fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Sytuacja w Egipcie coraz poważniejsza

Fotorzepa, Mac Maciej Kaczanowski
Słynne kurorty w Egipcie nadal są bezpieczne. Ale inwestorzy pozbywają się egipskich aktywów. Drożeje ropa, frank, złoto i dolar
[srodtytul]Samoloty odwołane, giełda w dół[/srodtytul]
Ceny ropy lada chwilę przekroczą 100 dolarów za baryłkę. Linie lotnicze odwołują połączenia z Egiptem. Ale przewoźnicy charterowi walczą o każdego pasażera, żeby zminimalizować straty spowodowane zamieszkami politycznymi. Biura podróży przekonują: poza wielkimi miastami sytuacji jest bezpieczna.
Zamknięte są banki i Giełda Papierów Wartościowych w Kairze. W ostatnią środę i czwartek indeks giełdowy spadł tam o 16 procent. Najaktualniejsze informacje z Egiptu ma dzisiaj katarska Al Jazeera, która w relacjonowaniu egipskich wydarzeń odgrywa taką samą rolę, jak amerykańska CNN podczas wojny w Zatoce.
[srodtytul]Trudno wyjechać[/srodtytul]
Bardzo trudno jest dzisiaj wyjechać z Egiptu, jeśli nie ma się biletu na samolot charterowy. Cudzoziemcy i Egipcjanie okupują lotnisko w Kairze. W nocy z soboty na niedzielę koczowało tam ok. 2 tysięcy osób, które chciały wyjechać z kraju. Jest to jednak coraz trudniejsze, ponieważ największe linie lotnicze, w tym Lufthansa, Air Berlin i amerykańska Delta odwołały swoje połączenia. Nie poleciał do Kairu także i Lot. Jak powiedział „Rz” rzecznik Lotu, Jacek Balcer, nie ma jeszcze decyzji w sprawie połączenia poniedziałkowego.
Samolot British Midland z 64 osobami na pokładzie nie mógł wylądować w Kairze i zawrócił na Heathrow. Jego pasażerowie musieliby koczować na lotnisku z powodu godziny policyjnej, a wylatujący z Kairu nie mogli dojechać na lotnisko. KLM, Alitalia i British Airways zmieniły godziny wylotów. BA zdecydował się na wysłanie do Kairu charteru, którym zabrał czekających pasażerów.
Wsiedli do niego brytyjscy dyplomaci, zagraniczni dziennikarze, pracownicy międzynarodowych agencji pomocowych i Egipcjan mieszkających w Europie. Izraelski El Al planował w niedzielę wywieźć z Kairu 200 turystów, którzy utknęli w stolicy Egiptu z powodu zamieszek.
EgyptAir, narodowy przewoźnik egipski odwołał wszystkie wieczorne rejsy z powodu godziny policyjnej, która trwała od 6 wieczorem do 7 rano. I kolejne — kiedy została ona wydłużona i obowiązuje od 4 po południu do 8 rano.
Ale i do znanych kurortów — Sharm el Sheik, Taby, Hurghady i Mars el Alam niektóre loty były odwołane lub opóźnione.
[srodtytul]Rozsądni turyści bezpieczni[/srodtytul]
Brytyjczycy, Francuzi Niemcy i Amerykanie zaapelowali do swoich obywateli, aby wstrzymali się od podróży do Kairu, Aleksandrii i Suezu — trzech miast opanowanych przez zamieszki, jeśli takie wyjazdy nie są absolutnie konieczne. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaleca „przemyślenie” takiej podróży jeśli planujemy ją w najbliższych dniach. Tym wszystkim turystom, którzy już są w tych miastach zaleca się ograniczenie jakiegokolwiek przemieszczania się i nie przebywania w pobliżu miejsc demonstracji.
Egipt jednak jest krajem tak atrakcyjnym turystycznie i tak popularnym w Europie, że nawet ataki terrorystyczne wymierzone przeciwko turystom łatwo są zapominane. Kiedy terrorysta otworzył ogień do zwiedzających Luksor w 1997 roku, zabijając 58 turystów i 4 Egipcjan, turystyka ożywiła się po kilku miesiącach.
Nie miesiące, ale tygodnie były potrzebne do powrotu turystów na Synaj, gdzie doszło do ataków terrorystycznych na synajskie luksusowe hotele w latach 2004 i 2006. Zagranicznych przyjezdnych przekonały środki bezpieczeństwa zastosowane przez władze w hotelach, centrach handlowych miast i największych atrakcjach turystycznych.
Dla Egiptu turystyka jest największym źródłem dewiz, wypracowuje 11 proc PKB, a dodatkowo gwarantuje zatrudnienie setkom tysięcy ludzi w kraju, gdzie bezrobocie jest chronicznie wysokie.
Jak na razie największe biura podróży — TUI i Thomas Cook zapewniają, że turyści są bezpieczni, jeśli nie będą zbliżać się do centrum miast. Obydwaj turoperatorzy skasowali jedynie wycieczki do Kairu i zapewniają, że ich klienci nie domagają się wcześniejszych powrotów. Jednak wielką niewiadomą jest jak się rozwinie sytuacja, skoro prezydent Egiptu, Hosni Mubarak schronił się w Sharm el-Sheik. Demonstracje mogą więc rozprzestrzenić się również na Synaj.
[srodtytul]Panika wśród inwestorów[/srodtytul]
Znacznie bardziej nerwowo zachowują się inwestorzy. Agencja oceny wiarygodności kredytowej Fitch Ratings przymierza się do obniżenia oceny Egiptu, a analitycy przyznają, że wybuch zamieszek na taką skalę jest dla wszystkich zaskoczeniem. —Teraz wszystko zależy od tego, jak szybko zostaną w Egipcie wprowadzone reformy rynkowe — mówił Bloombergowi Mohamed Radwan, dyrektor sprzedaży w Pharos Holding for Financial Investment.
Wpływ sytuacji w Egipcie widać nie tylko w regionie, gdzie wyraźnie spadły indeksy giełdowe (saudyjski Tadawul All Share spadł o 7,5 proc, dubajski o ponad 6 proc. a giełda tunezyjska pozostaje zamknięta od 14 stycznia), ale i na świecie.
Amo Hawani z Shua Capital PSC w Rijadzie, stolicy Arabii Saudyjskiej nie ukrywał swoich obaw, że egipskie zamieszki mogą w szybkim tempie rozprzestrzenić się na cały region. A już teraz ubezpieczenie saudyjskiego długu na 5 lat jest najdroższe od 2 lat, czyli od czasu kryzysu finansowego i gwałtownego spadku cen ropy.
Tanieją najbardziej saudyjskie spółki budowlane i telekomunikacyjne, ale i papiery wszystkich firm, które mają rozwinięte interesy z Egiptem, dla niektórych z nich biznes z Egiptem, to ponad jedna trzecia całych obrotów.
Fuad Aghabi, dyrektor inwestycyjny w Ajeej Capital w Rijadzie uważa, że taka sytuacja potrwa przynajmniej przez kilka dni. W każdym razie do czasu, kiedy będzie wiadomo w jakim kierunku pójdzie polityka. —Dzisiaj najwięcej sprzedają inwestorzy zagraniczni, którzy nie chcą zaakceptować dalszego spadku — mówił Hawani.
[srodtytul]Drożeją frank, złoto dolar i ropa[/srodtytul]
Teraz jednak ropa naftowa drożeje, między innymi także dlatego, że Egipt jest jej liczącym się producentem. A dodatkowo coraz więcej analityków obawia się wzrostu napięcia nie tylko w innych krajach arabskich, ale i pomiędzy Egiptem i Izraelem. Na razie jej cena zbliża się do 100 dolarów za tonę, czyli poziomu uznanego przez ekonomistów za niebezpieczny dla dalszego wzrostu gospodarki światowej.
Pojawiły się jednak spekulacje, że Saudyjczycy wykorzystają tak wysoką cenę za pretekst, aby zwiększyć produkcję ropy, czego jak na razie nie chce oporny OPEC, któremu obecnie przewodniczy Iran. Drożeje zresztą nie tylko ropa, ale i typowe „kryzysowe” inwestycje — frank szwajcarski, dolar i złoto.
[srodtytul]Kluczowy Suez[/srodtytul]
Bardzo niepewna jest sytuacja wokół Suezu, którego znaczenie jest nadal kluczowe dla światowej gospodarki. Podobnie, jak przez Kanał Panamski, przepływają tym szlakiem ogromne ładunki towarów, a dodatkowo transportowane jest tamtędy ok 2 mln baryłek ropy dziennie. Zamknięcie Kanału Sueskiego, na co nic na razie nie wskazuje, oznaczałoby dołożenie do trasy tankowców przynajmniej 6 tys. km., bo musiałyby opłynąć Afrykę.
Na razie nikt nie jest w stanie przewidzieć dalszego rozwoju sytuacji w Egipcie i krajach regionu. Co do jednego politolodzy i ekonomiści są zgodni: jest bardzo mało prawdopodobne, by na Bliskim Wschodzie powtórzyła się sytuacja z Europy Środkowej i Wschodniej z przełomu lat 80. i 90. Bo nawet kiedy atmosfera uspokoi się, to rozpoczną się targi o reformy. Od tego jak długo będą trwały i jak głębokie zmiany zaproponują nowe władze będzie zależało czy narodom nie zabraknie cierpliwości.
A jeśli do władzy dojdą islamscy fundamentaliści, z których już wielu mieszkających w Europie szykuje się do powrotu, ropa po 150 dolarów za baryłkę może się wydać wyjątkowo tania. Podobnie będzie jeśli egipska rewolucja rozprzestrzeni się na Afrykę Północną i kraje produkujące ropę — Algierię i Libię — czytamy w Schork Report.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA