fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Nie musimy ciąć wydatków

Fotorzepa, Justyna Cieślikowska
Nie powinniśmy drastycznie ciąć wydatków w tym roku - mówi Katarzyna Zajdel-Kurowska, przedstawicielka Polski w Międzynarodowym Funduszu Walutowym
[b]Rz: Jakie są zalecenia MFW dla krajów, które mają problemy z zadłużeniem?[/b]
Katarzyna Zajdel-Kurowska: Fundusz uważa, że kraje, które wciąż mogą sobie pozwolić na poluzowanie fiskalne i nie zagraża to ich stabilności fiskalnej w średnim czy długim okresie, nie muszą rozpoczynać zaciskania fiskalnego. Muszą przygotować wiarygodne plany konsolidacji na przyszłość. Kraje, które mają poważne problemy oraz istotny wzrost niestabilności długu publicznego, muszą już zaciskać pasa.
[b]Gdzie plasuje się Polska?[/b]
Moim zdaniem Polska jest pośrodku, czyli nie powinniśmy drastycznie ciąć wydatków w tym roku, ale rząd powinien opracować wiarygodny plan konsolidacji, który pokaże, jakie instrumenty zostaną wprowadzone, aby ograniczać wydatki i zwiększać dochody państwa, by obniżyć deficyt finansów publicznych do 3 proc. PKB.
[b]Wprowadzenie reguły ograniczającej wzrost wydatków i podwyżka VAT o 1 pkt proc. to na tę chwilę wystarczające działania?[/b]
Wszystko zależy od tego, czy patrzymy na budżet w horyzoncie jednego roku czy kilku lat. Najważniejsze jest, abyśmy nie przekroczyli poziomu 60 proc. długu w relacji do PKB. Nie jest łatwo zmienić konstytucję, a tam zapisano próg 60 proc. W zależności od tego, jaki będziemy mieć deficyt w kolejnych latach, tak szybko dojdziemy do poziomu 60 proc. PKB.
[b]Zdaniem niektórych ekonomistów może to nastąpić już w przyszłym roku.[/b]
To właśnie bada fundusz. Jak szybko i w jakim zakresie trzeba wprowadzać dostosowanie fiskalne, aby nie przekroczyć owych 60 proc. Fundusz przedstawi ocenę w piątek. Oczywiście ryzyko istnieje, choćby z tego powodu, że 25 proc. naszego zadłużenia jest w walucie obcej. Nawet przy wdrożeniu działań dostosowawczych i mniejszym deficycie, w sytuacji, gdyby doszło do osłabienia złotego z powodu odpływu kapitału, ryzyko przekroczenia poziomu 60 proc. długu w relacji do PKB jest bardzo duże.
[b]Dziś sytuacja jest inna. Jesteśmy bardzo atrakcyjnym krajem dla inwestorów, kapitał napływa, złoty się umacnia.[/b]
Są trzy tego powody: zwrot na kapitale w krajach rozwiniętych jest bardzo niski, bo utrzymują one bardzo luźną politykę monetarną. Stopy procentowe są tam bliskie zera. Oczywiście można ulokować wolne środki w krajach azjatyckich, ale tam z kolei występują ograniczenia napływu kapitału. Brazylia np. wprowadziła podatek od transakcji na obligacjach, a inwestorzy nie lubią rynków, na których występują restrykcje. Lokują więc pieniądze u nas, bo gwarantujemy im bezpieczny wysoki zwrot, ryzyko gospodarcze i polityczne jest niskie, a dane gospodarcze pozytywne.
[b]Rosnący poziom długu i deficytu odsuwają przyjęcie euro. Czy powinniśmy liczyć na złagodzenie kryteriów z Maastricht, czy za wszelką cenę starać się je spełnić?[/b]
Kryzys pokazał, że jeśli ktoś nie jest przygotowany do wejścia do strefy euro, a mimo to tam się znalazł, nie dysponuje potem mechanizmami odreagowania szoków. Jedyną szansą jest wtedy tzw. dewaluacja wewnętrzna, czyli dostosowanie na rynku pracy. Trzeba wtedy gwałtownie zmniejszyć płace, aby poprawić konkurencyjność gospodarki. Coś, co można by było zrobić po stronie kursowej, trzeba robić po stronie socjalnej, czyli na rynku pracy. A to nie jest akceptowalne, co pokazują strajki w Grecji. Ten przykład pokazuje, że lepiej przygotować się do bycia w unii walutowej i przygotować instrumenty reakcji.
[b]Co Polska musi zrobić, aby bezpiecznie znaleźć się w strefie euro?[/b]
Przede wszystkim musi mieć konkurencyjny i elastyczny rynek pracy. W krajach bałtyckich udało się szybko wyjść z kryzysu właśnie z uwagi na bardzo elastyczny rynek pracy. To oznacza także reformę wszystkich mechanizmów indeksujących i wydatków powiązanych z tymi mechanizmami. Odsztywnienie wydatków publicznych i wypracowanie modelu finansów publicznych dającego ministrowi finansów swobodę w podejmowaniu działań antycyklicznych. Idealnie byłoby mieć u siebie model szwajcarski, gdzie budżet jest zbilansowany, ale w okresie koniunktury występuje tam pewna nadwyżka, którą w okresie dekoniunktury można przerzucić w miejsca, gdzie pieniędzy brakuje.
[b]Pomogłoby nam z pewnością, gdyby Komisja Europejska zgodziła się na zmianę zasad liczenia długu i stałe uwzględnienie kosztów reformy emerytalnej.[/b]
Jestem zawiedziona jej stanowiskiem o nieuwzględnianiu tych kosztów. KE nie rozumie, że my co roku mamy co najmniej 2 proc. deficytu tylko z tytułu owej reformy. Aby więc mieć deficyt na poziomie 3 proc., musielibyśmy mieć zbilansowany budżet w każdym roku, a w kolejnych nawet nadwyżkę. To jest niemożliwe, nie ma krajów, które długookresowo utrzymują nadwyżkę w budżecie. Jeśli KE utrzyma swą decyzję, będzie to bardzo duży błąd.
[i]—rozmawiała Elżbieta Glapiak[/i]
[ramka]
[b]CV[/b]
Katarzyna Zajdel-Kurowska jest absolwentką Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 1996 do 1998 r. była zatrudniona w Departamencie Polityki Finansowej i Analiz Ministerstwa Finansów. W latach 1998 – 2007 pracowała jako ekonomista w Banku Handlowym. 8 stycznia 2007 r. została podsekretarzem stanu w MF, a od lutego 2009 r. jest przedstawicielem Polski w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA