fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Kościół otwarty na wszystkie religie

Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Kościół jest otwarty na wszystkich ludzi, wszystkie kultury i wszystkie religie. Na sto dusz interesuje nas sto! – deklaruje katolicki duchowny
Z ciekawością przeczytałem artykuł redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” Pawła Lisickiego „[link=http://www.rp.pl/artykul/594134.html]Moje kłopoty z Asyżem[/link]” („Rz” 15 – 16 stycznia 2011). Muszę przyznać, że kiedy usłyszałem o zamiarze Benedykta XVI, by zwołać przedstawicieli wszystkich religii na wspólne modlitwy o pokój w Asyżu, byłem tym trochę zaskoczony. Wydawało mi się bowiem, że autor deklaracji „Dominus Iesus” nie był entuzjastą tego typu spotkań. Czyżby więc zmienił nastawienie?
Dziś myślę, że papież chce w ten sposób pokazać światu prawdziwe oblicze religijności jako takiej.
[srodtytul]Religia to nie fundamentalizm[/srodtytul]
Nie wydaje mi się, że spotkanie tego rodzaju można zakwalifikować jako przejaw relatywizmu, wręcz przeciwnie, jest ono gestem i rzeczywistością związaną z prawdą, która nas ogarnia, która wymaga od nas ciągłego poszukiwania. To nie my posiadamy prawdę, ale ona posiada nas. Wolność religijna związana jest z poszanowaniem prawdy.
Bo na czym właściwie polega prawda? Jest „adequatio rei et intellectus” (zgodą rzeczywistości z umysłem) – mawiali starożytni. By była zgoda, potrzebna jest jednak wolna wola, a zatem wolność bez wolności osobistej nie otwiera człowieka na prawdę.
[wyimek]Kiedy mówimy o religiach świata i o tym, że są różne – to fakt ewidentny, tak jak różni są ludzie – chcemy z miejsca powiedzieć, że religie mają też coś wspólnego[/wyimek]
Wiele razy słyszeliśmy również „veritas liberabit vos” (prawda was wyzwoli). I tak jest w istocie, gdyż wolność jest zakorzeniona w prawdzie. Co ma pierwszeństwo: wolność czy prawda? Odpowiedź brzmi: wolność i prawda nie sprzeciwiają się, wręcz przeciwnie – wymagają siebie nawzajem. Tylko licząc na wolność człowieka, możemy zaprezentować prawdę. Prawdy nie upowszechnia się siłą, ale proponuje się ją, przedstawia się, zachęca do jej akceptacji i umiłowania.
W myśl metafizycznej teorii analogii wiemy, że rzeczywistość, która nas otacza, jest różna od Boga i zarazem do niego podobna, że transcendencja nie jest tak wyodrębniona, by w jakiś sposób nas nie dotykała. Kiedy więc mówimy o religiach świata i o tym, że są różne – to fakt ewidentny, tak jak różni są ludzie – chcemy z miejsca powiedzieć, że religie mają też coś wspólnego. I tego właśnie szuka papież. Szuka we wszystkich religiach świata tego podobieństwa, które je łączy: pragnienia pokoju.
[srodtytul]Tylko Chrystus[/srodtytul]
Religia nie może być nigdy fundamentem przemocy, nie może sprzyjać wojnie, terroryzmowi czy zamachom na ludzkie życie. Bo wtedy religia staje się fundamentalizmem. A jak dobrze wiemy, fundamentalizm i relatywizm są często ukazywane przez Benedykta XVI jako najważniejsze zagrożenia dla człowieka.
Więcej, Kościół, a wraz z nim papież Benedykt XVI (tak jak jego poprzednik, przyszły błogosławiony Jan Paweł II), nigdy nie zrezygnuje z głoszenia Chrystusa jako Boga z nami, jako jedynego Zbawiciela całego wszechświata, wszystkich ludzi każdego czasu, kultury i rasy. On jest Zbawicielem dla wszystkich: chrześcijan, muzułmanów, żydów, hindusów, buddystów, itd., itd.
Wzywając do Asyżu przedstawicieli wszystkich religii, papież nie relatywizuje Chrystusa. Wręcz przeciwnie, ukazuje światu to, czym w rzeczywistości jest – przedstawicielem Chrystusa odpowiedzialnym za świat. Papież swym gestem pokazuje, że tylko Chrystus i jego przedstawiciel na ziemi mają moc, by zjednoczyć wszystkie religie świata. Przecież w Asyżu wszem wobec głosi się Chrystusa jako księcia pokoju. Nie zapominajmy, że wszystko, co dobre, co cnotliwe, co pozytywne, co szlachetne, pochodzi z Chrystusa i do Niego prowadzi.
Kościół Chrystusa, „Una et Sancta”, miał, ma i będzie miał do końca czasów trzy misje bezpośrednio związane z jedyną misją Chrystusa – pojednania świata z Bogiem. Pierwszą misją Kościoła jest duszpasterstwo – aby katolicy się nawrócili do swojego Pana (cała ewangelizacja i sakramentalizacja do tego prowadzi). Drugą misją jest ekumenizm prowadzący do jedności wszystkich, którzy wierzą w bóstwo Jezusa Chrystusa, by świat uwierzył. Prowadzi się tę naukę jak bł. kardynał Newman: nauką, cierpliwością, modlitwą, słuchaniem głosu sumienia i uczeniem się od ojców Kościoła, bo trzeba być Kościołem pierwszych wieków (w tych dniach zaczynamy oktawę modlitw o jedność chrześcijan). Trzecią misją jest misia ad gentes. Kościół jest otwarty na wszystkich ludzi, wszystkie kultury i wszystkie religie – na sto dusz interesuje nas sto!
Stalin pytał, ile dywizji ma Watykan. Ronald Reagan uważał, że Watykan jest najpotężniejszym państwem na świecie, bo posiada moc modlitwy. Stalin nie wierzył w Boga ani w moc modlitwy, Reagan wierzył w jedno i drugie. Z kim więc jesteśmy – z postępującą laicyzacją, która w nic nie wierzy? Czy ze światem religii otwartej na transcendencję?
Ja wierzę w moc modlitwy, wierzę, że jest ona wszechmocna, i mam nadzieję, że również redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” podziela tę wiarę. A zatem wszyscy jesteśmy wezwani do Asyżu.
Ks. Ignacy Soler jest kapłanem Opus Dei. Pochodzi z Hiszpanii, obecnie mieszka w Krakowie
[ramka]
[b]Pisał w „Rzeczpospolitej”[/b]
Paweł Lisicki
[b][link=http://www.rp.pl/artykul/594134.html]Moje kłopoty z Asyżem[/link][/b]
[i]„Plus Minus” 15 – 16 stycznia 2011[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA