Kraj

Jak się pokazać warszawiakom i wygrać

Krzysztof Tyszkiewicz chce w kampanii chwalić się inwestycjami PO w stolicy, np. torowiskiem w Al. Jerozolimskich
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Plakat w formie komiksu albo ulotka pachnąca feromonami. Zachęcanie kontrkandydatów do oddawania krwi czy marsz przez miasto w stroju robotnika drogowego. Blog internetowy lub konferencje prasowe co drugi dzień - to kilka pomysłów na kampanię warszawskich pretendentów do parlamentu
Kampania dopiero się rozkręca. Na ulicach i w telewizji widać na razie tylko plakaty i spoty liderów partii i posłów, którzy kampanię budują na zdobytej dotąd popularności. A co robią nowicjusze i kandydaci z dalszych miejsc na listach, by zwrócić na siebie uwagę?
-Muszą mieć niekonwencjonalne pomysły i sztab ludzi. W pojedynkę nie będzie sukcesu -uważa politolog z Uniwersytetu Warszawskiego Bartłomiej Biskup. I ocenia: -Na razie, prócz kilku billboardów, nie widzę przejawów warszawskiej kampanii. Powinna ruszyć teraz, gdy partie znają już numery list.
Najwcześniej wyborczy bój rozpoczęło warszawskie PiS. I od razu określiło metodę: frontalny atak na Hannę Gronkiewicz-W Altz i rządzącą stolicą koalicję PO-LiD. Kandydaci z pierwszej dziesiątki Marek Makuch i Maciej Więckowski kilka razy w tygodniu zwołują dziennikarzy, by wyliczyć, co złego dzieje się w mieście. Czasami dołącza do nich wiceminister gospodarki Paweł Poncyljusz. Zarzucili, że PO marnotrawi dorobek PiS z poprzedniej kadencji dotyczący poprawy bezpieczeństwa. Wcześniej krytyków Ali korki na billboardach z hasłem: "spowolnili Warszawę, spowolnią Polskę", i wyliczali koszt aut służbowych dla ratusza. Kandydaci z dalszych miejsc na liście PiS nie uczestniczą w tych atakach i radzą sobie sami. Lider młodzieżówki Jarosław Krajewski, rok temu sztabowiec Kazimierza Marcinkiewicza, wymyślił np. ulotkę w formie komiksu. - Takiej ulotki niemiał nikt - cieszy się. Krajewski uruchomił też stronę, na której również w komiksowej formie opowiada o programie i rekomendacjach innych osób, m.in. Konrada Ciesiołkiewicza, byłego rzecznika i twórcy wizerunku medialnego premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Lokalnej kampanii PO w stolicy na razie nie widać. Jedynie Hanna Gronkiewicz-W Altz (która w wyborach nie startuje) odpiera zarzuty PiS. To ona sparafrazowała hasło PiS na "Poprawiamy Warszawę, poprawimy Polskę". Byli posłowie nie robią wiele, ograniczają się do opisania swoich działań na internetowych stronach. Mobilizują się za to kandydaci ze środka listy. Satyryk i radny Tadeusz Ross liczy na popularność nazwiska. - Mam nadzieję, że ludzie mnie kojarzą - mówi. Czy ma dość stołecznego samorządu? - Nie. Ale nie godzę się na to, co się dzieje w Polsce. To już nie satyra, ale parodia, której się boję. Mojego syna prokurator przesłuchuje, bo był w sztabie Donalda Tuska. Nie godzę się na kraj oskarżeń i prokuratorów! Młody radny Krzysztof Tyszkiewicz (też w środku listy PO) również oparł kampanię na "niezgodzie". -Będzie to kontra wobec marazmu inwestycyjnego za rządów PiS. Chcę pokazywać to, co Platformie przez rok udało się zrobić, np. torowisko w Al. Jerozolimskich czy bezpłatny Internet na Bemowie -zapowiada. Wczoraj rozdawał ulotki w centrum miasta w otoczeniu sztabowców w strojach robotników drogowych. Lider listy LiD Marek Borowski chętnie wychodzi na bezpośredniespotkania z warszawiakami. Dziś odda krew w ambulansie przed Pałacem Kultury. Wraz z kandydatem na senatora Bartoszem Dominiakiem zorganizował akcję "upuszczania krwi politykom". Na bezpośrednią kampanię stawiają też dwaj młodzi kandydaci z LiD - Sebastian Kozłowski (SdPl) i Grzegorz Pietruczuk (SLD). Do niekonwencjonalnych pomysłów przyzwyczaił już warszawiaków poseł weteran Piotr Gadzinowski. Znów startuje z ostatniego miejsca. Tym razem założył KOM (Klub Ostatnich Miejsc) skupiający kandydatów zamykających listy LiD innych miast. -A moja ulotka w tym roku będzie pachnieć feromonami, żeby oczyścić powietrze ze śmierdzącej polityki - zapowiada. W Internecie ogłosił konkurs na hasło. Zwyciężyło: "Będziesz happy i beztroski, kiedy w Sejmie Gadzinowski". Jego sztabowcy mają też skandować: "Dla dobra metra warszawskiego głosuj na Gadzinowskiego". - To oldschoolowa metoda, ale jak widać wraca do łask. Ostatnie hasło jest jednak niebezpieczne. Można dowolnie zmieniać nazwiska, byleby kończyło się na ski -ocenia Bartłomiej Biskup. Hasło mogą więc podłapać kandydaci innych partii -choćby Karol Karski (PiS) czy Lech Jaworski (PO). - Dziękuję. Stać mnie na własne pomysły -odcina się Karski. Liderzy komitetów, które nie mają w stolicy wielkich szans na zwycięstwo, prowadzą oszczędną kampanię. Stawiają na Internet. Hasło lidera listy PSL, informatyka Łukasza Foltyna: "Nowoczesne technologie, nowoczesna gospodarka i nowoczesna polityka społeczna". - Chcę, żeby ludzie mnie poznali, m.in. przez mój blog internetowy -mówi. Partia Kobiet miała udany promocyjnie debiut billboardowy - kontrowersyjne plakaty nagich kobiet z hasłem "I nic do ukrycia". - Ten pomysł się sprawdził, bo w końcu ktoś się nami zainteresował -mówi Justyna Wasita, prawniczka, wiceprzewodnicząca Partii Kobiet. - Nie mamy jednak dużych pieniędzy na kampanię, więc stawiamy na Internet, marketing szeptany i bezpośredni kontakt z ludźmi.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL