fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konsumenci

Jak skarżyć się na biuro podróży

Rzecznik Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów
Rzeczpospolita
Rozmowa: Małgorzata Cieloch, rzecznik Urzędu OchronyKonkurencji i Konsumentów
[b]Rz: Dwoje turystów, którzy wyjechali na wycieczkę z biura podróży do Egiptu, uznało, że zmarnowano im urlop. Najpierw zakwaterowano ich w pokoju dla obsługi, a potem razem z małżeństwem, które było w podróży poślubnej. Złożyli skargę w biurze podróży, a potem do sądu. Czy mieli rację?[/b]
Małgorzata Cieloch: Tak, bo to jest niedopuszczalne. Ważne jest jednak, w jaki sposób reklamacja została sformułowana. Nie wystarczy napisać, że ktoś miał zmarnowany urlop, zepsute wakacje albo ma teraz niemiłe wspomnienia.
[b]Co więc trzeba pisać?[/b]
Należy opisać konkretne sprawy. Reklamujemy brak zakwaterowania, informujemy, że musieliśmy ponieść dodatkowe koszty itp. Warto dołączyć do reklamacji lub pozwu zdjęcia, zeznania świadków i inne dowody.
[b]Czego możemy od biura podróży zażądać?[/b]
W takich sytuacjach pomaga tabela frankfurcka. Jest ona wprawdzie nieoficjalnym dokumentem, ale często stosowanym i ułatwiającym obliczenie kwoty za określoną szkodę. Za różnice w zakwaterowaniu można dostać nawet do 25 proc. zwrotu kosztów. Awaria windy, hałas w nocy to nawet do 40 proc.
[b]Na co turyści narzekają najczęściej?[/b]
Na przykład na to, że nie zaopiekował się nimi rezydent, a w kraju arabskim bariera językowa i różnice kulturowe bywają naprawdę kłopotliwe. Niski standard hotelu. W umowie było, że będzie pięć gwiazdek,a są zaledwie trzy. Są też skargi na monotonny jadłospis. Albo że ktoś miał mieszkać w hotelu blisko morza, a nie kilometr od brzegu. Bywa też tak, że w umowie jest napisane: pokój funkcjonalny – człowiek się cieszy, a okazuje się, że oprócz walizki, podróżnego i jeszcze jednej osoby nic się więcej w nim nie zmieści. Widziałam też takie skargi, że wakacje spowodowały rozpad rodziny. Bo została ona zakwaterowana w bardzo małym pokoju.
[b]W ciągu ostatnich lat skargi się w jakiś sposób zmieniły?[/b]
Coraz częściej pojawiają się skargi na nieprofesjonalne prowadzenie wycieczki.
Ludzie przyjeżdżają nie tylko wypoczywać pod kolorowymi parasolkami. Chcą zwiedzać i zdobywać nową wiedzę.
Nie wystarczają im informacje z Internetu. Dlatego przewodnik, który mówi łamaną polszczyzną i opowiada o zabytku tylko jednym zdaniem, może być powodem do reklamacji.
[i]—rozmawiała Matylda Młocka[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA