Warszawa

Zamiast sąsiadów pociągi i dzieła sztuki

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Spędzić całe życie na stacji kolejowej lub w zabytkowych wnętrzach pałacu Na Wodzie? My lubimy tam żyć – mówią ich lokatorzy
Mieszkania służbowe znajdują się w przeróżnych miejscach. Można mieszkać w muzeum, szkole, teatrze, na stacji PKP czy na... cmentarzu ewangelicko-reformowanym przy ul. Żytniej. Intendent ma mieszkanie w budynku kancelarii parafii. Mieszka tam od dziecka, wcześniej jego rodzice pracowali w parafii. Od widoku grobów jego okna dzielą tylko drzewa. Oswoił się z otoczeniem tak jak inni mieszkający w niecodziennych miejscach.
Profesor Marek Kwiatkowski mieszka w lewym skrzydle pałacu Na Wodzie od 47 lat. – Nikt przede mną nie przebywał tu tak długo. Nawet król Stanisław mieszkał w Łazienkach dwa razy krócej niż ja – opowiada. Profesor nie narzeka na brak sąsiadów: – Mam zające, jeże, wiewiórki, samotnego łabędzia ze złamanym skrzydłem, któremu zdechła partnerka, a który nie chce innej. Jest nawet sarna. Czasem też przychodzą lisy – wylicza profesor. Do jego mieszkania na pierwszym piętrze w stróżówce wchodzi się po 25 trzeszczących, starych, stromych schodach. Od razu w przedpokoju rzuca się w oczy napis na kartce przypiętej na drzwiach: „Starości, ty nad poziomy wylatuj”. Wita nas szczekanie psa – pupila dyrektora. – Często, kiedy spaceruję alejkami po parku, rozmawiam z królem Stanisławem Augustem Poniatowskim. On akceptuje mój pobyt tutaj, klepie mnie po ramieniu i mówi, że dobrze się sprawuję jako pierwszy strażnik jego ukochanego miejsca, jako ten cieć Łazienek – profesor mówi poważnie, ale zaraz puszcza do nas oczko. Jego mieszkanie ma trzy pokoje. W środkowym mieści się profesorska biblioteka zwana przez niego także pracownią. Książki są tam wszędzie: na stole, półkach, w kątach. Wchodząc, potykamy się o kolejne rzędy tomów. W sypialni i salonie są wielkie półokrągłe okna, przez które widać staw w Łazienkach. Wokół masa stylowych bibelotów. Centralne miejsce w pomieszczeniu zajmuje fortepian, na którym Marek Kwiatkowski od czasu do czasu gra. Wszędzie są obrazy, dominują na nich krajobrazy i martwa natura. Profesor Kwiatkowski tworzy je w salonie, gdzie w rogu stoją sztalugi, a na parapecie leżą farby. Wiesza je nie tylko w mieszkaniu – znaleźć je można w wielu budynkach zespołu pałacowego. A „Panorama Warszawy” cieszy oczy gości Pałacu Prezydenckiego. – To największy mój obraz. Ma 2 na 3 metry. Większy niż dzieła Canaletta – chwali się prof. Kwiatkowski. Pozytywista romantyzujący, jak mówi o nim jego asystentka, rzadko opuszcza Łazienki. Robi to tylko, gdy jedzie do swojego dworku w Suchej pod Warszawą. Jemu w Łazienkach nie brakuje niczego. Tylko żona czasem narzekała, że do sklepu jest zbyt daleko.– Łazienki to moje miejsce, to moja tożsamość. Nawet jak zasypiam, to myślę o tym, co zrobić w parku, jak go udoskonalić. Moje życie to całkowite poświęcenie i miłość do nich – wyjawia swoje credo. – Będę tu mieszkał aż do śmierci, aż padnę w poprzek na Łazienkowej alejce. Na trzech stacjach PKP w stolicy – w Wawrze, na Grochowie i w Falenicy – są mieszkania służbowe. – Na całym Mazowszu mamy ich ok. 50 – mówi Michał Wrzosek, rzecznik PKP. Teresa Ładziak, kobieta o roześmianej twarzy, której prawie nie odstępuje biały kot, w budynku stacyjnym w Falenicy mieszka od urodzenia (z przerwą na kilkunastoletnią przeprowadzkę do pobliskiego Michalina). Jest dzieckiem kolejarzy, sama też skończyła technikum kolejowe na Szczęśliwicach. – Stacja jest już nieczynna i niestety nie przypomina tej sprzed lat – kręci głową na wspomnienie czasów świetności. – Na dole był bufet, ciągły ruch, kiosk, mnóstwo ludzi. Nigdy nie czułam się samotna. Wystarczyło, że słyszałam głosy pasażerów z poczekalni i już było mi raźniej. Dawniej były tu zegary, piękne artystycznie wykończone ławki. Jak jeździły wielkie pociągi do ZSRR, to trzęsły się ściany, huczało w całym budynku.Jako dziecko lubiła wchodzić na strych, by przez okienka obserwować ludzi lub rzucać kawałki papieru na peron, co wprowadzało pasażerów w zdziwienie: nie wiedzieli, skąd się biorą.Dziewczyna ze stacji, jak o sobie mówi, ożywia się na wspomnienie malowideł, które zdobiły ściany poczekalni dworca w Falenicy. – Po prawej stronie była panorama Warszawy nocą, na lewo – stolica o wschodzie słońca. Potrafiłam siedzieć tam godzinami i wpatrywać się w te obrazki. Tak samo jak w wiszący w poczekalni kryształowy żyrandol. Był dumą Falenicy. Z czasem wszystko zniknęło – mówi z żalem. Do szkoły, technikum kolejowego na Szczęśliwicach, jeździła oczywiście pociągiem. – Na ostatnią chwilę wybiegałam na peron i wskakiwałam do składu. Tam kończyłam ubieranie – śmieje się.Dziś budynek stacji popada w ruinę. Na dole straszą wybite szyby i zdewastowane ściany. Pani Teresa mieszka wraz z córką w bardzo słabo ogrzewanym i przesiąkniętym wilgocią mieszkaniu. Żeby je jakoś ożywić, pomalowała cały korytarz w kolorowe wzory. – Kocham to miejsce, choć teraz jest takie smutne – zauważa. I dodaje, że ciężko jej będzie się stąd wyprowadzić. – Burmistrz Jacek Duchnowski obiecał mi lepsze mieszkanie komunalne. Wierzę w to, że niedługo je dostanę, ale chyba codziennie będę przychodzić na tę moją stację. Dr Stanisław Nurek, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego, mówi, że miejsce, w którym żyjemy, ma ogromny wpływ na nasze zachowanie. – Niecodzienne mieszkanie wymusza pewne zachowania. Otoczenie na nas oddziałuje, często zmienia się nasz charakter, usposobienie, styl bycia, nawyki – tłumaczy. Tak jest w przypadku Moniki Kretchmerowej. Z trudem znajduje czas, by umówić się na spotkanie. Choć ma już prawie 80 lat i od dawna jest na emeryturze, to na brak zajęć nie narzeka. – Rano piję szklankę ciepłego mleka i ruszam do biblioteki muzealnej. Ciągle czytam. Biblioteka to moje środowisko naturalne – opowiada pani Monika mieszkająca w jednopokojowym mieszkaniu w kamienicy Muzeum Historycznego Miasta Stołecznego Warszawy. Choć jest na emeryturze, pracuje tam społecznie i naukowo. Urodziła się przed wojną na Podwalu. Po powstaniu warszawskim razem z matką trafiła do niemieckiego obozu pracy, po powrocie do Polski zamieszkała w Krakowie. Tam skończyła studia na Uniwersytecie Jagiellońskim i rozpoczęła pracę w muzeum na Wawelu. Miłość sprowadziła ją z powrotem do Warszawy. Jej mąż dostał pracę w stolicy, a ona przyjechała z nim. I tak w 1956 roku związała się z muzeum. – Jestem z nim połączona do dziś. Czuję się znakomicie, bo muzeum konserwuje, a ja jestem trochę jak obiekt muzealny – żartuje z siebie. I już poważnie dodaje, że muzeum to najważniejsza instytucja, która kultywuje warszawską tradycję. Pani Monika specjalizuje się w XVII- i XVIII-wiecznej historii miasta, głównie architekturze. Była kustosz wspomina dramatyczne historie z życia muzeum. W czasie srogiej zimy w 1987 roku popękały rury w kamieniczkach muzeum, woda zalała wiele pomieszczeń. – Mieliśmy wówczas wystawę „Portrety osobistości i mieszkańców Warszawy od XV do XX wieku”, na szczęście dzieła nie ucierpiały, ale muzeum trzeba było zamknąć na kilka miesięcy – opowiada pani Monika. Dodaje, że wtedy w jej mieszkaniu temperatura wynosiła minus 14 stopni i woda w nim zamarzała. – Na wiosnę było na dworze cieplej niż w moim pokoju – mówi. Ale za nic w świecie nie zamieniłaby swojego mieszkania na żadne inne. Bardzo kocha Stare Miasto, z którym łączą się wspomnienia jej dzieciństwa i najbliższych osób. – Muzeum to mój dom – mówi. – Mam stąd widok na Lapidarium, gdzie w letnie wieczory odbywają się koncerty. Wystarczy, że otworzę okno, i czuję się tak, jakbym na nich była. Gdyby mieszkanie profesora Marka Kwiatkowskiego w Łazienkach czy lokal kustosz Moniki Kretschmerowej w muzeum na Starym Mieście można było sprzedać, to klienci na pewno nie przeszliby obojętnie obok takiej oferty. Najważniejszym czynnikiem przy sprzedaży nieruchomości pozostaje lokalizacja. W przypadku tych mieszkań otoczenie znacznie podbiłoby ich cenę. Bliskość Łazienek sprawia, że mieszkania są o 10 – 15 proc. droższe i wynoszą 15 – 17 tys. zł za mkw., a w samym pałacu Na Wodzie stawki byłyby rekordowe. Nie umiem nawet powiedzieć jakie. Równie dobrze sprzedałoby się mieszkanie na Starówce. To dobra lokalizacja. O ile takie okolice kuszą nabywców, o tyle tak nietypowe miejsca jak stacja kolejowa PKP czy bliskość cmentarza na pewno odstraszają klientów. Są gratką jedynie dla poszukiwaczy przygód i osób lekko zakręconych, np. na punkcie kolei. zdjęcie 1) Monika Kretchmerowa mieszka od 51 lat w jednopokojowym mieszkaniu na Starówce przy Muzeum Historycznym zdjęcie 2) Salon prof. Marka Kwiatkowskiego w pałacu Na Wodzie w Łazienkach pełen jest bibelotów, sztalug i rzeźb zdjęcie 3) Teresa Ładziak sama wymalowała klatkę schodową w budynku stacji Warszawa-Falenica. Mówi, że kocha swoje nietypowe mieszkanie
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL