fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Warszawa

Małże i raki w warszawskich wodociągach

Największe wrażenie na zwiedzających wodociągi zrobiły w sobotę zabytkowe filtry przy Koszykowej oraz... wąskie i kręte schody do tunelu łączącego Grubą Kaśkę z Saską Kępą
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Wybrańcy, którzy w sobotę byli gośćmi stołecznego MPWiK, wiedzą już, dlaczego w praskim zakładzie pracują małże. Zatrudnia się je na trzy miesiące
Ponad 200 osób miało w sobotę okazję poznać tajemnice wnętrz dwóch warszawskich wodociągów – Praskiego i Centralnego.
MPWiK otworzyło je z okazji Światowego Dnia Wody, który przypada we wtorek.
Zaczęło się od historii, czyli opowieści o prezydencie Sokratesie Starynkiewiczu, jedynym carskim namiestniku, którego Warszawa ma za co lubić. – Bo to on już w pierwszym roku urzędowania zamówił u Wiliama Lindleya budowę tej sieci wodociągowej, która służy stolicy do dziś. W tym roku będziemy obchodzić 125-lecie istnienia – opowiadał Bogdan Szymanowicz z MPWiK.
Warszawiacy w grupach podziwiali zabytkowe, a jednak wciąż czynne tzw. filtry powolne przy Koszykowej.
– Ta podziemna architektura to najbardziej atrakcyjna zdjęciowo część wycieczki – zwracali uwagę goście. Dali się nabrać na zegary pomiarowe – również zabytkowe – na marmurowych stołach z ręcznymi wajchami, którymi kontrolowano wskaźniki w hali tzw. filtrów pospiesznych. Ale wystarczyło odsunięcie tarczy takiego zegara i... w środku pokazywał się komputerowy mechanizm. – Ale ściema! – roześmieli się wszyscy.
– Nie ściema. Prezentujemy, jak elegancko kiedyś budowano – mówi Bogdan Szymanowicz.
Dla porównania zaprowadził też do najnowszej, surowej, oddanej pół roku temu stacji ozonowania i filtracji węglowej.
– Tu, jak widać, nie ma żywego ducha. Żadnych ludzi, zegarów ani pokręteł na wierzchu. Wszystko zautomatyzowane – usłyszeli zwiedzający Wodociąg Centralny. A w tym czasie kolejne grupy wędrowały pod dnem Wisły 311-
-metrowym tunelem prowadzącym z głównego zakładu Wodociągu Praskiego do „brzucha" Grubej Kaśki. To największa dziś w Europie studnia infiltracyjna. Woda jest tu oczyszczana w sposób naturalny, przepływając przez piach. Dumą tego zakładu od ponad roku jest „hodowla" małż. Pracują tam jako czuły naturalny system ostrzegania o jakości wody. Komputer monitoruje ich zachowanie.  – Gdy sześć małż jednocześnie w krótkim czasie zamknie swoje skorupy, to znaczy, że parametry wody się zmieniły – opowiadał wiceszef ZWP Paweł Biernacki. – Pracują trzy miesiące. Potem są wymieniane. Małże okazały się mniej tolerancyjne na wodę wiślaną niż raki. Polskie raki już prawie wyginęły, ale amerykański gatunek dostosował się do naszych zanieczyszczeń i nic go nie rusza – śmieje się prezes Biernacki.
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA