Teatr

Globalna teatralna wioska

Świetni Grecy i Koreańczycy na festiwalu Dialog-Wrocław zapewnili widzom najwięcej emocji, a ich przedstawienia najpełniej ziściły ideę zbliżenia kultur
Pierwsi przywieźli pastisz “Golfo” Spiridona Peresiadisa, drudzy – wspaniałą plastyczno-ruchową wersję “Woyzecka” Ge-orga Büchnera.
Na pozór wygląda to tak, jakby nie miało prawa się udać – Koreańczyk Do-Wan In wystawił dramat Niemca do muzyki Argentyńczyka Astora Piazzoli z finałową piosenką w nagraniu Włoszki Milvy. Wyszukana kombinacja, ale zamysł i perfekcyjne wykonanie zespołu Sadari Movement Laboratory z Seulu porywa. Rytmy tanga idealnie wpisały się w tragedię żałosnej egzystencji poniewieranego pułkowego ordynansa Woyzecka. Widowisko jest rozpisane na wyrafinowane układy ruchowe z udziałem kilkunastu nieprzeciętnie sprawnych aktorów. Każdy z nich, poza Marie, miał przypisany jeden świetnie ogrywany rekwizyt – krzesło. Płynne ruchy gibkich, wyćwiczonych ciał, wspaniałe konstrukcje plastyczno-przestrzenne w okamgnieniu budowane w różnych punktach sceny z każdą chwilą zwiększały podziw dla precyzji wykonawców.
A przy tym wyeksponowane zostało to, co w dramacie najistotniejsze. Opowieść o opresji młodego żołnierza Woyzecka (fenomenalny Jae-Won Kwon), który, doświadczając nieustannych szykan, popada w obłęd i w porywie zazdrości morduje niewierną kochankę Marie (Eun-Young Joung). Reżyser pokazał to w odkrywczy sposób. Noża używa nie sam Woyzeck, lecz jedna z prześladujących go osób, co tym pełniej oddaje rozdwojenie osobowości bohatera i jego późniejszą rozpacz po odzyskaniu świadomości po zbrodniczym czynie. Przejmujące przedstawienie, które w tak doskonałym, zdyscyplinowanym kształcie nie mogłoby powstać w Europie. Wręcz czuje się w nim wieki azjatyckiej karności, co dodaje autentyczności akcji rozgrywającej się w sferach wojskowych.Z Horos Theatre Company z Salonik przyjechała “Golfo 2.3 Beta”, przeróbka najsłynniejszego w Grecji “tragicznego romansu pasterskiego”, fenomenu dramaturgicznego z 1894 r., którym ociemniały w młodości Spiridon Peresiadis podbił serca rodaków i zdobył nieśmiertelność. Pasterkę Golfo, zakochaną w ubogim jak ona sama pasterzu Tasosie, pragnie poślubić zamożny Kitsos. On też uknuł intrygę, w wyniku której biedak decyduje się porzucić Golfo, a poślubić córkę bogacza. Golfo pojawi się przed ołtarzem, by ukochanemu Tasosowi życzyć szczęścia. Kiedy ten pojmie swój błąd, nieszczęsna Golfo umiera. Zdesperowany Tasos dopija resztki trucizny i idzie w jej ślady. Reżyser Simos Kakalas dał pełne werwy jarmarczne widowisko, wprowadzając maski wzorowane na popularnych w Grecji japońskich komiksach manga. Użycie masek wymusiło życie – trójka aktorów gra po kilka postaci. Objeżdżają z “Golfo” Grecję, nie stroniąc od zapadłych wiosek, gdzie czasem występują przed widzami, którzy nigdy nie byli w teatrze. Mimo prześmiewczego charakteru inscenizacji, nieodmiennie wywoływali duże poruszenie. Oba efektowne przedstawienia – czerpiące wzorce zarówno z własnych, jak i odległych tradycji – udowodniły, że żyjemy w jednej wielkiej interkulturowej teatralnej wiosce. podyskutuj z autorem j.kowalczyk@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL