Świat

Wizja lokalna ONZ w Birmie

brahim Gambari, zastępca sekretarza generalnego ONZ, liczy na spotkanie z przywódcą junty
Reuters
Ibrahim Gambari spotkał się z więzioną przywódczynią opozycji
Zastępca sekretarza generalnego ONZ podczas weekendu dwukrotnie odwiedził główny bastion rządzącej Birmą junty, położoną w środku dżungli stolicę Naypyidaw. Ibrahim Gambari rozmawiał z generałem pełniącym funkcję premiera oraz z ministrami kultury i informacji, którzy również są wojskowymi. Nie udało mu się natomiast spotkać ze stojącym na czele junty generałem Than Shwe ani z jego zastępcą.
-Generał Shwe, który odpowiada za zbrodnie popełnione przez reżim, na pewno został poinformowany o wszystkim, co powiedział Gambari. Mam nadzieję, że ONZ wykorzystała szanse, by zwiększyć presję na generałów, i zażądała wstrzymania przemocy wobec niewinnych ludzi -mówi "Rz" Debbie Stothard z organizacji Altsean Birma w Tajlandii. Wysłannikowi ONZ udało się spotkać z przywódczynią opozycji Aung San Suu Kyi. Zdaniem zachodnich dyplomatów należy to potraktować jako ustępstwo ze strony władz Birmy. Laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, która od 2003 r. przebywa w areszcie domowym, została pod eskortą przewieziona do Domu Gości Państwowych w Rangunie. Członkowie delegacji ONZ, powołując się na protokół dyplomatyczny, nie chcą ujawniać szczegółów trwającej półtorej godziny rozmowy. Ulice Rangunu, największego miasta Birmy, patroluje już 20 tysięcy żołnierzy. Mają uniemożliwić organizowanie pokojowych demonstracji, które wybuchły po ogłoszeniu drastycznych podwyżek cen paliw. Od kilku dni głównym obiektem prześladowań ze strony reżimu są buddyjscy mnisi za to, że stanęli na czele protestów. Setki zostało pobitych, ponad tysiąc wtrącono do więzień. Wczoraj organizacja Demokratyczny Głos Birmy opublikowała zdjęcia zrobione kamerą wideo, na których widać ciało martwego mnicha unoszące się na rzece w Rangunie. Jak poinformowało birmańskie radio, 30 uwięzionych mnichów prowadzi strajk głodowy, a inni wspierają ich modlitwami. Mimo krwawego tłumienia manifestacji w sobotę na ulice znowu wyszło kilka tysięcy demonstrantów. Świadkowie twierdzą, że specjalne oddziały policji i wojska użyły pałek i gazów łzawiących. Słychać było odgłosy strzałów. Nie ma jednak nowych informacji o ofiarach. Władze twierdzą, że w starciach z policją w zeszłym tygodniu zginęło dziesięć osób. - Nadal nie wiemy, jaka jest prawdziwa liczba ofiar, bo władze utrudniają zbieranie informacji. Przypuszczamy jednak, że jest ich więcej - mówi Debbie Stothard. Demonstracje solidarności z Birmą odbyły się wczoraj m.in. w Tokio, Londynie i siedmiu miastach Hiszpanii.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL