Warszawa

Nie zaczęli studiów, bo było ich za mało

Kandydaci na kierunek zdrowie publiczne w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej dopiero na uroczystości rozpoczęcia roku akademickiego dowiedzieli się, że go w tym roku nie będzie. – To skandal. Nabili nas w butelkę – oburzają się niedoszli żacy
Pani Iwona (nie chce podawać nazwiska) jest położną. By podnieść swoje kwalifikacje, zapisała się na zaoczne studia z zakresu zdrowia publicznego.
– Zależało mi na renomowanej uczelni, więc zdecydowałam się na szkołę z czołówek rankingów – mówi. – W wakacje wpłaciłam ponad 2 tys. zł za pierwszy semestr. Gdy przyjechałam na pierwsze zajęcia, okazało się, że kierunku nie ma. Na większości uczelni rekrutacja się zakończyła. Co mam zrobić? Tymczasem dopiero trzy dni przed pierwszymi zajęciami uczelnia wysłała listy polecone do 36 niedoszłych studentów pierwszego roku, informując ich o nieuruchomieniu kierunku. Powód? Za mało chętnych.
Do wielu przesyłka nie dotarła na czas. – Dlaczego tak późno nas poinformowali, skoro rekrutacja zakończyła się w połowie września? – pytają zbulwersowani kandydaci. – Nie tylko uczelnia ponosi winę – usłyszeliśmy w SWPS. – Ludzie rejestrują się na kilku kierunkach i w kilku uczelniach, a te właściwe wybierają w ostatniej chwili. Wtedy na tych, z których zrezygnowali, zostają wolne miejsca – tłumaczy prof. Wojciech Pisula, prorektor ds. dydaktycznych SWPS. Na pierwszy rok zdrowia publicznego w systemie niestacjonarnym zapisały się 24 osoby, na studia stacjonarne 12. – Mieliśmy dwa wyjścia. Albo prowadzić nierentowny kierunek, albo zrezygnować z niego. Wybraliśmy to drugie rozwiązanie – podkreśla Wojciech Pisula. Niedoszłym studentom uczelnia zaproponowała w zamian m.in. socjologię. – U nas zdrowie publiczne nie ma charakteru ściśle medycznego, ale jest silnie związane z nurtem socjologicznym – mówi Pisula. – Nie chciałam studiować socjologii – mówi pani Iwona. – Mnie interesują przede wszystkim przedmioty medyczne, a tych na proponowanych nam kierunkach nie ma. Sprawdziliśmy – na zdrowiu publicznym studenci mieli się uczyć m.in. medycyny psychosomatycznej czy psychologii zdrowia. Na socjologii nie ma żadnego przedmiotu z tego zakresu.Na zastępcze kierunki zgodziło się dziesięć osób. Pozostałym uczelnia odda wpłacone pieniądze. Jak sprawę ocenia Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego? – Tego się nie robi młodym, ambitnym ludziom – mówi Ewa Kafarska, rzeczniczka resortu. – Podejrzewam tu błąd w planowaniu. SWPS nie złamała prawa, bo poinformowała kandydatów, przeprosiła, zaproponowała inne kierunki, jednak bardzo ich rozczarowała. Współczuję tym studentom. Ci, którzy czują się oszukani, mogą ubiegać się o odszkodowanie z powództwa cywilnego. Jednak nie mają dużych szans na wygraną. Kandydaci podpisywali dokument, w którym uczelnia zastrzega, że w przypadku nieuruchomienia kierunku zwróci pieniądze.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL