wszelkiego rodzaju dokumenty, rozkazy itp. Wszyscy zgodzili się i przystali na to, że uwagi Weyganda przyjmowane będą z jak największą rozwagą. (...) Dominującą tu osobistością jest bezsprzecznie Marszałek Piłsudski. (...) Gorący patriota, człowiek ogromnej odwagi i siły charakteru. (...) Powierzchowność tak uderzająca, że niemal teatralna. Nie kopjuje wszystkich cywilizowanych zwyczajów obcowania, będąc za to wspaniałym typem nachmurzonego genjusza. Twierdzi on, iż w obecnej wojnie jego metody strategiczne, nieużywane dotychczas i niezgodne z podręcznikami sztuki wojennej, stosowane były z niezmiennem powodzeniem. Insynuują mu, iż prócz niebezpieczeństw kocha się on w podstępach – jako rewolucjonista z usposobienia i dzięki życiowym okolicznościom przejawia wrodzoną skłonność do tajnych i okrężnych działań. W obecnych warunkach nie ułatwia to pracy naszej misji. Uzgodnienie spokojnych, pełnych ładu metod organizacyjnych, tak charakterystycznych dla Weyganda, z dziką taktyką konspiratora, byłego przywódcy nieregularnej masy powstańców, zdawało się prawie niemożliwe. (...) metoda jego nie polega na posiłkowaniu się wielkiemi masami, których zresztą sam nie posiadał, ani na strategji kombinowanych działań jednostkami zamkniętych ugrupowań, ani na strategji walki okopowej, dlatego może, iż nigdy sam okopów nie budował. Twierdzi on, iż dokonał całego szeregu zwycięstw, osiągniętych metodą swobodnego kierowania oddziałami na szerokich przestrzeniach, strategją, „gdzie wilki i cietrzewie, łosie i zające swobodnie ruszać się mogą, nic przeszkadzając dziełu wojny i dziełu zwycięstwa”. (...) Aczkolwiek bolszewicy zbliżają się ciągle, jednak armja polska wykazuje pewne postępy w organizowaniu wzmożonego oporu. Przedsięwzięto energiczne środki w celu wytropienia maruderów i dezerterów. Oficerowie uchybiający swym obowiązkom bezzwłocznie stawieni zostali przed sąd wojenny, przyśpieszono również dostawę amunicji dla armji. Aljanci mają słuszne prawo twierdzić, iż polepszenie sytuacji jest w dużej mierze zasługą Francusko-Brytyjskiej Misji, szczególnie zaś obecności i staraniom generała Weyganda. Jednakże żadną nie będzie przesadą, jeśli się powie, że bardziej niż Weygandowi zawdzięczają Polacy przede wszystkiem samym sobie owo wzmocnienie odporności armji polskiej przeciw przemożnemu naporowi bolszewików. (...) Ogromne trudności napotyka dowóz sprzętu wojennego z zachodu do Polski. (...) Austrja, Czechosłowacja i Niemcy odmówiły pozwolenia na przejazd pociągów z amunicją przez swe terytoria. Do pewnego stopnia przyczyną tej odmowy jest fakt, iż rzesze robotnicze tych państw zdradzają wyraźne tendencje komunistyczne i mogą wstrzymać dostawę amunicji nawet w wypadku, gdyby władze rządowe wyraziły na to zgodę. Kto nie był tutaj, ten nie może sobie nawet wyobrazić, do jakiego stopnia opanowali bolszewicy klasy pracujące Europy Środkowej. (...) (...) Polacy oświadczają stanowczo, że zdecydowani są bronić Warszawy do ostatniego tchu i nie przestać walczyć nawet w razie utraty Warszawy. (...) (...) generał Rozwadowski oświadczył, że polski Sztab Generalny przyjmuje na siebie zupełną odpowiedzialność w związku z przygotowywaniem obrony, niemniej jednak jak najchętniej skorzysta z uwag generała Weyganda. (...) dodając jedynie, że wojska polskie mają tę właściwą sobie cechę, iż przy prowadzeniu defensywy ulegają naporowi wroga, podczas gdy w czasie ofensywy z niezmiennem szczęściem zwyciężają. A zatem armja polska musi przejść do ataku. (...) (...) Po stronie polskiej odbywa się obecnie przegrupowanie sił w celu obrony Warszawy i armja polska w wielu miejscach straciła styczność z trzema kolumnami wojsk sowieckich. Jest to obronny manewr wojenny, mający na celu danie armji czasu do wytchnienia, koniecznego do odzyskania równowagi moralnej. Nie należy spoglądać z niewłaściwą w tym wypadku trwogą na ten gwałtowny odwrót wojsk polskich. Niezależnie od dobrych czy złych jego wyników jest to dokładnie obmyślony plan strategiczny (...). Najlepsze oddziały wojska znajdują się na południu – daremnie przekonywaliśmy, by skierować je z południa na północ. (...) Wszystko każe się domyślać, iż władze polskie opierają swe działania wojenne na tajnej akcji wywiadowczej albo też, że są w posiadaniu jakowegoś, im tylko wiadomego, planu strategicznego. W rzeczywistości mają Polacy bardzo dobre warunki strategiczne, ponieważ rozporządzają sporą ilością dróg wewnętrznych, poprzecinanych linjami kolejowemi, podczas gdy bolszewicy są rozrzuceni na większej przestrzeni oraz nie posiadają ani zapasowych rezerw, ani dostatecznie gęstej sieci kolejowej. Wszystko to jednak na nic się nie zda, jeśli moralna strona wojska polskiego nie ulegnie gruntownej przemianie. Źródło słabości tkwi przede wszystkiem w oficerach i w wyższych dowódcach. (...)Dzisiaj popołudniu zwiedziłem projektowany nowy front w kierunku Mińska Mazowieckiego. Warszawa otoczona jest potrójną siecią drutów kolczastych w promieniu 20 kilometrów oraz pewną liczbą okopów ochronnych dla wojska. Druga linja drutów kolczastych przytyka do przedmieść Warszawy. Całą tę pracę wykonano w ciągu ostatnich dwóch tygodni pod kierunkiem technicznie wyszkolonych oficerów. (...) (...) Weygand twierdzi, iż bolszewicy przystąpią do szturmu na Warszawę najpewniej w dniu 12 lub 13 sierpnia, a zatem wszelka zmiana na stanowisku Naczelnego Wodza może okazać się w chwili obecnej wysoce niebezpieczną. (...) zniszczenie armji bolszewickiej jest tym nieodzownym warunkiem trwałego pokoju z bolszewikami. (...) Traktat taki byłby mniej wart od papieru, na jakim by go spisano. Wielkie wojenne zwycięstwo jest nieodzownym wstępem do poważnych pertraktacyj z bolszewikami. (...) (...) siły polskie skoncentrowane są na północy w odległości 20 kilometrów od Warszawy. Właśnie teraz rozpoczyna się bitwa. Weygand utrzymuje, iż wojska polskie są dostatecznie silne, by móc przeciwstawić się skutecznie atakowi nieprzyjaciela, z tem jednakże zastrzeżeniem, że dowódcy nie potracą głów, a żołnierze dzielnie spełniać będą rozkazy. (...)Powróciłem właśnie z pozycyj frontowych pod Radzyminem, położonym na północy, w odległości 12 mil ang. od Warszawy.Atak bolszewicki nie rozwinął się jeszcze zupełnie, jednak w czasie mojej bytności na pozycjach przypuszczono właśnie po obydwu stronach gwałtowny ogień ciężkiej artylerji. Baterja, przy której się znajdowałem, strzelała na odległość 5000 – 6000 metrów. Dziś rano mały oddział kawalerji bolszewickiej wzniecił formalny popłoch i z ledwością udało się utrzymać cały bataljon polski. Panikę wstrzymało dopiero oświadczenie, że zbiegli żołnierze karani będą śmiercią.Pewien młody oficer francuski, który cały czas przebywał na froncie, opowiadał mi, że bolszewicy przedstawiają się nieszczególnie pod względem tężyzny wojennej, o odporności zaś Polaków wyrażał się z większą jeszcze rezerwą, zastrzegając się jednak, że gdyby Polacy posiadali nieco więcej zapału do walki, to mogliby osiągnąć zwycięstwo. W drodze powrotnej natknąłem się na kilku jeńców bolszewickich, wziętych dopiero co do niewoli. Wyglądali oni łagodnie, bez cienia entuzjazmu, fanatyzmu czy przekonania – zwykli wieśniacy, dobrze odkarmieni, w porządnych butach bez śladu jakiegokolwiek munduru. (...) O armji bolszewickiej wyrażają się źle i twierdzą, iż panuje w niej wielki niedostatek amunicji (...) Brak wszelkiej paniki śród szerokich mas ludności jest wprost niezwykły. Wyższe warstwy społeczeństwa opuściły już miasto, pozostawiając w wielu wypadkach swe zbiory malarskie i inne kosztowności na opiece władz muzealnych. Warszawa tylekroć była już okupowana przez obce wojska, że grożące jej dzisiaj niebezpieczeństwo nie wywołuje śród mieszkańców ani podniecenia, ani paniki, spotykanej w miastach, które nie doświadczały jeszcze zbrojnych nieprzyjacielskich podbojów. (...) Tymczasem Piłsudski wyjechał z Warszawy przed dwudziestu czterema godzinami, czyli wieczorem dnia 12 sierpnia, i, zgodnie z polskim planem strategicznym z dnia 6 sierpnia, udał się autem na prawy brzeg Wisły, by samemu stanąć na czele przeszło pięciu dywizyj. Siły te nie miały uczestniczyć w obronie Warszawy i Lwowa. Plan strategiczny, uzgodniony przez Piłsudskiego i innych dowódców w dniu 6 sierpnia, przewidywał rozpoczęcie ataku flankowego w każdym razie nie przed 17 sierpnia. Tym sposobem powstawała niebezpieczna luka trzydniowa – od chwili generalnego szturmu Rosjan na Warszawę do momentu rozpoczęcia przez Piłsudskiego flankowego ataku mającego na celu odprężenie naporu bolszewików na stolicę. (...) 14 sierpnia zdobyli Rosjanie pierwszą linję obronną otaczającą Warszawę, lecz niezadługo potem Polacy znowu ją odzyskali. Wszystko teraz zależy od polskiej kontrofenzywy nad Wieprzem, która dziś ma się rozpocząć. Będzie ona rozstrzygającem posunięciem gracza. Jedno zuchwałe uderzenie zadane w sposób tylko Piłsudskiemu właściwy pomieszać może cały plan Rosjan i zdruzgotać linję ich ataku. Zuchwały cios przeszedł wszelkie oczekiwania – obecnie armja bolszewicka stoi przed możliwością zupełnego pogromu. (...) Wojska Piłsudskiego znajdują się obecnie na linji Kołbiel – Radzyń – Włodawa. Na zachód od Warszawy wojska polskie odniosły również znaczne zwycięstwo, pomimo że uważano je za zupełnie zdemoralizowane. (...) Powodzenie za powodzeniem. Zwycięski pochód Piłsudskiego trwa ciągle. (...) Siły nasze dotarły już do Łukowa, nieprzyjaciel natomiast po okazaniu słabego oporu w okolicach Białej i Międzyrzeca cofa się dalej i dalej. (...) Wysłałem dziś do Londynu depeszę następującej treści. „Polska kontrofenzywa skierowana przeciw lewemu skrzydłu armji rosyjskiej przemieniła zupełnie sytuacją wojenną. Nieprzyjaciel, który docierał już do bram Warszawy, odrzucony został poza Narew i Bug. Polacy wzięli do niewoli wiele tysięcy jeńców”. (...) (...) Weygand zdecydował się wracać do Francji, jak tylko bitwa pod Warszawą zostanie rozegrana. Polacy niechętnie słuchali jego uwag, mówiąc wprawdzie, że zgadzają się z niemi, lecz w rzeczy samej bynajmniej nie byli mu wdzięczni za jego pomoc. (...) (...) Bolszewicy, ścigani przez Polaków, cofają się dalej i dalej, a przestrzeń przebyta przez wojska polskie jest wprost zdumiewająca. Ogólna liczba jeńców sięga 15 000, nie licząc w tem całych oddziałów wojska, które straciwszy łączność z głównemi korpusami, błąkają się teraz po lasach. Rosyjskie Naczelne Dowództwo wystosowało do Budionnego najsurowszy nakaz dostarczenia pomocy na północny front, Budionnyj jednak wraz z pięcioma dywizjami kawalerji trzyma się uparcie okolic Lwowa (...). Między władzami moskiewskiemi a Budionnym doszło do porządnego zatargu. Telegramy z Moskwy nakazywały mu spieszyć z ratunkiem na zagrożony północny front, on jednak odpowiedział, iż znajduje się właśnie 15 kilometrów od Lwowa i musi przede wszystkiem zdobyć Lwów. Posyłając Moskwie swą odmowną odpowiedź, jawnie drwił Budionnyj z najwyższych władz sowieckich, wiadomo bowiem, że otrzymał uprzednio gwałtowną depeszę od samego Trockiego. W rezultacie nie pójdzie Budionnyj z pomocą na północ, ani także Lwowa nie zdobędzie. (...) Ostatnie obliczenia zdobyczy wojennej wykazują: 60 000 jeńców, 100 armat i 1000 karabinów maszynowych, amunicji bardzo niewiele, natomiast ogromną ilość pieniędzy papierowych o wątpliwej wartości. Rząd polski ma teraz nie lada kłopoty z wyżywieniem takiej masy jeńców. Wziąłem sobie za zadanie przekonać się naocznie, w jakich warunkach żyją jeńcy rosyjscy. (...) Nie dostrzegłem żadnego śladu znęcania się nad bezbronnymi. Jeńcy uważani są przez Polaków raczej za nieszczęśliwe ofiary niż za znienawidzonych wrogów. Widziałem, że są zdrowo i dobrze karmieni, a większość z nich robi wrażenie uszczęśliwionych z tego, że oto żyje sobie bezpiecznie i daleko od linji frontu. Jeńcy z 16. dywizji wojsk sowieckich stwierdzają, iż bolszewicy doznali zupełnej klęski. (...). Starali się oni stawić opór nad Niemnem, jednakże wskutek kompletnego zdemoralizowania armji okazało się to niemożliwe. Zmuszeni przeto byli cofnąć się aż poza linję Smorgoń [Smorgonie] – Baranowicze. Wczoraj o godz. 9 wieczorem opuściliśmy Warszawę. Ostatnie dwa dni spędziliśmy w nastroju nadzwyczaj serdecznym, winszując sobie nawzajem z Polakami i życząc pomyślnej przyszłości. Najwięcej uznania okazują Polacy, zupełnie słusznie, Weygandowi, któremu powielekroć publicznie wyrażano wdzięczność. Dotychczas spóźniali się Polacy zarówno ze zrozumieniem doniosłości zwycięstwa, jak i z wyrażeniem wdzięczności tym wszystkim, którzy pomogli im zwycięstwo to osiągnąć, teraz jednak w hojności wyrażanych uczuć pragną widocznie odrobić czas stracony. (...) (...) Radcliffe utrzymuje, że pod względem tragizmu zwycięstwo armji polskiej nie ma sobie równego w dziejach wojen. Uznanie całe należy się Polsce za spełnienie tego bohaterstwa. Zasługi Polski podkreśla jeszcze ten fakt, że w czasie gdy staczała ona swą wielką bitwę, niejedno zaprzyjaźnione z nią mocarstwo starało się zniewolić Rząd Polski do przyjęcia warunków dyktowanych przez Sowiety. (...) Niespełna sześć tygodni upłynęło od dnia naszego wyjazdu z Londynu, a potem z Paryża. Myśleliśmy wówczas, że cały przyszły trud naszej misji okaże się daremnym. (...) Jakże jednak radośnie i podniośle czuje się człowiek, któremu przypadł w udziale przywilej uczestniczenia w zdarzeniu, którego spełnienie przeszło tak bardzo wszelkie oczekiwania. Przesilenie (...) bolszewicy nie wszystkie swe siły skoncentrowali w pobliżu Warszawy. Przeciwnie, rozproszyli je w trzech zasadniczych kierunkach. Zgrupowanie pierwsze, rozporządzające znaczną ilością wojska, miało za zadanie posunięcie się jak najdalej na zachód wzdłuż granicy Prus wschodnich z celem zdobycia Torunia i przerwania połączeń komunikacyjnych Warszawy z Gdańskiem. Zgrupowanie drugie, rozporządzające większą jeszcze liczbą wojska, miało na widoku przeprawienie się przez Wisłę w pobliżu Warszawy i zaatakowanie Warszawy od strony południowo-zachodniej. Przeznaczeniem trzeciego na koniec ugrupowania było skierowanie całego wysiłku na Lwów z zamiarem zdobycia go i dalszego osłaniania lewego skrzydła pochodu na Warszawę. (...) Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Tuchaczewski przeświadczony był o możliwości zdobycia Warszawy każdej chwili. Wolał on jednak wstrzymać się jeszcze i przeczekać, aż część jego wojsk przejdzie Wisłę, atakując Warszawę od zachodu i w ten sposób zamykając odwrót armji polskiej. Niewiadome, kto był rzeczywistym twórcą polskiego planu obrony, jednak zarówno oświadczenia Weyganda, jak i Piłsudskiego każą wnioskować, iż osobistej inicjatywie Piłsudskiego zawdzięczać należy najśmielsze posunięcia tego planu. W skrócie plan jego przedstawiał się następująco: skoncentrowanie nad rzeką Wieprzem pięciu i pół dywizyj wyborowych wojsk polskich. W tym celu odciążył on zarówno załogę Warszawy, jak i załogę Lwowa, bronionego przez armję południową, i z najlepszych wojsk tych ugrupowań utworzył ugrupowanie trzecie, właśnie owe pięć i pół dywizji. Miały one połączyć się ze sobą dnia 13 sierpnia nad rzeką Wieprzem w okolicach Dęblina; organizację zaś wewnętrzną tego ugrupowania znamionować miała jak największa ruchliwość i podatność do forsownych marszów. Dalszy plan strategiczny dopuszczał Rosjan do atakowania Warszawy, by tym sposobem jak największą ich liczbę zaabsorbować walką z wojskami polskiemi broniącemi miasta. Aczkolwiek wojska te były już bardzo osłabione cofaniem się przez półtora miesiąca, sądzono jednak, że zdołają utrzymać obronę przez trzy dni, po upływie których nastąpić miał atak flankowy z Dęblina, zrywający łączność pomiędzy poszczególnemi oddziałami wojsk rosyjskich, a przez to samo przynoszący skuteczną pomoc zagrożonej Warszawie. Przygotowanie obrony prowadzono ściśle według tego planu. Piłsudski wyjechał z Warszawy 12 sierpnia wieczorem i sam stanął na czele owej lotnej jednostki bojowej. (...) Tymczasem 14 sierpnia rozpoczął się atak bolszewicki na Warszawę. Walki pierwszego dnia nie przyniosły żadnej zmiany na lepsze. Niektóre bataljony zachowywały się podobno okropnie w czasie walk, a przedmieście Radzymina, położonego tuż pod Warszawą, tracono, odzyskiwano i tracono z powrotem. Wieczorem 14 sierpnia otrzymał Piłsudski alarmującą depeszę z Warszawy, w której malowano położenie w najczarniejszych barwach, żądając zwrotu wojsk ściągniętych przez Piłsudskiego nad Wieprz lub przyspieszenia ustalonego poprzednio terminu rozpoczęcia wypadu flankowego. Piłsudski postanowił zasadniczo nie odstępować ani na krok od swego pierwotnego planu, przyspieszając wszakże termin rozpoczęcia ataku o dwadzieścia cztery godziny. Złe wieści upewniły go o konieczności uderzenia, uderzenia druzgoczącego, jednakże planu swego Piłsudski nic zmienił. Rozsyłając nowe rozkazy do swych wojsk gotujących się do wypadu, podkreślał Piłsudski konieczność jak najszybszego posuwania się naprzód. (...) W ciągu 16 i 17 sierpnia przeszły wojska pod wodzą Piłsudskiego nieprawdopodobnie wielką przestrzeń. (...) Zdumienie nieprzyjaciela nie miało granic. Dopiero wczesnym rankiem 18 sierpnia wojska Piłsudskiego napotkały poważny opór. Czemu należy przypisać, że Tuchaczewski pozostawił swe główne linje komunikacyjne bez należytej osłony? Były po temu trzy następujące przyczyny: przede wszystkiem liczył on na to, że kawalerja Budionnego zaabsorbuje całe polskie prawe skrzydło; sądził poza tem, że Polacy zbytnio już podupadli na duchu, by mogli zgotować jakąkolwiek strategiczną niespodziankę; po trzecie, odczuł on na innych odcinkach frontu tak groźne obostrzenie walki, że był zmuszony ściągnąć ze swych dróg komunikacyjnych resztę wojsk potrzebną na innych pozycjach.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL