fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Jarosław Kaczyński winien zabójstwa w PiS w Łodzi?

Halina Flis-KuczyŃska
Archiwum
Prezesie Kaczyński, nie jestem pewna, czy ta krew przelana w Łodzi nie powinna jednak spaść na pana głowę i czy nie doprowadzi pan do większych nieszczęść – pisze publicystka
Na początku było słowo. Złe, nienawistne i nie dojdziemy dzisiaj, z której strony padło pierwsze, a które było odpowiedzią na nie. Według tego, co podsuwa pamięć, zaczęło się od sporów i wzajemnego obrażania przy próbach stworzenia koalicji PO – PiS. Potem już tak zostało. I tylko skala natężenia w głoszeniu złej – zamiast dobrej – nowiny rosła.
[srodtytul]Marsze z pochodniami [/srodtytul]
Nie ma jednak racji Paweł Lisicki, obarczając ("Rzeczpospolita", 20 października 2010) większą winą stronę rządzącą, a o Prawie i Sprawiedliwości pisząc, że partia ta "potrafiła odpłacić pięknym za nadobne" – jakby to PO z Donaldem Tuskiem było stroną napędzającą wojnę zaczepną.
Nie da się porównać wyśmiewania wad polityków PiS do oskarżeń rzucanych przez Jarosława Kaczyńskiego na rządzących polityków – że pogrążają kraj w zależności od obcych potęg i że są zdrajcami narodu. Nie można porównać obelgi, że ktoś ze strony PiS to głupek – chociaż takie słowo boli i jątrzy – od oskarżenia urzędującego premiera o zdradę narodu i knowania z wrogami Polski po to, aby ukryć prawdę o katastrofie smoleńskiej.
Nie można wprowadzenia krzyża z ulicy sprzed Pałacu Prezydenckiego (gdzie był narażony na szyderstwa) do kaplicy pałacowej (w miejsce godne) nazywać czynem haniebnym. Nie można szafować stwierdzeniami, że rządzący powinni się podać do dymisji, bo mają krew na rękach i zachowują się haniebnie. Słowo "haniebnie" zrobiło karierę na prawej stronie sceny politycznej i jak pocisk wymierzane jest raz po raz w stronę ekipy rządzącej.
To jednak nie premier i nie jego ugrupowanie wyprowadzają co miesiąc ludzi na ulicę, eskalując natężenie gniewu i urządzając podniecające marsze z pochodniami "w imię domagania się prawdy" i z okrzykami "tu jest Polska". Pewnie, że jest Polska na Krakowskim Przedmieściu, gdzie maszerują krzyczący, ale Polska jest też w każdym innym zakątku naszego kraju, bo jesteśmy państwem wolnym.
[srodtytul]Oszukani ludzie [/srodtytul]
Jarosław Kaczyński nawołujący do odzyskania Polski – gdy intonuje hymn "Boże coś Polskę" w wersji "Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie" – oszukuje ludzi, pobudza ich do przekonania, że żyjemy w wasalnym księstwie rządzonym przez wrogie nam potęgi z usłużnymi zaprzedańcami u steru państwowej nawy. Głównym wrogiem ma być Rosja, która prawie na pewno maczała palce w katastrofie smoleńskiej z powodu swojej nienawiści do prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Nienawiść do wroga trzeba podniecać. W tym celu zakłócono uroczystość odsłonięcia grobu rosyjskich żołnierzy poległych w czasie wojny polsko-bolszewickiej w roku 1920 – żołnierzy, których kości wymywane przez wodę rozwłóczyły po polach psy. Mieszkańcy okolicy chcieli, aby je pochowano z szacunkiem należnym każdemu zmarłemu. Ekipa działaczy PiS przyjechała ze swoimi transparentami i zakłóciła tę część uroczystości. Trzeba było sporego wyczucia i delikatności ze strony organizatorów, aby w porę zawrócić z drogi ambasadora Rosji i zapobiec skandalowi dyplomatycznemu. Czy to było godne i patriotyczne zachowanie? Czy Jarosław Kaczyński zganił za to swoich działaczy? Ani słowem.
Czy Jarosław Kaczyński zwrócił uwagę uczestnikom wiecu na Krakowskim Przedmieściu, którzy na wieść o awarii samolotu pierwszej damy wołali radośnie "Może spadnie? Niech tam zostanie"?
Nie, ani słowem. A milczenie w takim przypadku jest pochwałą i zachętą.
[srodtytul]Powinna polać się krew? [/srodtytul]
Wydarzenia ostatnich miesięcy potwierdzały tezę, że PiS pod przewodem swojego prezesa dąży do przewrotu i szybszego niż w demokratycznych wyborach odzyskania utraconej władzy.
W miejsce jednej demonstracji przed Pałacem Prezydenckim, jakie organizowano każdego 10. dnia w kolejnych miesiącach, w półrocze katastrofy smoleńskiej – 10 października urządzono dwie: poranną, spokojniejszą, oraz wspomniany już wieczorny marsz z pochodniami i wołaniem o przywrócenie wolnej Polski. Ale naród nie ruszył na Belweder. A przecież, gdyby słowa prezesa Prawa i Sprawiedliwości wziąć dosłownie, to na ulicach powinno coś się stać, powinna polać się krew. Czyja krew? Wydawało się, że to manifestanci ruszą na pałac i straż będzie musiała go bronić, albo że podnieceni atmosferą wiecu maszerujący nosiciele pochodni zmasakrują kogoś, kto im się roześmieje czy coś powie z chodnika. Ale nic się nie wydarzyło, tylko pozostał niepokój obserwatorów. Ku czemu to wszystko zmierza? Jak się to skończy?
Paweł Lisicki pisze w swoim komentarzu, że bliskim zabitych można więcej wybaczyć. To prawda – o ile nie są szefami wielkiej partii opozycyjnej i dopóki swoimi działaniami nie zakłócają żałoby innych rodzin, a w państwie nie burzą istniejącego porządku i nie rzucają rządowi oskarżeń o zdradę. Czyli dopóki spraw państwa nie podporządkowują jednakowo swojej osobistej tragedii i swoim politycznym rozczarowaniom.
Prezes Jarosław Kaczyński natychmiast oskarżył rząd o doprowadzenie do tego morderstwa. Powiedział ponadto, że teraz każde słowo wypowiedziane w tej sprawie może być wezwaniem do mordu.
Nie może prezes Kaczyński zamykać nam ust. Jesteśmy jak on obywatelami tego kraju, widzimy, co się dzieje, nie chcemy, aby dochodziło do następnych nieszczęść, i mamy prawo o tym mówić.
[srodtytul]Z różańcami i nienawiścią [/srodtytul]
Morderca wpadł do biura PiS z okrzykami, że nienawidzi tej partii i jej prezesa. Nie wiemy, na ile jest normalny, na ile szalony, czy był pod wpływem narkotyków, czy czyichś słów. Ani – dlaczego szukał prezesa tam, gdzie go na pewno nie było. Każdy człowiek, gdyby się dowiedział, że popełniono morderstwo w imię nienawiści do niego, zastanowiłby się i poszukał odpowiedzi, za co taka nienawiść i czy on sam nie ponosi tu jakiejś winy. Jarosław Kaczyński nad tym się nie zastanawia, on wie swoje: zawinił rząd. To niewiarygodne. Nie użyję słowa haniebne, ale powiem, że to niegodne.
Zabito człowieka, ciężko zraniono drugiego. Stan ducha mordercy wskazuje na szaleństwo albo jest temu stanowi bliski. Wiemy z obserwacji, że ludzi o podobnym stanie ducha nie brakuje, wystarczy posłuchać, jak rozmawiają pod kościołami wierni z różańcami w dłoniach i z nienawiścią w oczach. Wiara nasza jest słaba, a Kościół podzielony, nie ma papieża, który umiał porywać tłumy i choćby na krótko nakłaniać ku dobremu.
Potrzebne są nam słowa kojące, takie, które pozwoliłyby zrozumieć, co się stało, i jakoś się z tym uporać, nakreślić, jak sobie z tym poradzimy, aby już nigdy więcej rzecz podobna się nie przydarzyła.
Panie prezesie Prawa i Sprawiedliwości! Niech pan przeczyta te słowa i zastanowi się. Jeszcze jest czas, jeszcze nie mamy rewolucji, do której pan tak wyraźnie dąży. Niech pan wróci do swojego wizerunku z kampanii prezydenckiej. Przyniósł on panu wiele głosów i wielu sympatyków. Niech pan uzna ten wizerunek za własny i uspokoi swoich zwolenników. Dla wszystkich tak będzie lepiej. Bo nie jestem pewna, czy ta krew przelana w Łodzi nie powinna jednak spaść na pana głowę, i czy nie doprowadzi pan do większych nieszczęść.
[i]Autorka jest dziennikarką i tłumaczką[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA