Nie ma pomysłu na aktorzyce

Reporter, Filip Ćwik Filip Ćwik
Kamera podchodzi blisko, bardzo blisko. Pokazuje piękną twarz pooraną zmarszczkami. Nieśmiały uśmiech, żywe oczy. W "Pora umierać" Doroty Kędzierzawskiej Danuta Szaflarska gra starą samotną kobietę, która chce godnie umrzeć. I ocalić kawałek swojego świata – stary dom, w którym spędziła życie. Nakręcony na czarno-białej taśmie film ani przez chwilę nie nuży. Aktorka przez blisko dwie godziny przykuwa uwagę widza. Hipnotyzuje. Nie można od niej oderwać wzroku. Za takie role na świecie dostaje się Oscary.
Szaflarska ma szczęście. Trafiła na Kędzierzawską – wrażliwą artystkę, która od lat idzie pod prąd, robiąc swoje autorskie kino. Ona nie boi się pięknie i mądrze opowiadać o tych słabszych, niedających sobie rady z życiem: o dzieciach, o bezradnych, zastraszonych kobietach, o ludziach starszych. O możliwość realizacji "Pora umierać" walczyła kilka lat. Tylko dzięki niej i operatorowi Arthurowi Reinhartowi Danuta Szaflarska mogła tak na ekranie rozkwitnąć.Podobną szansę dostała przed dwoma laty Krystyna Feldman w "Moim Nikiforze" Krzysztofa Krauzego. W tym filmie aktorka, która większości widzów kojarzyła się głównie z chamską, debilowatą babcią z "Kiepskich", stworzyła wielką kreację. Nie tyle grała Nikifora, co po prostu była chorym, bełkoczącym artystą samoukiem, który na tekturkach wyczarowywał kolorowe światy własnych marzeń.Ale czy trzeba przekroczyć dziewięćdziesiątkę, żeby w polskim kinie dostać taką szansę? Gdzie wielkich r...
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL