Piłka nożna

Trzy bramki Smolarka i wszystko jasne

Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Polska pokonała Kazachstan 3:1. Do awansu do finałów brakuje już tylko wygranej z Belgią. W meczu z Kazachami Polaków nie zatrzymał ani gol rywali, ani awaria światła
Pierwszy awans do mistrzostw Europy Polacy mogą świętować już 17 listopada w Chorzowie. Jeśli pokonają Belgię, bez względu na wyniki innych spotkań pojadą na kończący eliminacje mecz w Belgradzie jak na benefis. Wszystko dzięki temu, że Serbowie i Finowie znów stracili punkty – ale przede wszystkim dlatego, że Polska ma Smolarka.
Piłka, która w sobotę między 55. a 65. minutą trzy razy wpadła do bramki Dawida Łorii, na koniec wieczoru znalazła się w torbie Ebiego. Tak jak każe stary zwyczaj: strzelasz trzy gole w jednej połowie, pamiątka jest twoja. Najskuteczniejszy polski piłkarz w tych eliminacjach – i najskuteczniejszy w grupie A razem z Cristiano Ronaldo – biegł za nią przez pół boiska. Zostawił rywali czekających, by wymienić się koszulkami, ruszył w stronę band reklamowych i chłopca, który złapał piłkę pierwszy. Odebrał ją, wziął pod pachę, pod szatnią sprawdził jeszcze, czy dobrze się odbija, a potem schował.
– Spuszczę z niej powietrze, zabiorę ze sobą do samolotu i znajdę jakieś dobre miejsce w mieszkaniu w Santander – opowiadał później. Piłka pojechała z nim do Hiszpanii szybciej, niż się spodziewano, bo wczoraj Leo Beenhakker zwolnił Smolarka ze środowego towarzyskiego meczu z Węgrami razem z Maciejem Żurawskim, Jackiem Bąkiem, Markiem Saganowskim, Grzegorzem Bronowickim i przeziębionym Tomaszem Kuszczakiem. Smolarek to jedyny polski piłkarz, którego kibice rozpoznają niezależnie od tego, gdzie przyjeżdża reprezentacja. W Baku dzieci biegały za nim z bukietami kwiatów. Strzelił już w tych eliminacjach siedem bramek. Wszystkie znaczące: jedyną w pierwszym meczu z Kazachstanem, obydwie w spotkaniu z Portugalczykami, wyrównującą w Azerbejdżanie. W sobotę Ebi uratował nam skórę, gdy wszystko zmierzało ku katastrofie. Po horrorach w Lizbonie i Helsinkach wydawało się, że najbardziej nerwowe chwile są już za nami, ale w tych eliminacjach nie sposób się nudzić. W 20. minucie Polacy stracili bramkę, która bardziej pasuje do gry na podwórku niż eliminacji ME. Kazachowie biegli we trzech przeciw dwóm polskim obrońcom i Artur Boruc nie miał szans przy strzale Dmitrija Biakowa. Jakby tego było mało, na początku drugiej połowy na stadionie Legii zapadła ciemność. Stadionowy zegar pokazywał trzecią minutę po przerwie, gdy z trzaskiem zgasły wszystkie reflektory. Przez kilka minut nie było widać nic poza błyskającymi fleszami aparatów. Lampy na dwóch masztach udało się zapalić szybko, choć nie na tyle, by kibice nie zdążyli zapytać głośno: „Kaczyński, gdzie są stadiony?”. Pozostałe jupitery były wciąż zgaszone. Polscy piłkarze opatuleni kurtkami skracali sobie oczekiwanie, grając w dziada. Prezes PZPN Michał Listkiewicz rozglądał się nerwowo po loży honorowej, gadulstwo stadionowego spikera stawało się nie do zniesienia, a finały Euro 2008 były wciąż daleko. Lider grupy A nie tylko przegrywał ze 120. drużyną rankingu FIFA, ale zrobił wiele, by udowodnić, że wynik jest sprawiedliwy. Strata piłki przez Grzegorza Bronowickiego, po której padła bramka dla Kazachów, to był tylko jeden z wielu błędów. Polacy pozbywali się piłki byle jak, strzelali, gdy lepiej było podać, wchodzili sobie w drogę. Szukali skomplikowanych rozwiązań, gdy potrzebne były proste. Za długo trzymali piłkę, próbowali samotnych szarż, a rywalom było w to graj. Na szczęście wszystko w porę wróciło do normy. Po blisko 30 minutach reflektory zaczęły pracować, sędzia zaprosił piłkarzy do gry i niedługo później do pracy zabrał się Ebi. Pierwszą bramkę strzelił po podaniu Jacka Krzynówka – tak jak w Baku, gdzie Polska też przegrywała po pierwszej połowie 0:1, ale wygrała 3:1. Smolarek dostał piłkę przed polem karnym, zobaczył, że bramkarz wyszedł daleko, i strzelił obok niego. Przy drugim golu dobrze zachował się Jacek Bąk: po oblężeniu kazachskiej bramki i kilku rzutach rożnych kopnął piłkę lekko, tak by przeleciała między obrońcami i spadła pod nogi Smolarka. Trzecia bramka padła minutę później. Ebi strzelał niemal z tego samego miejsca co przy pierwszym golu, tym razem bramkarz został blisko linii końcowej, ale niewiele to zmieniło. Przy tym golu asystował rezerwowy Maciej Żurawski – już dawno nie zagrał dla reprezentacji tak dobrze. To jednak przede wszystkim dzięki Euzebiuszowi Smolarkowi zamiast gwizdów z trybun, jak po pierwszej połowie, były okrzyki „Ole!”, gdy polscy piłkarze wymieniali podania pod koniec meczu. Włodzimierz Smolarek w ostatniej minucie oglądał z trybun, jak syn naśladując go, tańczy w narożniku boiska, zasłaniając piłkę przed atakami rywali. Cały Ebi. Gdyby nie on, walka o awans do finałów Euro 2008 już dawno byłaby tylko anegdotą. (kolejno: mecze, zwycięstwa, remisy, porażki, bramki zdobyte i stracone, punkty) 1. Polska 12 7 3 2 20-10 24; 2. Finlandia 12 5 5 2 11-6 20; 3. Portugalia 11 5 5 1 21-9 20; 4. Serbia 11 4 5 2 13-8 17; 5. Belgia 11 3 3 5 10-14 12; 6. Armenia 9 2 3 4 4-8 9; 7. Kazachstan 11 1 4 6 9-18 7; 8. Azerbejdżan 9 1 2 6 4-19 5 Polska: Artur Boruc; Michał Żewłakow (46-Marcin Wasilewski), Jacek Bąk, Mariusz Jop, Grzegorz Bronowicki; Wojciech Łobodziński (79-Kamil Kosowski), Dariusz Dudka, Mariusz Lewandowski, Jacek Krzynówek; Euzebiusz Smolarek, Marek Saganowski (46-Maciej Żurawski) Kazachstan: Dawid Łorija; Dmitrij Liapkin, Aleksandr Kuczma, Samat Smakow, Kajrat Nurdauletow; Siergiej Skorych (80-Andriej Karpowicz), Rusłan Bałtijew, Siergiej Łarin (72-Murat Sujumagambetow), Nurboł Żumaskalijew; Siergiej Ostapienko, Dmitrij Biakow (84-Kairat Aszirbekow) Artur Boruc Z awarią, czy bez awarii, było kwestią czasu kiedy wyrównamy i strzelimy kolejne bramki. Gole padły akurat po wyjściu z ciemności, niech będzie że wygraliśmy dzięki elektrykom. Mamy trzy punkty, wyniki na innych stadionach były świetne. Miło się zrobiło. Co się działo przez te minuty, gdy przegrywaliśmy, nie jest już ważne. Ja nie wiem, jaka jest recepta na dobrą grę. Trener wie, i niech on ocenia. Proponuję nie skupiać się na tym, że światło zgasło i było 0:1, tylko na tym że wygraliśmy i Euro jest blisko. Michał Żewłakow To duży krok w stronę finałów, ale trudno go było postawić. Trener prosił nas w przerwie przede wszystkim o to, żeby się uspokoić, żeby nie oddawać rywalom środka pola za darmo. To z tego brały się okazje do kontrataków i po jednym z nich padła bramka. Znów przeżyliśmy dreszczowiec, kosztowało nas to trochę nerwów, ale produkt finalny jest udany. Na drugą połowę nie wyszedłem, bo rozbolały mnie plecy. Naciągnąłem mięsień i poprosiłem o zmianę. Mariusz Jop Pierwsza połowa wyglądała niedobrze, nie potrafiliśmy wykorzystać sytuacji. Za długo trzymaliśmy piłkę, za wolno ją sobie podawaliśmy, ułatwialiśmy zadanie rywalom. Było wiadomo, że ten mecz będzie zupełnie inny po pierwszej bramce dla nas, że potem już poniesie nas entuzjazm kibiców. Teraz Belgia, zróbmy wszystko, żeby do końca mieć los w swoich rękach. Gratulacje dla Ebiego, niecodziennie strzela się trzy bramki dla reprezentacji w jednej połowie, ale też pamiętajmy, że na gole pracuje cała drużyna. Maciej Żurawski Wszedłem by pomóc, nie myślałem o tym, że znów zabrakło mnie w podstawowym składzie. Dla mnie ostatnio każda chwila gry to rzadkość, więc z 45 minut jestem zadowolony. Z takimi awariami różnie bywa, raz pomagają, raz przeszkadzają. Gdy z Wisłą graliśmy przeciw Lazio była przerwa z powodu kontuzji sędziego i wtedy to my na tym straciliśmy, bo rywal właśnie wtedy się przebudził. W sobotę gdy zgasły światła nie byłem jeszcze do końca rozgrzany i chciałem, żebyśmy wrócili do gry szybko. Wróciliśmy, wygraliśmy, brakuje jednego zwycięstwa do finałów mistrzostw Europy. Czy odejdę z Celticu? Teraz nie ma okienka transferowego. Jacek Bąk Jak wygramy z Belgią, będziemy w finałach. Czyli stanie się tak, jak mówiłem - do Serbii pojedziemy już właściwie na wycieczkę. Na pewno jesteśmy w stanie pokonać Belgów, musimy tylko zagrać jak zawodowcy, do końca. Tak jak z Kazachami. W pierwszej połowie byliśmy jacyś bojaźliwi, ciągle spóźnieni, między formacjami były za duże odstępy. W drugiej pokazaliśmy, że stać nas na zwycięstwo i to w dobrym stylu. Bardzo chciałem zdobyć bramkę, bo żona przyszła na mecz z synem i psem. Nie udało się, ale miałem chociaż asystę. Żona mnie pochwali. Marek Saganowski Zostawiliśmy Kazachom za dużo miejsca. Pokazali, że jak tak się z nimi gra, potrafią to wykorzystać. Miałem mało okazji, bo przy stanie 0:1 byliśmy zdenerwowani. Najważniejsze, że wygraliśmy. Wolałbym zagrać 90 minut, wtedy łatwiej rozliczyć napastnika. W przerwie zostałem w szatni. Gdy zgasło światło, w pierwszej chwili pomyślałem, że zemdlałem. Nie miałem pojęcia, co się dzieje. Jacek Krzynówek Taki jest urok piłki nożnej. Czasem trzeba przegrywać, żeby wygrać. Wiedzieliśmy, że jesteśmy lepsi, zabrakło koncentracji. W drugiej połowie wiedzieliśmy, że może być tak jak z Azerbejdżanem w Baku - byle padła pierwsza bramka dla nas, a potem już pójdzie. Ebi dostawał dobre podania i zrobił swoje. Cieszy, że drużyna nie zależy od jednego strzelca, że gole zdobywa kilku. Jeden gra słabiej, inny przejmuje pałeczkę. To też jest siłą naszej drużyny. Mamy miesiąc na przygotowanie się do meczu z Belgami, powoli dociera do nas, że jesteśmy prawie finalistami.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL