Społeczeństwo

Marihuana jako lek z ogródka

SPINKA
„Trawka uśmierza ból i działa relaksacyjnie. Dlatego trzeba zalegalizować uprawy konopi indyjskich” – nawołuje jeden z liderów czeskiej współrządzącej partii Zielonych
Stanislav Penc właśnie rozpoczął kampanię na rzecz legalizacji marihuany. Wydrukował pięć tysięcy plakatów, na których sam, z długimi włosami, stoi w krzakach konopi indyjskich rosnących za jego domem. Pod spodem napis: „Zdrowo żyć – swobodnie myśleć”.
– Plakaty pojawią się przede wszystkim w Pradze, głównie tam, gdzie są duże skupiska młodych ludzi. Na przykład w klubach – mówi „Rz”. Dlaczego? Jego zdaniem wielu Czechów pali marihuanę w celach medycznych lub relaksacyjnych, nie ma sensu ich za to karać. – U nas to wciąż temat tabu. Gdy ktoś zaczyna mówić o marihuanie i medycynie, władze ucinają dyskusję. Trzeba wreszcie zacząć otwartą debatę – przekonuje. Na razie za nielegalne uprawianie konopi grozi mu do trzech lat więzienia. Taki wyrok wydano właśnie na 61-latka z Czeskiego Krumlova. – Nie boję się. Kiedy się walczy, trzeba ponosić ryzyko – mówi Penc.
Uprawa konopi indyjskich jest zakazana prawie w całej Europie. Tylko w nielicznych krajach, np. w Holandii i Szwajcarii, uprawy są dozwolone, ale tylko „na użytek domowy”. Niedawno brytyjski sąd skazał na 250 godzin prac społecznych 68-letnią babcię dwóch wnuków, u której znaleziono plantację zakazanej rośliny. Patricia Tabran tłumaczyła, że zasiała konopie, by leczyć się z depresji po śmierci 14-letniego syna w 1975 roku i uśmierzyć ból po dwóch wypadkach samochodowych. Na Wyspach policja co i rusz natrafia na nielegalne uprawy. Tylko wczoraj znaleziono dwie w Manchesterze. Jednej pilnował chłopiec w wieku około 11 lat przywieziony z Wietnamu. Głośno było o mężczyźnie, który w garażu miał prawdziwą dżunglę. W doniczkach hodował ponad 40 sztuk roślin. Na Wyspach za uprawę konopi indyjskich grozi do dwóch lat więzienia. Nie wszystkim się to podoba. – Plantator idzie za kraty na koszt podatnika. To ogromne sumy. Dlaczego mamy płacić za to, że ktoś dokonał wolnego wyboru, nikogo przy tym nie krzywdząc? – mówi „Rz” Don Barnard z brytyjskiego Towarzystwa na rzecz Legalizacji Konopi. – Tacy ludzie nie szukają współczucia, oni chcą, by ich zostawić w spokoju. Prawo nie powinno regulować, co jest lekiem, a co nie – twierdzi. Jak inni zwolennicy legalizacji ma w zanadrzu wiele argumentów: skazany za uprawę na zawsze ma wpis w kartotece. A co za tym idzie, ma trudności ze znalezieniem pracy. – Przez 30 lat istnienia zakazu ludzie uprawiają konopie. Ten zakaz jest nieskuteczny – przekonuje. „Wielu Czechów pali marihuanę w celach medycznych lub relaksacyjnych, dlatego nie powinno się ich za to karać”
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL