fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Skocznia w Holmenkollen lubi Małysza

Skocznia Holmenkollen
AFP
Duża skocznia. Czwartkowy konkurs – ostatnie wielkie wyzwanie Adama Małysza?
Korespondencja z Oslo
Też był już marzec, sezon się kończył, przyszli król ze świtą i 50 tysięcy widzów. Ci, którzy wtedy byli na Holmenkollen niedaleko loży królewskiej, mówią, że Harald aż podskoczył, kiedy po swoje pierwsze pucharowe zwycięstwo leciał nastolatek z Polski.
Leciał w jasnoróżowym kombinezonie, jeszcze bez wąsika (– No, coś już się rysowało – śmieje się Małysz), w ciemnym kasku. Stawał już wcześniej tamtej zimy, w 1996 roku, na podium w Pucharze Świata. Na Holmenkollen wreszcie był najlepszy. Po pierwszej serii jeszcze piąty, ale uciekł wszystkim w drugim skoku.
– Czy król skakał, tego nie pamiętam. Mógł mieć zajęte ręce, bo to były jeszcze czasy, gdy oceniał każdy skok jak sędziowie – mówi „Rz” Hannu Lepistoe, wtedy trener Janne Ahonena, który zajął drugie miejsce. – Byłem przekonany, że Janne wygra, a tu nagle wyskoczył mały, ale już nie do końca taki nieznany Polak – mówi Lepistoe.
Małysz miał 19 lat i marzenia skrojone na ówczesną miarę. Premię za wygraną planował wydać na nowy samochód, bo maluch przestał mu wystarczać. Cieszył się, że zdążył dobrze poznać Jensa Weissfloga, swojego idola z dzieciństwa. Niemiec tego dnia kończył karierę. A przed Małyszem było jeszcze 15 sezonów wygrywania, kryzysów i powrotów na szczyt.
Cztery medale olimpijskie, sześć z mistrzostw świata, cztery wielkie Kryształowe Kule i jeszcze 38 wygranych konkursów.
Łącznie w Oslo wygrywał pięć razy. Najczęściej w karierze i częściej niż ktokolwiek inny na Holmenkollen. Tutaj też przeżył jedną z najbardziej ryzykownych sytuacji, gdy cztery lata temu powiew wiatru uderzył najpierw w jedną nartę, potem w drugą, a Adam ledwo nad nimi zapanował. To stało się w drugim konkursie weekendu na Holmenkollen, pierwszy Małysz wygrał, a niedługo później serię zwycięstw przedłużył w Planicy. Ale tamte turbulencje przeżył mocno, zawsze w takich chwilach skoczka dopadają wątpliwości.
Od 2008 roku nie ma już starej Holmenkollen, w miejscu jej wąskiej wieży stoi teraz futurystyczna konstrukcja z wielkimi osłonami od bocznego wiatru. – Nowa skocznia ma mniej stromy najazd, jest bezpieczniejsza. Właściwie wszystko tu się zmieniło – mówi Małysz. Ale został charakterystyczny podjazd na zeskoku, podobny jak w Innsbrucku. Znów będzie król Harald, choć już mocno schorowany, przyjdą dziesiątki tysięcy widzów. Będzie Weissflog, ekspert niemieckiej telewizji. Ciągle skacze Ahonen.
Jeśli  okaże się, że Małysz po tym sezonie rzeczywiście kończy karierę, to dzisiejszy konkurs będzie  symboliczny. Pożegnanie z ulubioną skocznią, szansa na ostatni medal mistrzostw świata, bo szanse drużyny w sobotnim konkursie na dużej skoczni będą dużo mniejsze, niż były cztery dni temu na Midtstubakken. – Wychodzicie przed szereg, sam wybiorę moment na ogłoszenie tej decyzji – mówi jednak Małysz.
Szkoda, że ten konkurs zapowiada się jako walka z pogodą. W środę nadeszła mgła i zakryła skocznię, nie udało się nawet dokończyć serii próbnej, bo skoczkowie widzieli zeskok dopiero kilka metrów przed lądowaniem. Kwalifikacje zostały przeniesione na czwartek na 15.30, półtorej godziny przed konkursem (transmisja w TVP 1 i Eurosporcie).
Ma być wietrznie. – Zawsze miałem tu szczęście, również do pogody. To moje pierwsze skojarzenie stąd, że to miejsce mnie lubi – mówi Małysz.
Dziś ma szansę nawet na złoto. Thomas Morgenstern nie ucieka mu na dużej skoczni tak daleko jak na mniejszej. Ale to Austriak jest faworytem, kończy się jego sezon z marzeń: zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni, Kryształowa Kula, już dwa złote medale z najważniejszej imprezy. Takiej kolekcji nie zebrał nawet Simon Ammann rok temu.
Kiedyś to Hannu Lepistoe włączył 16-letniego Morgensterna do austriackiej kadry, pozwolił mu zadebiutować, a rok później doprowadził  do pierwszego zwycięstwa w PŚ. Trenował też srebrnego medalistę ze średniej skoczni Andreasa Koflera. Dziś od złota do złota prowadzi Thomasa były trener Adama Heinz Kuttin. Alexander Pointner to w austriackiej kadrze nadtrener, na co dzień w Villach z Morgensternem – i Martinem Kochem – pracuje właśnie Kuttin.
Nowa skocznia na Holmenkollen też Małysza lubi. – Rok temu, jak ją otworzyli, w pierwszej serii miałem złe warunki, ale pozwoliła mi drugim skokiem awansować z 17. miejsca na drugie – wspomina Adam. Jego pościgi w drugich seriach mają w Oslo długą historię. A dziś jest okazja, by postawić przy niej kropkę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA