fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Helmut Kohl zasłużył na pomnik?

Drezno zamierza uhonorować Helmuta Kohla za życia. Wywołuje to liczne sprzeciwy
Nikt nie kwestionuje w Niemczech roli, jaką odegrał były kanclerz Helmut Kohl w dziele zjednoczenia Niemiec. Ale Niemcy są podzieleni co do tego, czy powinno mu się stawiać pomniki. Przynajmniej za życia. Pierwszy miałby powstać w najbliższym czasie w Dreźnie, o co zabiegają radni miasta z CDU wspierani przez liberałów z FDP. Przeciwni są jednak Zieloni, SPD i postkomuniści.
Na forach internetowych nie brak propozycji, że jeżeli Drezno nie może się obejść bez pomnika kanclerza, to bardziej właściwą formą uczczenia jego pamięci byłaby jego podobizna z książeczką czekową w ręku z napisem „Kohle”. W potocznym języku oznacza to szmal. Jest to brutalna aluzja do afery „czarnych kas CDU”, którymi zarządzał jako szef partii, korzystając z nielegalnych dotacji swych przyjaciół z wielkiego przemysłu.
Do dzisiaj nie ujawnił nazwisk darczyńców, a afera ciąży na honorze byłego kanclerza. Sprawia także, że Niemcy – zarówno ci na zachodzie, jak i na wschodzie – mają do niego stosunek co najmniej ambiwalentny. Odzwierciedlają to liczne anegdoty na jego temat.
W jednej z nich Kohl stoi nad brzegiem Renu i modli się o cud, aby Niemcy w niego uwierzyli. Bóg wyposaża go w dar kroczenia po wodzie. Ale Niemcy nie są zachwyceni. – Nawet pływać nie potrafi – oceniają.
Albo anegdota sprzed lat, kiedy Kohl miał się naradzać ze swym otoczeniem w restauracji hotelu w Sankt Petersburgu. Przeszkadzała mu muzyka, więc jeden z jego asystentów miał wręczyć muzykom po banknocie i natychmiast zapanowała cisza. – Taki był styl rządzenia Kohla – mówią zgodnie ci, którzy znali go blisko. Być może dlatego nie otrzymał Pokojowej Nagrody Nobla, chociaż jego kandydaturę zgłaszał Jose Manuel Barroso.
Pomnik w Dreźnie byłby zapewne formą uczczenia zasług. Na to się jednak nie zanosi. Przeważa bowiem opinia, że gdyby nie upadł mur berliński, Kohl byłby dzisiaj traktowany jako kanclerz, który nie ma na swym koncie żadnego większego osiągnięcia. A to przecież nie sam Kohl obalił mur.
Niemieckie media zadają sobie też pytanie, czy w ogóle potrzebne jest upamiętnianie zjednoczenia Niemiec poza projektem pomnika zjednoczenia, który za kilka lat stanie w Berlinie. Tym bardziej w Dreźnie, gdzie Helmut Kohl przemawiał do tysięcy obywateli NRD pięć tygodni po upadku muru. – Zjednoczenie narodu jest moim celem, jeśli pozwoli na to historia – powiedział wtedy. Podobne słowa wypowiedziane kilka dni wcześniej w Berlinie spotkały się z głośnym oburzeniem uczestników wiecu.
[i]- Piotr Jendroszczyk z Berlina[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA