Kultura

Musical o czekaniu na newsa

SPINKA
Rozmowa. Reżyser Michał Zadara o „Operetce” Gombrowicza z muzyką Leszka Możdżera we Wrocławiu
Rz: Czy lubił pan chodzić z rodzicami do operetki albo oglądać transmisję z Wiednia w noworoczne popołudnie?
Michał Zadara: Tak się składa, że wychowałem się w Wiedniu, ale w operetce nigdy nie byłem, więcej czasu spędziłem w operze. Jednak duży wpływ na mnie miał musical, spadkobierca operetki, który w XX wieku spełniał rolę sztuki masowej. Chodziłem do amerykańskiego liceum, mieszkałem też w Ameryce, dlatego jest mi bliski. I tak jak operetkę charakteryzuje go idiotyzm.Odnajduję w nim źródłową energię teatru, mocny i emocjonalny przekaz. A głównym celem moich poszukiwań jest taki model teatru popularnego, który daje radość ludziom ze wszystkich klas społecznych, nie obniżając poziomu intelektualnego.
Chce pan podstępnie przemycić jakąś głębszą prawdę? Nie chcę nikogo wciągać w zasadzkę. Powołuję się na Brechta, który pisał, że teatr nadaje się wyłącznie do rozrywki, trzeba mu tylko znaleźć odpowiednią, współczesną formę. „Operetka” jest idealnym przykładem. Bawi i daje do myślenia. Taki ma być nasz musical. Tadeusz Bradecki zakończył „Operetkę” w Starym musicalową sceną w broadwayowskim stylu. Pokazał, że ideał niewinnej i nagiej Albertynki konwencjonalizuje się zgodnie z duchem nowych czasów. Uważam niewinność za idiotyczną kategorię związaną z patriarchalnym światem. Jeśli pojawia się młoda niewinność, nagość – towarzyszą jej starzy podglądacze. Dla mnie Albertynka jest bezpośrednią spadkobierczynią innej bohaterki Gombrowicza – Iwony, księżniczki Burgunda. Istnieje w dramacie bez słów – oprócz tego jednego „nagość”. Jest wyzwolona z kostiumu kultury, ale też pozbawiona języka. Działa na otoczenie podobnie jak Iwona – wprawia je w dezorientację. Finałowa nagość kojarzy mi się z energią punk rocka, który miał antykulturowe korzenie. Nie trzeba było umieć grać na gitarze, żeby wykrzyczeć bunt i prawdę. Oczywiście punk był także modą. I to jest ciekawy paradoks. Ruch hipisowski spotkało to już w latach 60. „Operetka” powstała właśnie w tym czasie i trudno ją zrozumieć bez ówczesnego pomysłu uwolnienia kultury z więzów konwencji, walki o szczere międzyludzkie relacje. Oczywiście, Gombrowicz ujawnia sceptycyzm w tej sprawie. Nasze relacje są przecież wypadkową społecznych ról i kostiumu, który wybieramy. Jest nim także język. A mimo to wciąż żądamy prawdy, autentyczności i polityki bez demagogii. Z tego powodu staram się w spektaklu unikać ideowych deklaracji. Zasadą Gombrowicza było „im mądrzej, tym głupiej”, nienawidził pseudoprofesorskiej mądrości. Dlatego wolę od niej głupotę, która jest formą intelektualnej nagości i może sprowokować do myślenia. Ważniejsze od dawania gotowych odpowiedzi jest zadawanie pytań. Bo więcej nie wiemy, niż wiemy. Gombrowicz domagał się od inscenizatorów wiedeńskich melodii, podczas gdy Leszek Możdżer skomponował muzykę, która jest pastiszem pseudoamerykańskich rytmów. Muzyka Możdżera przypomina muzyczną papkę serwowaną przez większość polskich komercyjnych stacji radiowych, ale choć stworzył motywy łatwo przyswajalne, to jednak nie są one płaskie, nie nużą. Bal, maskarada, przebieranka w musical jest dla nas bardzo ważna, ma dawać widzom przyjemność oglądania sztuki. „Operetka” powstała w czasach, gdy w Polsce trwała zgrzebna epoka gomułkowska – moda oraz jej mistrz Fior był dla Polaków całkowitą abstrakcją. Dziś moda jest często jedyną treścią życia młodych ludzi. Czuję, że podobnie jest w teatrze, gdzie najważniejsze pytanie brzmi: Co dalej? Już występuje poczucie zastoju, bo Klata, Kleczewska, Zadara się znudzili, zdezaktualizowali. Ja sam czuję potrzebę poznania nowych twórców teatralnych. Teatr też czeka na newsa! Na tym polega dramat Fiora, który chce iść ramię w ramię z historią, tworzyć współczesność. Gombrowicz napisał, że przyszłość objawi się w mundurze hitlerowca i w masce przeciwgazowej. Dodał pan jakieś dzisiejsze rekwizyty? Nie, bo kiedy patrzę na aktorów w mundurach nazistowskich, nie sądzę, by były lekkostrawne, wciąż szokują. Może dlatego, że wychowałem się w Austrii i antyfaszyzm jest dla mnie najważniejszą postawą. Zauważam zagrożenie faszyzmem wszędzie. Kryje się w każdym z nas, a przynajmniej wielu grzeszy tęsknotą do rządów silnej ręki, uporządkowania świata oraz jasnych, jednoznacznych odpowiedzi na najważniejsze pytania. Zdecydowanie trudniej zachować postawę dialogu, zaciekawienia życiem w najróżniejszych przejawach. Gombrowicz pokazuje rozdarcie człowieka, który z jednej strony chce sam decydować za siebie, a z drugiej, oczekuje, że zostanie wyręczony. Im dłużej pracuję nad tekstem, tym bardziej jestem zachwycony jego genialnością i przekonany, że jeszcze nikt sobie z jego wszystkimi nutami nie poradził, a ja tym bardziej. Urodzony w 1976 r., reżyser m.in. „From Poland with love”, „Wałęsa”, „Wesele”, „Fedra”, „Na gorąco”, „Księga Rodzaju 2”. Autor offowego filmu „Marecki”.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL