Film

Opus magnum Davida Gilmoura z gdańskim finałem

Rzeczpospolita
Wspaniały koncert na DVD. Ponad pięć godzin muzyki , teledyski, filmy dokumentalne ze studia i tournée
Występ Davida Gilmoura w londyńskiej Royal Albert Hall jest porywający.
Gitarzysta w doborowym gronie gości – Ricka Wrighta, Phila Manzanery’ego z Roxy Music, Davida Crosby’ego i Grahama Nasha – prezentuje 23 kompozycje z dorobku Floydów oraz z najnowszej solowej płyty „On An Island“. Myślę, że niedocenianej. Kiedy teraz, po roku, wraca się na muzyczną wyspę gitarzysty, chce się na niej pozostać na zawsze. Równie zaskakujące są filmy dokumentalne poświęcone nagrywaniu albumu oraz światowemu tournée. Zazwyczaj stanowią najnudniejszą część albumów DVD. Tym razem jest inaczej. Już tytuł „Dzielenie się chlebem. Picie wina“ zapowiada ucztę. Dreszczyk emocji jak w dramacie psychologicznym wywołują sekwencje ze studia – kamera uchwyciła historyczny moment, kiedy zadzwonił do Gilmoura skłócony z nim od lat Roger Waters, proponując zgodę i pierwszy od dawna występ Pink Floydów pod szyldem Live 8. David zareagował ze spokojem, chłodno. Propozycja dotyczyła akcji charytatywnej, dlatego nie odmówił.
Kolejny zapis powstał niemal rok później. Oglądamy sceny z prób przed tournée i można pomyśleć, że Waters poluje na Gilmoura – czym bowiem wytłumaczyć rzekomo przypadkowe spotkanie w podlondyńskiej posiadłości, gdzie Roger pojawił się nieoczekiwanie w tym samym czasie co David. Pełnej niedomówień i napięcia sceny, którą zarejestrowała kamera, nie powstydziłby się Bergman czy Antonioni. W tle sączy się mroczna i tajemnicza muzyka z albumu „Meddle“, a Gilmour z oporem podchodzi do witającego go Watersa. Widać, że Roger oddałby wszystkie skarby świata, żeby odzyskać przyjaźń dawnego kolegi z zespołu. Ten jednak zachowuje dystans, napięty jak struna nie zamierza odwzajemnić czułego objęcia. Następuje zdawkowa wymiana powitań i słowa Watersa: „Nie mogę się doczekać momentu, kiedy wyjdę na scenę“. Chciałby pewnie dodać „z tobą, David“. Ale tych słów nie wypowiedział. Czuł, że i tak nie miałyby sensu. Pozostała część filmu pokazuje tournée przebiegające w atmosferze idylli. Wszyscy uczestnicy mówią zgodnym głosem, że nigdy wcześniej nie czuli się podczas koncertów tak komfortowo. W podróży towarzyszą im rodziny i przyjaciele. Każda chwila przynosi frajdę i, co szczególnie podkreśla gitarzysta: nikt dla nikogo nie jest wredny. Triumfalny jest powrót Davida i Ricka Wrighta do słynnej Royal Albert Hall, gdzie w 1968 r. dostali dożywotni zakaz występu, ponieważ odpalili na scenie dwie armaty. Biorący udział w londyńskim show David Bowie opowiada, jak w wieku dziesięciu lat trafił z rodzicami na pierwszy koncert Floydów. Teraz zaśpiewał „Comfortably Numb“. Jesteśmy świadkami przyjęcia urodzinowego Wrighta w monachijskiej restauracji, żartów z kucharzami i gry na kieliszkach, co już żartem nie jest, ponieważ uzyskiwany w ten sposób dźwięk Gilmour wprowadził na stałe do brzmienia zespołu. Dla nas jednak najbardziej wzruszające są sceny lądowania jego prywatnego odrzutowca na Lotnisku im. Lecha Wałęsy i pejzaż portowych żurawi. W Stoczni Gdańsk Gilmour dał koncert na 26. rocznicę powstania „Solidarności“ i był za to fetowany przez 40 tysięcy fanów. Gitarzysta z dumą przejeżdża przez historyczną bramę i chwali się, że Lech Wałęsa upił go sznapsami.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL