Piłka nożna

Kłopoty mnie hartują

Jacek Krzynówek pomocnik reprezentacji i VfL Wolfsburg
Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
Mówili, że mogę mieć problemy z grą w klubie, że muszę zapomnieć o reprezentacji, bo są lepsi i młodsi. Pokazałem, że ci młodsi muszą jeszcze poczekać - mówi Jacek Krzynówek.
Rz: Czas Jacka Krzynówka w kadrze miał się już kończyć, a w ostatnich meczach okazało się, że najlepsze ciągle było przed panem. Sam siebie też pan tym zaskoczył?
Jacek Krzynówek: Trochę na pewno, ale mam dużą satysfakcję. Niektórym ludziom utarłem nosa. Mówili, że mogę mieć problemy z grą w klubie, że muszę zapomnieć o reprezentacji, bo są lepsi i młodsi. Pokazałem, że ci młodsi muszą jeszcze poczekać. W Wolfsburgu również, chociaż trener Felix Magath jeszcze niedawno nie widział Krzynówka w składzie. Mówił pan nawet, że rozgląda się za nowym pracodawcą...
Podstawowym problemem była kontuzja, ale nie tylko. Do drużyny przyszli nowy trener i 14 nowych piłkarzy za ponad 30 milionów euro. Kierownictwo klubu zapowiedziało odmłodzenie kadry i rzeczywiście wtedy różne dziwne myśli zaczęły mi przychodzić do głowy. Spodziewałem się, że dla starszych zawodników może zabraknąć miejsca. Potem jednak pojechałem na zgrupowanie kadry i dostałem szansę od Leo Beenhakkera, który pozwolił mi zagrać całe spotkanie z Rosją. Strzeliłem gola, a potem już poszło: bramka w Lizbonie, gole w Bundeslidze. Wszystko zaczęło się układać po mojej myśli. Dorobił się już pan takiego szacunku w lidze niemieckiej, że trenerzy rywali wyznaczają po dwóch zawodników, by panu przeszkadzali. Nie ma się z czego cieszyć. Od kiedy zacząłem strzelać gole, z każdym meczem jest mniej przyjemnie. Przeciwnicy nie cofną się przed niczym. Zdecydowałby się pan na przejście do Wolfsburga, gdyby trenerem nie był wówczas dobrze panu znany Klaus Augenthaler, ale właśnie Magath? Nie wiem. Nie wiem też, czy Magath w ogóle chciałby mnie sprowadzić. Całe Niemcy wiedzą, jak bardzo jest wymagający. Okres przygotowawczy, jaki zrobił nam latem, ledwo przeżyłem. Robiliśmy takie ćwiczenia, że nawet nie wiedziałem, jakie mięśnie pracują. Dowiadywałem się następnego ranka, kiedy przez zakwasy nie mogłem się ruszyć. Po pana problemach z kolanem takie treningi to chyba nie był najlepszy pomysł. Wiedziałem, że to ryzykowne, ale co mogłem zrobić? Tu każdy musi swoje wywalczyć na treningach, a ja mam taki charakter, że nigdy się nie poddaję. Nie szedłem przez życie po drodze usłanej różami, miałem czas, by się zahartować. Kłopoty i kłody rzucane mi pod nogi traktuję jak wyzwanie, a nie powód do zmartwień. Trener Magath ma teraz ból głowy, bo w kadrze jest 29 zawodników gotowych do gry w pierwszym składzie. Poradzi sobie: wtorkowy mecz z Werderem, choć zremisowany 1:1, był naszym najlepszym występem w tym sezonie. Podobno od kiedy trenerem jest Beenhakker, piłkarze znowu nie mogą doczekać się powołań? Ja zawsze z chęcią przyjeżdżałem na zgrupowania. Gdy tylko ogłaszają powołania, sprawdzam w Internecie, czy moje nazwisko jest na liście. Nie wierzę. No dobrze, nie wyobrażam sobie, żebym teraz nie dostał powołania, ale sprawdzam, żeby mieć stuprocentową pewność. Trener ostatnio już nie eksperymentuje, zamknął się w gronie sprawdzonych piłkarzy. To nie jest błąd? Na początku eliminacji były większe zmiany, bo Beenhakker nie znał jeszcze wszystkich zawodników. Teraz już wie, na co nas stać, a na eksperymenty pod koniec eliminacji jest zdecydowanie za późno. Ciekawe, co gazety by pisały, gdyby teraz trener zaczął wymyślać coś nowego. Wymiana pokoleń w reprezentacji tak naprawdę ciągle trwa. W Polsce są diamenty, selekcjoner potrafi je wyszukać, odpowiednio oszlifować. Zawodnicy z naszej ligi przestali bać się kadry, powołanie ich nie paraliżuje. Poziom ligi się podniósł, czy po prostu Beenhakker potrafił na nią spojrzeć bez uprzedzeń? Zdecydowanie się podniósł. Jest już nie tylko Legia i Wisła. Bełchatów, Zagłębie, Lech czy Korona grają ładnie dla oka i chcą mistrzostwa. Ale w europejskich pucharach wypadamy bardzo źle. Inne ligi nie stoją w miejscu. Także na poziomie reprezentacyjnym jest coraz trudniej. My przegraliśmy z Armenią, Portugalczycy z nią zremisowali, Hiszpanie na długo zapamiętają mecze z Islandią. 13 października w meczu z Kazachstanem też możemy mieć problemy? Nie wyobrażam sobie, żebyśmy nie odnieśli pewnego zwycięstwa. Nie wiadomo tylko, na jakiej pozycji pan zagra. Ostatnio Beenhakker powiedział, że miałby opory tylko wówczas, gdyby musiał pan stanąć w bramce. Mam 31 lat i za sobą sporo meczów w reprezentacji i w Bundeslidze. Nauczyłem się radzić sobie na różnych pozycjach. Przypomnę tylko, że pomysł Beenhakkera z ustawieniem mnie na środku pomocy nie narodził się w czerwcu w Azerbejdżanie. Zaczęło się od Bydgoszczy, kiedy przegraliśmy z Finlandią 1:3. To jednak już wydaje się bardzo odległe. Dziś czuję się tak mocny jak wówczas, gdy wygrywałem plebiscyty na najlepszego polskiego piłkarza. Szkoda, że nie było tak na mundialu, może wypadlibyśmy w Niemczech dużo lepiej.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL