Kraj

Najdłuższa cisza w historii

Agencja Gazeta
PKW o prawie trzy godziny przedłużyła ciszę wyborczą. Powód? Brak kart do głosowania w Warszawie
Tego w polskiej polityce jeszcze nie było. Sztaby wyborcze pełne zniecierpliwionych gości, liderzy partyjni czekający z przemówieniami, stacje telewizyjne nadające podczas wieczoru wyborczego programy rozrywkowe. I wyborcy przed telewizorami, którzy zdezorientowani zastanawiali się, dlaczego jeszcze nie można obwieścić, kto wygrał wybory.
Wszystko za sprawą Państwowej Komisji Wyborczej, która wczoraj pięciokrotnie przedłużała czas trwania ciszy wyborczej. Najpierw do godz. 20.20, bo obwodowa komisja wyborcza w Pile musiała sprowadzić zastępczą pieczątkę do stemplowania kart wyborczych. Dłużej o 20 minut mogli też głosować mieszkańcy Płocka. Tam popsuł się zamek do kasy pancernej, w której przechowywano karty do głosowania.
Do incydentu doszło też w Koszalinie. Wyborca, który prawdopodobnie przez pomyłkę dostał nie tylko kartę do głosowania, ale także spis wyborców, wrzucił go do urny. Wybory przedłużono do 20.25. W telewizjach pokazujących wieczory wyborcze dało się wyczuć pewną nerwowość. Ale prawdziwe problemy ujawniły się dopiero wraz ze zbliżaniem się godziny zamknięcia lokali wyborczych. W wielu dużych miastach odnotowano wczoraj rekordową frekwencję wyborczą. W Warszawie komisje obwodowe przeżyły prawdziwe oblężenie. W około 20 stołecznych lokalach zabrakło kart. Najgorzej było chyba w lokalu wyborczym nr 619 na Ursynowie. Tam mieszkańcy nie mieli na czym skreślać wybranych przez siebie kandydatów już przed godziną 18. Przy stolikach komisji tłoczyło się ok. 25 osób czekających na umożliwienie im głosowania. Członkowie komisji odeszli od stołów, zostawiając na nich spisy ludności. – Poszli zadzwonić do głównego sztabu na Ursynowie, zostawili wszystko, jak leciało, każdy stał i sobie zaglądał – tłumaczy Jarosław Prokop, jeden z wyborców. – Przez kolejne 15 minut nikt nic nie wiedział, członkowie komisji przekonywali, że tak naprawdę nic się nie stało. Było bardziej śmiesznie niż tragicznie. Przed siedzibą głównego sztabu, pod urzędem na Ursynowie, panował ogromny bałagan. Przyjechały samochody z brakującymi kartami do głosowania. Okazało się jednak, że pomylono obwody. Kierowcy byli bardzo zdenerwowani. O 19.20 dotarło około 200 kart, które natychmiast się rozeszły. – Pół godziny później znowu nie udało mi się oddać głosu, bo karty się skończyły. To było jakieś kuriozum – opowiada Jarosław Prokop. PKW przedłużyła ciszę wyborczą do godziny 21. W stacjach telewizyjnych na gwałt zmieniano ramówkę. Tuż przed godz. 21 na portalu TVN24. pl pojawiła się nawet informacja: Platforma wygrała!!! Bardzo szybko została jednak zdjęta. Bowiem sędzia Jan Kacprzak z PKW ogłosił, że cisza wyborcza zostaje przedłużona aż do 22.55. Telewizje nie mogły już dłużej przeciągać relacji ze studiów wyborczych. W TVP 1 wieczór wyborczy został przerwany i zamiast niego na antenie pojawił się program rozrywkowy „Przebojowa noc”. Ale nawet tak długa cisza wyborcza, jakiej jeszcze podczas wyborów nie było, nie zakończyła problemów z oddawaniem głosów. Pan Jarosław Prokop kilkakrotnie próbował wczoraj zagłosować. W końcu o godzinie 22.50 opuścił lokal wyborczy i poszedł wraz z kartą do głosowania do domu. Więcej cisza już nie była przedłużana i około godz. 23 Polacy poznali pierwsze sondażowe wyniki wyborów. Wcześniej doszło do kilku incydentów przerywania ciszy wyborczej. Niektóre telewizje kablowe i lokalne rozgłośnie radiowe puszczały spoty reklamujące kandydatów do parlamentu.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL