fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Los numeros: infantylna komedia z Lesławem Żurkiem

Antoni Pawlicki i Lesław Żurek grają niezbyt rozgarniętych policjantów
ITI CINEMA
Na ekranach jest "Los numeros". Plagą polskich komedii stały się idiotyczne fabuły i ględzenie - pisze Rafał Świątek
Twórcy filmowej rozrywki traktują nas jak ciemny lud, który wszystko kupi, byle w ładnym opakowaniu. Zobacz galerię zdjęć
Takim wabikiem w "Los numeros" Ryszarda Zatorskiego (m.in. "Nigdy w życiu!", "Tylko mnie kochaj", "Dlaczego nie!") są popularni aktorzy. W roli głównej wschodząca gwiazda Lesław Żurek. Przystojny literat z "Mniejszego zła", oficer z ułańską fantazją w "Małej Moskwie" i czuły barman z "Randki w ciemno". Wspiera go Antoni Pawlicki – m.in. cichociemny w serialu "Czas honoru". Płeć piękną reprezentują: debiutująca na dużym ekranie Justyna Schneider i Tamara Arciuch, którą ostatnio można było oglądać w "Och, Karol 2" i "Wojnie żeńsko-męskiej".
W tym czworokącie rozgrywa się romansowo-kryminalna intryga. Policjant o imieniu Kuba (Żurek) wygrywa w totka 17 milionów. Jednak zwycięski los okazuje się fałszywy. Śledztwo przeciw Kubie prowadzi jego kolega (Pawlicki).
Podejrzany gliniarz postanawia oczyścić się z zarzutów. Z pomocą zakochanej w nim sąsiadki (Schneider) prowadzi prywatne dochodzenie. Kubie pomaga również Marta (Arciuch), szefowa komisji kontroli w prywatnej loterii, która wystawiła feralny los.
Na przykładzie "Los numeros" warto prześledzić, jak polscy twórcy rozumieją mechanizm działania komedii. Postaci można nakreślić grubą krechą. Vis comica się nie liczy, wystarczy uroda głównego wykonawcy.
Absurd, zaskoczenie nie wchodzą w grę. Dlatego najlepszy w całym filmie wątek organizacji Chroń Dziedzictwo Narodowe, ze świetną Jadwigą Basińską z kabaretu Mumio, został zmarnowany.
Humor sytuacyjny też jest zbyteczny, bo gagi wymagałyby precyzyjnej konstrukcji fabuły. Tymczasem scenariusz to tylko dodatek. Najlepiej napisać jakąś trywialną opowiastkę, np. o niezbyt bystrym policjancie, co gra w totka. Autorzy chyba uwierzyli, że im historia będzie głupsza, tym śmieszniejszy zrobią film.
Solą dobrej komedii są błyskotliwe dialogi, często przypominające pojedynki słowne, a przy tym pełne zwrotów, które po filmie żyją własnym życiem. Natomiast w "Los numeros" obowiązuje zasada przejęta z telenoweli, której esencją jest ględzenie o pogodzie, pracy, parzeniu herbatki lub wyprowadzaniu piesków na spacer.
Słowem – twórcy wycięli nam niezły numer. Humor z polskich komedii wyparował. Zastąpił go nastrój infantylnej zabawy
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA